[ Pobierz całość w formacie PDF ]

wodzi wzrokiem za Eden.
- Co? Kto? - Rozkojarzony Chase spojrzał na dziewczynkę, z
którą kręcił się po parkiecie.
- Panna Carlbough. Wcale się nie dziwię, jest bardzo ładna.
Wygrała w naszym głosowaniu na najładniejszą opiekunkę,
mimo że panna Allison ma
większy... - Urwała, jakby nagle uświadomiła sobie, że o
pewnych częściach damskiej anatomii nie rozmawia się z
mężczyznami.
- Większy... no...
- Rozumiem - powiedział z uśmiechem Chase.
- Niektóre koleżanki uważają, że pan Keeton jest boski -
kontynuowała dziewczynka.
- Tak? - Chase zerknął na rywala i uśmiech na jego twarzy
zamienił się w grymas.
- Moim zdaniem ma za cienki nos.
- Niewiele brakowało, bym mu go złamał.
-1 oczy ma zbyt blisko osadzone. Ja zdecydowanie bardziej wolę
pana. Wzruszony przypomniał sobie swoją pierwszą miłość.
- Fajna z ciebie dziewczyna - powiedział serdecznie.
Patrzyła spod oka, jak Chase tańczy z Robertą. W pewnym
momencie pocałował ją w czoło, a ona się rozpromieniła. Eden
potrząsnęła głową. Czyżby była zazdrosna o dwunastolatkę? Nie,
to jakiś absurd. Po prostu zmęczenie dawało się we znaki.
Właściwie non stop krążyła między kuchnią a stołem. W dodatku
muzyka dudniła na cały regulator, a dzieciaki krzyczały, żeby w
ogóle się słyszeć.
Pięć minut, uznała. Wyjdzie na pięć minut, żeby pobyć sama z
dala od zgiełku.
Zwieże nocne powietrze pachnące trawą i fuksją podziałało na
nią kojąco. Kilka razy odetchnęła głęboko.
Księżyc przypominał wąski rożek. Od przyjazdu tutaj kilka razy
widziała zmieniające się fazy: nów, kwadrę, pełnię. Tak
naprawdę to w ciągu ostatnich trzech miesięcy częściej patrzyła
w niebo niż przez całe życie.
Stała z zadartą głową, szukając konstelacji, które Chase jej kiedyś
pokazał, i zastanawiała się, czy kiedykolwiek pokaże jej kolejne.
Zeszła po schodkach z werandy i ruszyła przed siebie po trawie.
Hałasy dobiegające z sali stawały się coraz cichsze. Po chwili
przystanęła i oparła się o pień starego orzesznika.
Jak miło wreszcie być samą, pomyślała. W długie zimowe
wieczory będzie wspominać ten ciepły, pogodny wieczór.
Nagle usłyszała skrzypienie siatkowych drzwi i zobaczyła
zbliżającą się postać.
- Erie? - Nawet nie próbowała ukryć irytacji w głosie.
- Nie pamiętam, abyś kiedykolwiek wyszła wcześniej z przyjęcia.
- Zmieniłam się.
- Zauważyłem.
Przestąpił nerwowo z nogi na nogę. Kiedy wyciągnął do niej
rękę, Eden nie drgnęła. Nawet nie poczuła jego dotyku.
- Nie skończyliśmy rozmawiać.
- Skończyliśmy. Dawno temu.
- Eden. - Pogładził ją po policzku. - Przyjechałem kawał drogi,
żeby się z tobą zobaczyć. %7łeby naprawić relacje między nami.
- Nie ma nic do naprawiania. Niepotrzebnie się fatygowałeś. -
Złość, którą czuła, rozpłynęła się. Teraz, patrząc na Erica, miała
wrażenie, że patrzy na obcego człowieka. - Nie warto tego
wałkować. Po prostu zostawmy wszystko, jak jest.
- Zachowałem się jak ostatni kretyn. - Najwyrazniej sadził, że
przyznając się do winy, sprawi, że czas się cofnie.
- Wiem, że wyrządziłem ci krzywdę. Ale myślałem nie tylko o
sobie, również o tobie.
- O mnie? - Nie miała ochoty wdawać się w dyskusję.
- Niech ci będzie. A teraz przepraszam...
- Nie bądz uparta, Eden. - W jego głosie pojawiła się nuta
zniecierpliwienia. - Dobrze wiesz, jak trudno byłoby ci
uśmiechać się do gości na ślubie, kiedy wszyscy szeptaliby o
skandalu.
Zamierzała odejść, lecz została. Ponownie oparła siępień
drzewa. A jednak tliła się w niej złość. Nie tak zapiekła jak na
początku, ale wyraznie ją czuła. Hm, a może lepiej wszystko z
siebie wyrzucić, niczego nie tłamsić?
- Co rozumiesz przez skandal? Nieudane inwestycje mojego
ojca?
- Eden. - Przysunął się i położył rękę na jej ramieniu.
- Twoja sytuacja zmieniła się tak dramatycznie, kiedy zmarł twój
ojciec i zostałaś nagle...
- Pozbawiona środków do życia - dokończyła za niego.
- Owszem, masz rację. Moja sytuacja radykalnie się zmieniła. I
właśnie dzięki temu dojrzałam. - Mówiła zirytowanym tonem,
jakby usiłowała opędzić się od muchy, która ciągle wraca. -
Pojęłam, co jest ważne w życiu. [ Pobierz całość w formacie PDF ]