[ Pobierz całość w formacie PDF ]

pomyślała.
A potem? Pozwolić komuś zabrać to, czego chce? Albo
jeszcze lepiej, pozwolić mu znalezć sobie jakiś ciemny kąt, żeby
mógł się w nim na nią zaczaić?
Nie dopuść, żeby ponosiła cię wyobraznia, ofuknęła się.
Pokoje po wschodniej stronie domu - salon, biblioteka i
oranżeria - były pozamykane, z oknami zasłoniętymi
okiennicami. Ivy skręciła w inną stronę, zaglądając za róg do
jadalni. Przeszła przez nią, zastygając przy każdym skrzypnięciu
starych desek, i otworzyła drzwi do kuchni. Na wprost niej
znajdowały się nadal otwarte drzwi, których wcześniej nie
zamknęła. Pospiesznie sprawdziła dwie szafy i zamknęła
zewnętrzne drzwi na klucz.
Ale co z piwnicą? Zaryglowała drzwi od strony kuchni.
Uznała, że wejście od zewnątrz może sprawdzić pózniej,
następnie skierowała się do bawialni. Nic nie zostało poruszone.
Gdy tylko weszła do galerii wiodącej do gabinetu Andrew,
przytruchtała do niej Ella.
- Ella! - Ivy odetchnęła z ulgą. - Co ty kombinujesz? Kotka
energicznie machała ogonem tam i z powrotem.
- Najpierw było jego krzesło - powiedziała Ivy, grożąc Elli
palcem, chociaż poczuła się lepiej. - A teraz co, kryształowy
wazon?
Weszła do pokoju i zatrzymała się.
Szyba w oknie była roztrzaskana, a drzwi obok stały otworem.
Ivy cofnęła się o krok. Cofnęła się wprost na niego. -Co...?
Zanim zdążyła się obrócić, na jej głowę ktoś zarzucił worek.
Ivy wrzeszczała i walczyła, żeby się uwolnić, szarpiąc worek i
drapiąc go jak kocica. Im bardziej ciągnęła za materiał, tym
mocniej zaciskał się wokół niej. Ivy miała wrażenie, że się dusi.
Z trudem zmusiła się, by nie ulec panice, zmagając się z kimś
znacznie od niej silniejszym. Myśl! Myśl! - powtarzała sobie.
Miała wolne nogi. Jednak wiedziała, że jeżeli kopnie i straci
równowagę, napastnik będzie górą. Zaczęła kołysać całym
ciałem z boku na bok, wykorzystując własny ciężar. Gwałtownie
się okręciła. Puścił, a Ivy się wyślizgnęła.
Po chwili znowu ją pochwycił. Teraz popychał dziewczynę -
w kierunku ściany albo w kąt, jak sądziła. Nie mogła niczego
zobaczyć przez ciemną tkaninę i straciła rozeznanie, gdzie się
znajduje. Nawet gdyby zdołała się uwolnić, nie wiedziała, w
którą stronę uciekać.
Worek był tak szorstki, że za każdym razem, kiedy za niego
pociągała, twarz piekła ją od ocierania się o grubo tkany materiał.
Ivy chciała podnieść ręce i go rozerwać, żeby móc zobaczyć
twarz napastnika.
Zachowywał się bezgłośnie. Poczuła jego uścisk, gdy teraz
przytrzymywał ją tylko jedną ręką. A pózniej poczuła coś
przyciśniętego do głowy, coś twardego i okrągłego - jak lufa
pistoletu.
Zaczęła kopać, kopać i wrzeszczeć.
I wtedy usłyszała odgłos dobijania się do drzwi gdzieś w
innym miejscu domu. Ktoś walił do drzwi, wołając:  Ivy! Ivy!
Próbowała odpowiedzieć.
Została pchnięta do przodu i nie zdołała uchronić się przed
upadkiem. Grzmotnęła o coś twardego jak kamień i osunęła się
po tym. Metalowe przedmioty z brzękiem spadały wokół niej. A
pózniej wszystko stało się czarne.
- Ivy! Ivy! - wołał Tristan.
- Ivy! Ivy! - krzyczał Will, łomocząc do frontowych drzwi.
Następnie co tchu obiegł budynek, szukając jakiegoś sposobu
dostania się do środka.
Zobaczył samochód Gregory'ego zaparkowany za domem.
Zatrzymał się - Tristan się zatrzymał - przy rozbitym oknie i
drzwiach prowadzących do gabinetu Andrew.
- Ivy, co do... Kto to zrobił? - mówił Gregory, pochylając się
nad nią i delikatnie zdejmując worek. - Nic ci nie jest? Spokojnie.
Już jesteś bezpieczna.
Przybory kominkowe leżały porozrzucane na podłodze. Ivy
pocierała sobie głowę i wpatrywała się w Gregory'ego. Potem
oboje odwrócili się, żeby spojrzeć na Willa, który stał w
otwartych drzwiach. Tristan dopiero co wyślizgnął się z głowy
Willa, ale dostrzegł strach i nieufność na twarzy Ivy oraz
czerwoną z gniewu twarz Gregory'ego.
- Co ty tu robisz? - spytał ostro Gregory.
Willowi zabrakło słów. Nawet gdyby Tristan w nim pozostał,
nie potrafiłby udzielić odpowiedzi, która usatysfakcjonowałaby
Gregory'ego albo Ivy.
- Nie wiem - wymamrotał Will. - Po prostu pomyślałem...
Wiedziałem, że muszę tutaj być. I czułem, że coś jest nie w
porządku i że muszę przyjść.
Gniewny rumieniec wysączył kolory z twarzy Gregory ego
tak, że jego skóra wydawała się jeszcze bledsza niż zazwyczaj.
Wyglądał na niemal tak wstrząśniętego jak Ivy.
- Nic ci nie jest, Ivy? - spytał Will.
Pokręciła głową i odwróciła się, opierając głowę na piersi
Gre-gory'ego.
- Czy mogę coś zrobić? - zapytał Will. -Nie.
- Lepiej zadzwonię na policję - powiedział.
- Lepiej tak zrób - odparł Gregory. Jego głos zabrzmiał
chłodno i nieprzyjaznie.
Kiedy Will telefonował, mówił spokojnie, ale Tristan
wiedział, że jego partner jest równie zszokowany i oszołomiony, [ Pobierz całość w formacie PDF ]