[ Pobierz całość w formacie PDF ]

Kiedy dotarła do restauracji, Theo tam na nią czekał i zdążył nawet
zająć jeden z najlepszych stolików. Rzadko odwiedzała ten lokal ze
względu na ceny, które przekraczały jej możliwości, wiedziała jednak, że
był on bardzo popularny.
Theo powitał ją kwaśną miną. Manifestowana przez Sophie
niezależność wcale mu się nie podobała. Poza tym miał za sobą dość
stresujący dzień. Odebrał trzy natarczywe telefony od kobiety, która
uganiała się za nim już w Londynie, mimo wyraznego braku
zainteresowania z jego strony. Teraz z kolei miała dla niego jakieś
propozycje na święta. Najwyrazniej Gloria dała jej tutejszy numer telefonu
w przekonaniu, że doskwiera mu samotność. Poza tym niepokoił się o
przebieg ważnych spotkań biznesowych w Hongkongu, które czekały go w
77
R S
niedalekiej przyszłości. Powoli zaczynał już myśleć o powrocie do
normalności i to też nie poprawiało mu humoru.
Sophie najwyrazniej nie zdawała sobie sprawy, jak bardzo był
bogaty. Wiedział, że i dziś wieczór będzie usiłowała za siebie zapłacić,
dobrze więc, że w menu nie podano cen. Mógł jej wmówić, że rachunek
był niższy, niż się spodziewał, i przywołać na pomoc klasyczny argument,
że mężczyzna płaci za kobietę, którą zaprosił, i jest to dla niego przyje-
mność.
Używał tego argumentu często. Sophie czasami dawała się
przekonać, lecz kiedy indziej upierała się, że zwróci mu pieniądze i wtedy
starał się niepostrzeżenie wsunąć je z powrotem do jej torebki.
I jak żadna inna ze znanych mu kobiet nigdy niczego od niego nie
oczekiwała. Kiedy spacerowali razem po mieście, proponował czasem, że
jej coś kupi, ale zawsze odmawiała. Przyszło mu do głowy, że to tylko
dlatego, że nie miała pojęcia o jego bogactwie. Wkrótce jednak mieli się
rozstać i wtajemniczanie jej w to teraz nie miało większego sensu.
A chwila wyjazdu zbliżała się nieuchronnie.
Sophie wyczuła, że myślami błądził gdzieś daleko. Może jej wcale
nie słuchał? Przeszedł ją dreszcz lęku, że oto Theo zaczyna być nią
znudzony. On jednak uśmiechnął się szeroko i natychmiast powtórzył, co
mówiła. Chętnie by jej powiedział, że w jej towarzystwie nie nudzi się
nigdy. Czule ujął jej dłoń, a Sophie uśmiechnęła się w odpowiedzi i ode-
tchnęła z ulgą.
Czasami zdawało jej się, że ich związek jednak dokądś prowadzi i
może wcale nie musi się skończyć, kiedy Theo wyjedzie z Kornwalii. To
był jeden z takich momentów. Kiedy patrzył na nią z takim wyrazem jak
78
R S
teraz, jakby potrafił czytać w jej duszy, wtedy miała nadzieję, że może
czuje do niej to samo, co ona do niego.
Tylko co właściwie czuła?
Obraz nowoczesnej kobiety, żyjącej chwilą w związku bez
zobowiązań, nagle ulotnił się jak dym. Na jego miejsce pojawił się obraz
znacznie bliższy rzeczywistości, w którym zobaczyła samą siebie jako
kobietę zakochaną. Odkryła nagle, że nie dlatego tęskniła za Theem, że
pociągał ją fizycznie. I nie dlatego tak cieszyło ją jego towarzystwo, nie
dlatego mu się zwierzała, że był seksowny. Przy nim czuła się odmieniona,
ponieważ zdarzyło jej się coś niewyobrażalnego - znalazła miłość!
To odkrycie sprawiło, że pobladła i może nawet zrobiłoby jej się
słabo, gdyby nie to, że akurat wniesiono przystawki, a wraz z nimi
szampana, który został uroczyście i z hukiem otwarty.
Inni goście spoglądali z zainteresowaniem na ich stolik, jakby Sophie
i Theo świętowali właśnie jakąś ważną uroczystość.
A może rzeczywiście coś świętujemy, pomyślała w przypływie
optymizmu. I wzniosła toast świąteczny, w głębi ducha pieszcząc nadzieję,
że może ten wspaniały szampan oznacza, że ich romans nie jest tylko
ulotną przygodą, lecz początkiem czegoś ważnego i prawdziwego, co
naprawdę warto uczcić!
Z tymi myślami nie mogła się jednak zdradzić. Próbowała natomiast
rozmawiać o Londynie, o tym, jak on spędza czas. On o niej wiedział tak
wiele, a ona o nim prawie nic. [ Pobierz całość w formacie PDF ]