[ Pobierz całość w formacie PDF ]

poślubiła go tylko z tego powodu, że straciła dom
i potrzebowała poczucia bezpieczeństwa. Zrobiła z niego
głupca, mając innego na boku. Fakt, że tym innym jest jej
przystojny szef, jeszcze bardziej go przygnębiał. Kochała
się w tym playboyu i dlatego nie chciała rzucić pracy. Nie
miał pojęcia, jak będzie z nią żył po tym, co zobaczył.
Przez krótką chwilę zastanawiał się, czy nie skonfron-
tować jej z prawdą. Ale co by to dało? Pytał ją
o Wheelora, a ona kłamała. Skłamała wówczas i okłamy-
wała go od tamtej pory. Uśpiła jego czujność. Naprawdę
zaczynał jej znowu ufać. Jakie to szczęście, że wrócił do
miasta bez uprzedzenia. Zobaczył jej prawdziwą twarz
j:kol43 21-11-2006 p:178 c:0
178 BIAAA SUKNIA
i był zdegustowany. Owszem, była dziewicą, kiedy się
pobierali, ale teraz, kiedy miała za sobą swój pierwszy
raz, czerpała zapewne przyjemność z nowej relacji ze
swoim szefem.
To przepełniło miarę. Z zaciekłym westchnieniem
zacisnął powieki i zmusił się, by myśleć o czym innym.
Następnego ranka zszedł na dół z wystudiowaną miną,
zdeterminowany, by nie pokazać Shelby, jak bardzo go
zraniła. Raczej umrze, niż pokaże jej swoje prawdziwe
uczucia.
Shelby także wstała wcześnie. Piła czarną kawę
i bezmyślnie skubała grzankę. Kiedy wszedł do jadalni,
podniosła wzrok. Jej oczy były spuchnięte od płaczu, a jej
mina wyrażała pełną nadziei niepewność.
 Nie mówiłeś poważnie wczoraj wieczorem, praw-
da?  spytała, patrząc na niego.  Prawda, Justin?
Minął ją i usiadł u szczytu stołu, jak zawsze, nalewa-
jąc sobie kawę z dzbanka.
 >owiłem śmiertelnie poważnie, Shelby.  Wziął
sobie bekon, jajka i grzanki, tak nonszalancko, jakby była
jego współpracownicą.  Zjedz jajka.
Nie mogła nawet na nie patrzeć, a co dopiero mówić
o jedzeniu. Straciła apetyt i niewiele brakowało, żeby
straciła też okruchy grzanki, które zdołała przełknąć.
Potrząsnęła głową.
Justin zmrużył oczy i przyjrzał się jej. Była udręczona.
Włosy jej lśniły, ale twarz miała bladą i ściągniętą, bez
śladu makijażu.
 Nie jestem specjalnie głodna  powiedziała.
j:kol43 21-11-2006 p:179 c:0
Diana Palmer 179
 Jak chcesz.  Nie pokazał jej, że też nie może nic
przełknąć. Milczał, aż zostawił pusty talerz, czując na
sobie jej wzrok, który wprawiał go w konsternację.
 Jak sobie wyobrażasz nasze dalsze wspólne życie?
 spytała.
Odsunął talerz i wypił kilka łyków kawy.
 Jesteś moją żoną  stwierdził.  Będziesz mieszkała
w moim domu i niczego ci nie zabraknie, ale od teraz
będziemy mieć osobne sypialnie i osobne życie.
Zamknęła oczy, zalana falą żalu i wstydu. A co
z dzieckiem, które w sobie noszę?  miała na końcu
języka. Co się stanie z naszym dzieckiem?
 Chyba nie będzie ci teraz przeszkadzało, że będzie-
my sypiać osobno?  spytał szyderczo.  Skoro już
zaspokoiłaś swoją ciekawość.
 Nie  rzuciła pospiesznie. Nie była w stanie dokoń-
czyć kawy. Od jej zapachu zrobiło jej się niedobrze.
Wstała powoli z krzesła.  Muszę iść, bo spóznię się do
pracy.
Oczy mu się z miejsca zapaliły.
 Niech Bóg broni, żebyś się spózniła... do pracy.
Zbyt zle się czuła, by zarejestrować wahanie czy wstręt
w jego głosie. Wyszła, dopóki jeszcze mogła, nie okazując
mu słabości. Na to jedno nie mogła sobie teraz pozwolić.
Pojechała do pracy i gdy tylko tam dotarła, chwyciły
ją gwałtowne torsje. Wytarła potem twarz wilgotnymi
papierowymi ręcznikami i siadła cicho za biurkiem.
Potrzeba czasu, myślała, żeby pogodzić się z oschłością
Justina.
j:kol43 21-11-2006 p:180 c:0
180 BIAAA SUKNIA
Czuła się jak ktoś, komu pozwolono wpaść na minutę
do nieba, a potem rzucono go z powrotem na ziemię. Nie
wiedziała, co skłoniło Justina do takiego zachowania.
Teraz pozostanie z nim zdawało jej się niemożliwe, ale
nie miała dokądpójść. Przynajmniej na razie. I na pewno
nie ruszy się nigdzie, póki nie przejdzie jej faza poran-
nych mdłości.
Kiedy szef i Tammy przyjechali do biura, w pełni już
panowała nad swoim stanem. Ale z trudem dosiedziała
do póznych godzin i do reszty straciła apetyt. Z każdym
kolejnym dniem trudniej przychodziło jej stawiać nogę
przed nogą.
Któregoś wieczoru wpadła do niej Abby, by uzgodnić
szczegóły urodzinowego przyjęcia dla Calhouna. Abby
zauważyła złą atmosferę w ich domu i o mało co tego nie
skomentowała, ale Shelby wyglądała tak kiepsko, że
ugryzła się wjęzyk.
 Nie zapomniałeś o urodzinach Calhouna?  spytała
Shelby Justina, kiedy jedli wspólny posiłek, co zdarzało
się teraz wyjątkowo rzadko.
Podniósł wzrok znad dania, którego nawet nie spróbo-
wał, i przez moment, zanim się odwrócił, miał w oczach
spokój i ciszę. Zwrócił uwagę, że Shelby zle wygląda.
Była strasznie blada, słaba i jakoś tak przygasła. Wie-
dział, że to z jego powodu, ale nie mógł nic z tym zrobić.
 Nie zapomniałem  odparł. Zmienił pozycję i przy-
glądał się jej.  Nie wyglądasz najlepiej.
 Miałam męczący tydzień. I dość nieoczekiwany.
Nie musisz się mną przejmować  powiedziała, wzdy-
j:kol43 21-11-2006 p:181 c:0
Diana Palmer 181 [ Pobierz całość w formacie PDF ]