[ Pobierz całość w formacie PDF ]

sekund, kiedy wzywał taksówkę.
Tessa nie próbowała go zapewniać, że czuje się
doskonale i dotrze do domu bez pomocy. Noga bolała
ją okropnie.
W samochodzie zwróciła się do niego z godnością:
 Dziękuję.
 Nie ma za co. Jak się czujesz?
 Kiepsko.
Spróbowała się poruszyć i skrzywiła się z bólu.
Kostka zaczynała już puchnąć, więc bez oporu po-
zwoliła, by Curtis wziął jej nogę na kolana i zdjął but.
 Musisz pojechać do szpitala. Trzeba to obejrzeć.
 Nie!
Zignorował ją i polecił kierowcy jechać do Ken-
sington and Chelsea Hospital, po czym przesunął
rękę wzdłuż jej uda.
 Co ty wyprawiasz?  warknęła, próbując cofnąć
nogę, ale ból jej to uniemożliwiał.  Zostaw!
 śśś!
 Nie będę cicho!
 Posłuchaj  powiedział otwarcie.  Prawdopodob-
90 CATHY WILLIAMS
nie masz żwir wbity w skórę. Kiedy noga spuchnie,
bardzo trudno będzie go usunąć. Nie wiem, kiedy
dotrzemy do szpitala, biorąc pod uwagę świąteczne
korki.
Tessa wyjrzała przez okno. Samochody poruszały
się w żółwim tempie.
 Nie wiem, o co mnie podejrzewasz. Jeśli zdo-
łasz sama zdjąć rajstopy, proszę bardzo. Odwrócę
wzrok, jak przystało na dżentelmena.
W jego głosie słychać było ostry, gorzki ton; za-
częła się zastanawiać, czy do przymiotnika nudna,
jakim ją obdarzył przy pierwszym spotkaniu, dodał
teraz niepoważna. Pewnie uważał za śmieszne, że
Tessa tak bardzo przecenia własną urodę, iż obawia
się ponownych awansów z jego strony.
Nadal próbowała dokonać sztuki samodzielnie,
lecz prawie nie mogła poruszyć zranioną stopą.
 Skończyłaś z próbowaniem?  spytał, obser-
wując ją z obojętnym, chłodnym zainteresowaniem.
W ramach odpowiedzi westchnęła i odchyliła się,
zamykając oczy, żeby nie patrzeć, jak ją rozbiera.
Nie mogła jednak nie czuć dotyku jego chłodnych
palców, przesuwających się delikatnie po jej nogach
i szczególnie ostrożnie zsuwających rajstopy ze spuch-
niętej kostki.
 Misja skończona  oznajmił, pokazując jej zdję-
tą część garderoby.  Możesz otworzyć oczy.
W jego głosie nadal pobrzmiewało zniecierpli-
wienie.
 Dzięki.  Wciąż czuła na skórze jego dotyk.
KAPRYSY MILIONERA 91
 Przykro mi, że zajmuję ci czas przeznaczony na
inne sprawy... Nie zostawaj ze mną, kiedy dotrzemy
do szpitala. Wiem, że na ostrym dyżurze bywa spory
tłok, a sama bez trudu dam sobie radę.
Curtis nie odpowiedział. Z powrotem ułożył sobie
jej stopy na kolanach i spojrzał na nie. Idealne, wąskie
stopy o paznokciach pomalowanych na różowo. Zu-
pełnie nie pasujące do ciasnych czółenek. Lecz prze-
cież ta kobieta nosiła ubrania przypominające zbroję.
Sztywne kostiumiki, ukrywające całą kobiecość. On
jednak już wiedział, że wystarczy zdjąć te ubrania, by
kobiecość ukazała się w całej krasie.
Następne dwadzieścia minut spędzili w milczeniu,
obserwując wysiłki taksówkarza starającego się po-
konać korki. Kiedy wreszcie dotarli do szpitala, ner-
wy Tessy były w opłakanym stanie. Nigdy też nie
widziała Curtisa równie milczącego.
Tessa darowała sobie kłótnię, kto ma zapłacić za
kurs. Jednak gdy tylko minęli drzwi szpitala, spo-
jrzała na Curtisa z promiennym uśmiechem, starając
się zignorować pulsujący ból w kostce.
