[ Pobierz całość w formacie PDF ]

opuszczają strach, a zamiast tego ogarnia ją wściekłość. Jak on śmie ją atakować, po tym jak go broniła, troszczyła
się o niego, wierzyła w niego! Zebrała wszystkie swoje siły i strzeliła liną w jego kierunku.
- Nie! - wrzasnęła, oślepiona gniewem. Spartan, zaskoczony widokiem liny, gwałtownie
zmienił kierunek i pogalopował obok Amy.
- Nie możesz mieć do mnie żalu! - krzyknęła Amy, podnosząc lonżę. - To nie była moja wina!
Spartan zatrzymał się nagle, odwrócił i stanął dęba. Jego oczy pełne były nienawiści i gniewu. Machnął
kopytami w powietrzu, a wtedy Amy ponownie strzeliła liną w jego kierunku.
- To nie była moja wina! - krzyczała, zbliżając się do niego. - To nie była moja wina!
Spartan prychnął ze strachu, opuścił kopyta i pogalopował z dala od Amy. Nad nimi rozległ się kolejny grzmot,
deszcz lunął ze zdwojoną siłą, ale Amy nie zwracała na to uwagi. Ponownie trzasnęła liną za Spartanem.
- No, dalej! - krzyknęła. - Dalej! Uciekaj!
Gdziekolwiek Spartan się nie obrócił, rozwścieczona Amy podążała za nim z lonżą. Po chwili niebo rozświetliła
wielka błyskawica, po twarzy Amy spływały potoki deszczu zmieszane z łzami wściekłości, a Spartan galopował
bez ustanku, mokry od potu i deszczu, zmuszany do biegu mimo szalejącej burzy.
Amy nie byłaby w stanie powiedzieć, jak długo kazała Spartanowi galopować wokół wybiegu, ale po
niezliczonych okrążeniach wściekłość zdawała się opuścić jego oczy, bieg stał się równiejszy, a jedno z uszu konia
nachyliło się w jej kierunku.  Pierwszy sygnał porozumienia!" - Amy poczuła, jak dreszcz przebiega jej po plecach.
Te dzikie okrążenia, próby ucieczki dały jednak efekt. Amy nie miała wątpliwości - Spartan skierował swoje ucho
ku niej, a jego galop stopniowo przechodził w równy kłus.
Choć była zmęczona i strasznie przemoczona, Amy instynktownie zrobiła kolejny krok: zrównała ramiona z
bokiem konia, a wtedy Spartan pochylił łeb i szyję. Kazała mu biec w przeciwnym kierunku, nie spuszczając
wzroku z jego oczu i nie dostrzega-
jąc, że burza już minęła. Nie była jeszcze w pełni zadowolona, chciała, by Spartan zaakceptował ją całkowicie. I
wreszcie, po kolejnych okrążeniach, stało się to, na co tak czekała. Spartan zaczął poruszać pyskiem, jakby
przeżuwał powietrze, odwrócił się i nachylił szyję tak nisko, że pyskiem niemal dotykał ziemi.
Cofnęła się, odwróciła i opuściła wzrok, ale kątem oka obserwowała Spartana i zauważyła, że się zatrzymał,
popatrzył na nią i podniósł uszy. Przez chwilę nic się nie działo, po czym Amy usłyszała kroki konia. Oblał ją
zimny pot, ale przemogła się i stała nieruchomo. Nie patrzyła w jego kierunku, choć serce jej waliło i oddech
ugrzązł w gardle. Co będzie, jeśli znowu zaatakuje? Słyszała ciche uderzenia kopyt o mokry piasek i ciężki oddech
Spartana. Zdała sobie sprawę, że już nie pada.
Nagle poczuła ciepły oddech konia na szyi i dotyk jego pyska na ramieniu. Odwróciła się. Spartan stał za nią i
oddychał głęboko, całkiem mokry. W jego oczach nie było już furii. Amy delikatnie wyciągnęła rękę i pogładziła
pysk konia. Po raz pierwszy od przyjazdu do Heartlandu Spartan zaakceptował jej dotyk.
W oczach Amy pojawiły się łzy, łzy ulgi i radości, które wymyły niesłabnące dotychczas poczucie winy wobec
konia.
- Spartan - wyszeptała, tłumiąc w sobie szloch. -To nie była moja wina - szepnęła i oparła głowę
o jego gorącą szyję, czując, jak ciężko oddycha. To naprawdę nie była moja wina.
I kiedy tak stała wtulona w jego szyję, a jej łzy zmieszały się z potem Spartana, zdała sobie sprawę, że tak
właśnie jest - to nie ona ponosi winę za wypadek. Tak, jak mówił dziadek - mama nigdy nie wyjechałaby tego
wieczoru, gdyby naprawdę nie chciała. Do jej oczu znowu napłynęły łzy, łzy smutku i żalu, których już nie
hamowało okropne poczucie winy. Objęła szyję Spartana i szlochała w jego grzywę, dając upust łzom, których nie
potrafiła uronić na cmentarzu.
Kiedy wreszcie ucichł jej płacz, a oddech Spartana stał się spokojniejszy, Amy zdała sobie sprawę, że chmury
rozeszły się i zaczęło świecić słońce. W jego promieniach lśniły i błyszczały liście na drzewach okalających [ Pobierz całość w formacie PDF ]