[ Pobierz całość w formacie PDF ]

mnie całkowicie obojętna?
- Tak.
- Kłamczucha!
Kto wypowiedział to słowo? On czy ona? Flavia zamrugała niepewnie.
- Kłamczucha - cicho powtórzył Leon. - Co zrobiłabyś, gdybyś poznała mnie w
zupełnie innych okolicznościach, powiedz.
Flavia milczała.
- W takim razie sam odpowiem na to pytanie...
Podszedł krok bliżej i objął jej twarz dłońmi.
L R
T
Pocałunek był delikatny i miękki jak aksamit. Jego wargi pieściły jej usta i ciało
Flavii rozpływało się pod wpływem dziwnego ciepła. Rozchyliła wargi, otoczyła jego
szyję ramionami i z całej siły przylgnęła do jego silnego, twardego ciała.
Leon przerwał pocałunek i popatrzył na nią płonącymi oczami.
- Tak wygląda prawda, Flavio! I ta prawda całkowicie cię rozgrzesza. Nie udałoby
jej się ukryć, niezależnie od brudnych machinacji twojego ojca. Po rozmowie z Alista-
irem wmówiłem sobie, że jesteś taka, jak przypuszczałem na początku naszej znajomo-
ści: próżna i zepsuta. Ale nie miałem racji, sam popełniłem błąd, nie powinienem był
wierzyć twojemu ojcu.
Wpatrywał się w nią z pełnym czułości uśmiechem. Najwyrazniej on też nie potra-
fił ukryć swojego uczucia do niej...
- Strasznie namieszałam - wyszeptała.
Leon potrząsnął głową.
- Byłaś w sytuacji bez wyjścia. %7łałuję tylko, że na Santerze nie powiedziałaś mi,
jaki naprawdę jest twój ojciec i co trzyma cię w Harford. Tego jednego żałuję.
- Nie śmiałam. Bałam się, że rozgniewasz się i wycofasz z umowy z ojcem, a wte-
dy on zemści się na mnie, wystawiając Harford na sprzedaż. Dlatego nie miałam odwagi.
I nie chciałam, żebyś wiedział, że pozwoliłam ojcu na te wszystkie manipulacje...
- Zrobiłaś to dla babci! Naprawdę myślałaś, że cię potępię?
- Tak bardzo się bałam... Nie chciałam cię stracić, ale wiedziałam, że muszę wrócić
do Harford, więc... więc po prostu uciekłam...
Pocałował ją delikatnie.
- Od tej chwili musisz mieć do mnie zaufanie, rozumiesz? Zaraz po naszej rozmo-
wie w Harford zrozumiałem, że całkowicie się co do ciebie myliłem, było już jednak za
pózno! Szukałem cię bez końca, ale ty po prostu zniknęłaś z powierzchni ziemi! Cierpia-
łem jak potępieniec, żyłem jak w piekle! Aż do dzisiaj, do momentu, kiedy zadzwoniłem
tutaj i wreszcie cię znalazłem!
Pocałował ją znowu, tym razem zaborczo, chciwie, otoczył ramionami i mocno
przycisnął do piersi.
L R
T
- Już nigdy nie pozwolę ci odejść, więc spakuj swoje rzeczy i powiedz przełożonej,
że rezygnujesz z pracy. Niech wynajmie kogoś jak najszybciej i przyśle mi rachunek, nic
mnie to nie obchodzi! Zabieram cię z sobą, natychmiast!
Wyprostował się i ściągnął brwi.
- Płaczesz - skonstatował. - Dlaczego płaczesz?
W odpowiedzi usłyszał żałosny szloch i Flavia znowu rzuciła mu się w ramiona.
Tulił ją, gdy szlochała, wypłakując z siebie całe poczucie winy, które tak długo ją gnębi-
ło. Tulił ją i głaskał po plecach i głowie silnymi, opiekuńczymi dłońmi, całował jej mo-
kre powieki, a kiedy wreszcie się uspokoiła, popatrzył na nią z ogromną miłością.
- Już po wszystkim?
Bez słowa skinęła głową.
- To dobrze - powiedział. - Chodzmy!
Wziął ją za rękę i poprowadził do drzwi. Flavia była gotowa pójść za nim wszę-
dzie, choćby na koniec świata.
- Dokąd? - zapytała cicho.
Posłał jej czuły uśmiech.
- A jak myślisz? - Przystanął i pocałował ją w czubek nosa. - Ostatnio wszedłem w
posiadanie wyjątkowo pięknej wiejskiej rezydencji. Myślę, że to miejsce przypadnie ci
do gustu. To dom, którego ściany tchną miłością i ciepłem. Kiedyś mieszkała tam piękna,
bardzo dzielna dziewczyna... Teraz wróci i będzie tam żyła długo i szczęśliwie. Co ty na
to?
Flavia wspięła się na palce i musnęła jego usta wargami.
- Cudownie! - szepnęła. - A wiesz dlaczego? Bo będę tam żyła długo i szczęśliwie
z tobą!
L R
T
EPILOG
Leon i Flavia stali objęci na tarasie Harford, z przyjemnością oddychając pachną-
cym jesienią powietrzem.
- Co byś powiedziała na wybudowanie tu lądowiska dla helikoptera? - zagadnął
Leon. - Mógłbym wtedy szybko podróżować do Londynu i z powrotem, i spędzać tu du-
żo więcej czasu?
Flavia uniosła głowę i posłała mu promienny uśmiech.
- Doskonały pomysł, bo trawnik nie bardzo nadaje się na lądowisko - mruknęła.
Leon parsknął śmiechem.
- Właśnie widzę, że twoje zioła niezbyt dobrze to znoszą.
- Jesteś pewny, że chcesz zamieszkać tu na stałe? - zapytała Flavia. - Nie jesteś
przyzwyczajony do życia na wsi.
- Nie lubię wielkich miast - odparł. - Nawet teraz, gdy mogę mieszkać w pent-
house'ach! Chcę mieszkać w Harford, ale oczywiście często będę musiał podróżować za
granicę, zwłaszcza w sprawie moich południowoamerykańskich projektów.
- Zabierzesz mnie kiedyś ze sobą? Obiecuję, że nauczę się hiszpańskiego i nie będę
się bezczynnie przyglądała, jak ty oddajesz się pracy.
- Z przyjemnością! Martwi mnie, że nowych projektów jest tak mało. Tyle ludz-
kich istnień czeka, aby wydobyć je z nędzy.
Flavia z czułością pocałowała go w policzek.
- Dobry z ciebie człowiek - powiedziała. - Dużo lepszy niż wielu innych, którzy
odnieśli sukces w tym świecie. Pomyśl tylko o moim ojcu, który bezustannie wykorzy-
stuje ludzi dla własnych celów i myśli wyłącznie o sobie.
- Może jednak istnieje coś takiego jak kosmiczna karma. - Leon spojrzał na nią
uważnie. - Inwestor, na którego tak liczył Alistair, wycofał się i twój ojciec stracił
wszystko, nawet cudną Anitę, która szybko poszukała sobie zamożniejszego opiekuna...
Nie musisz się jednak obawiać, że będzie próbował się z tobą kontaktować, kochanie.
Zawarłem z nim umowę: on zostawi cię w spokoju, a ja będę wypłacał mu skromną eme-
L R
T
ryturę. Teraz wyjechał do Hiszpanii i podobno próbuje tam sił jako developer. Nie martw
się, ktoś ma go na oku, więc jeżeli zacznie oszukiwać, wezmę go w obroty... [ Pobierz całość w formacie PDF ]