 Jeszcze raz dziękuję. Teraz już sobie poradzę.
 Zaprowadzę cię do tego krzesła.
 Nie ma potrzeby.  Uprzejmość zaczęła ustępo-
wać irytacji. Chciała, żeby wreszcie sobie poszedł.
Mimo jej cichych protestów zaprowadził ją do
jedynego wolnego miejsca, po czym opierając się
o metalowe poręcze, nachylił się nad nią.
 Nawet nie próbuj protestować. Za chwilę będę
z powrotem.
92 CATHY WILLIAMS
 To niedorzeczność. Znalazłam się tu z własnej
winy i wcale mi się nie podoba, że...
Stłumił jej dalsze protesty, szybko i stanowczo
całując ją w usta, co odebrało jej mowę.
 Cóż, to miło, że coś potrafi zamknąć ci usta
 mruknął.  Idziemy.
 Dokąd?
 Zabieram cię do lekarza. To parę minut, chyba
że będzie potrzebne prześwietlenie.
 Ale jest kolejka!
Pisnęła, kiedy wziął ją na ręce i ruszył korytarzem,
otwierając sobie nogą drzwi.
 Bardzo angielska odpowiedz. Nie martw się,
ten lekarz to mój znajomy i nie pracuje na ostrym
dyżurze. Właśnie ma przerwę.
Parę minut pózniej siedziała w gabinecie, przy-
słuchując się, jak Curtis i młody lekarz w okularach
dyskutują na temat jej nogi, jak gdyby sama Tessa
została do niej doczepiona tylko przypadkiem.
Diagnoza brzmiała tak, jak się spodziewał Curtis:
skręcona, ale nie złamana. Nogę zabandażowano,
Tessie przepisano leki przeciwbólowe i dwaj męż-
czyzni zagłębili się w towarzyskiej pogawędce.
 Mam nadzieję, że w końcu będę mogła przestać
ci dziękować  powiedziała Tessa po wizycie.
Starała się, by w jej głosie słychać było wdzięcz-
ność. Curtis oczywiście nie zgodził się, by wracała
sama do domu. Chociaż z pewnością już do niego
dotarło, że Tessa nie chce go koło siebie, nadal
odgrywał rolę rycerza w lśniącej zbroi.
KAPRYSY MILIONERA 93
 Czemu mam wrażenie, że mówisz to bez prze-
konania?
%7ładnych słodkich uśmiechów. Skoro tak się dla
mnie męczy, pomyślała ze złością, to miał niejedną
okazję zrezygnować.
 Nikt nie lubi być ciężarem dla innych.
 I nikt nie lubi, kiedy jego uczynność spotyka się
z niechęcią.
 Nikt cię nie prosił o uczynność!
 Miałem cię zostawić na ulicy?  warknął.
W milczeniu odwróciła głowę. Spodziewała się
dalszych wymówek, lecz kiedy cisza się przedłużała,
ukradkiem spojrzała w jego stronę. Wyglądał przez
okno i choć nie widziała jego twarzy, bez trudu mogła
się domyślić jej wyrazu. Zacięty gniew. Okazał jej
życzliwość, starał się przełamać nudne obyczaje,
zapraszając ją na drinka, był dość uczynny, by jej
pomóc, a nawet wykorzystał swoje wpływy, chcąc jej
oszczędzić pięciogodzinnego wysiadywania w kolejce
 i co dostał w zamian? Z pewnością nie kwieciste,
płynące z serca podziękowania, jakich się spodziewał.
Tessie niemal zrobiło się go żal. Jedyne, co jej
przeszkadzało, to świadomość, jak bardzo on żałuje
jej. Musiała pohamować chęć, by walnąć go prosto
w tę egoistyczną, męską głowę. Swoją całkowicie
zdrową prawą ręką.
Dotarli do jej domu; wspaniałomyślnie pozwoliła
się odprowadzić do drzwi, a nawet wnieść do środka.
Jednak zaparzenie jej kubka kawy i przyniesienie
czegoś do jedzenia wykraczało poza dżentelmeńskie
94 CATHY WILLIAMS
przysługi. Nie chciała, żeby się kręcił po jej domu,
zostawiając swój ślad na kolejnych miejscach. [ Pobierz całość w formacie PDF ]