[ Pobierz całość w formacie PDF ]

charakterystyczny trzask oznaczający, że staw wrócił na miejsce. Puścił. Głowa Eleny kiwała
się na boki; miała spierzchnięte usta. Nalał jeszcze trochę magicznego naparu Shinichiego do
filiżanki, delikatnie uniósł dziewczynę i przystawił brzeg naczynia do jej ust. Na chwilę
uwolnił jej umysł. Powoli uniosła prawą rękę, po czym opuściła ją.
Westchnął, uniósł jeszcze trochę jej głowę i przechylił filiżankę tak, by herbata
spłynęła do jej gardła. Przełknęła posłusznie. Wszystko to przypominało mu Bonnie, ale
Bonnie nie była tak ciężko ranna. Wiedział, że nie może oddać Eleny jej przyjaciołom w
takim stanie. Nie w poszarpanym ubraniu, z zaschniętą krwią na rękach i nodze.
Może mógłby coś na to poradzić. Podszedł do drzwi od łazienki i otworzył je kluczem.
Znalazł tam dokładnie to, co sobie wyobraził: czyste, białe pomieszczenie z dużą stertą
ręczników czekających na gości na brzegu wanny.
Zmoczył jeden z nich ciepłą wodą. Wiedział, że nie jest dobrym pomysłem rozbieranie
Eleny i wkładanie jej do wanny. Na pewno by jej to pomogło, ale gdyby dowiedział się o tym
ktokolwiek z jej przyjaciół, wyrwali by mu serce i nadziali je na rożen. Nie musiał nawet się
nad tym zastanawiać - po prostu to wiedział. Wrócił do Eleny i zaczął delikatnie obmywać jej
ramię. Mamrotała coś, kręcąc głową, ale nie przerwał, dopóki nie zmył całej krwi.
Wziął kolejny ręcznik i zajął się kolanem. Było wciąż opuchnięte - Elena nieprędko
będzie znowu mogła biegać. Jej goleń zrosła się bez śladu. Shinichi najwyrazniej nie dbał o
pieniądze, bo na swojej magicznej herbacie mógłby zbić fortunę.
- Nieco inaczej podchodzimy do życia - powiedział kiedyś Kitsune, wpatrując się w
Damona swoimi złotymi oczami.
- Pieniądze nie mają dla nas znaczenia. Co ma? Przerażenie umierającego łotra, który
wie, że idzie prosto do piekła.
Lubimy patrzeć, jak się poci, jak próbuje sobie przypomnieć swoje grzechy. Pierwsza
łza samotności u dziecka. Uczucia niewiernej żony, gdy mąż zastanie ją z kochankiem.
Pierwszy pocałunek i pierwszy... pierwsze doświadczenia dziewczęcia. Brat oddający życie
za brata. Rzeczy tego rodzaju.
I jeszcze wiele innych, o których nie należy wspominać w kulturalnej rozmowie,
pomyślał Damon. Wiele z nich zakładało ból i cierpienie. Kitsune to emocjonalne pijawki
żywiące się przeżyciami śmiertelników, by zapełnić pustkę własnej duszy.
Mdliło go na myśl o tym, ile bólu musiała znieść Elena, upadając na ziemię po
wyskoczeniu z jego samochodu. Musiała spodziewać się śmierci w męczarniach, a jednak
wolała to, niż zostać z nim.
Tym razem, zanim przeszedł przez drzwi do łazienki, pomyślał: kuchnia, nowoczesna,
z zamrażarką pełną lodu.
Nie rozczarował się. Wszedł do dużej ascetycznej kuchni, z chromowanymi
powierzchniami i czarno - białymi kafelkami. W zamrażarce: sześć worków z lodem. Zaniósł
trzy do Eleny i położył jeden na jej barku, drugi na kolanie, trzeci na łydce. Potem wrócił do
nieskazitelnej kuchni po szklankę wody.
Zmęczona. Tak bardzo zmęczona.
Elena miała wrażenie, że jej ciało jest z ołowiu.
Każda kończyna... każda myśl... obudowana ołowiem.
Na przykład teraz powinna coś robić - albo czegoś nie robić. Ale nie była w stanie
skupić się na tej myśli. Była zbyt ciężka. Wszystko było zbyt ciężkie. Nie potrafiła nawet
otworzyć oczu.
Coś zgrzytnęło. Ktoś tu było, obok niej, na krześle. Chłodny płyn na jej wargach,
tylko kilka kropli, które jednak przekonały ją, by spróbowała sama chwycić szklankę i pić.
Przepyszna woda. Potwornie bolało ją ramię, ale warto było znieść ten ból, żeby tylko się
napić. Nie! Ktoś zabrał jej szklankę. Próbowała ją zatrzymać, ale była zbyt słaba.
Chciała dotknąć swojego ramienia, ale te opiekuńcze dłonie nie pozwoliły jej na to,
dopóki nie obmyły jej rąk ciepłą wodą. Potem położyły na jej ramieniu, kolanie i kostce lód i
owinęły ją prześcieradłem jak mumię. Chłód złagodził ból, ale bolało ją jeszcze co innego,
głęboko w środku.
Zbyt trudno było o tym myśleć. Kiedy dłonie zabrały lód - trzęsła się już z zimna -
znów zapadła w sen.
Damon zajmował się Eleną, po czym ucinał sobie drzemkę; budził się, by znów podać
jej wody, herbaty albo lodu i ponownie zasypiał. W doskonale wyposażonej łazience znalazł
szczotkę do włosów i grzebień. Jednego był pewien: włosy Eleny nie wyglądały tak zle nigdy
w jej życiu - ani wtedy, gdy była martwa. Próbował delikatnie rozczesać je szczotką, ale
odkrył, że będzie to dużo trudniejsze, niż się spodziewał. Kiedy szarpnął trochę mocniej,
Elena poruszyła się i wymamrotała coś w swoim dziwnym sennym języku.
Czesanie ją obudziło. Nie otwierając oczu, wyjęła szczotkę z jego dłoni. Trafiła na
jakiś większy kołtun, zmarszczyła brwi i chwyciła włosy drugą dłonią, żeby sobie pomóc.
Damon przyglądał się temu współczująco. Sam zapuszczał długie włosy wiele razy podczas
swojego kilkusetletniego życia - kiedy nie mógł postąpić inaczej, i znał to uczucie, gdy
wydaje ci się, że przy rozczesywaniu wyrywasz je z korzeniami. Już miał odebrać jej
szczotkę, kiedy otworzyła oczy.
- Co...? - zapytała, mrugając. Damon skoncentrował się gotowy, by uśpić ją
natychmiast, jeżeli będzie to konieczne. Ale nawet nie próbowała uderzyć go szczotką.
- Co... się stało? - Jednego była pewna: nie podobało jej się to wszystko. Miała już
dość budzenia się bez bladego pojęcia, co działo się, kiedy spała.
Kiedy Damon, gotów walczyć lub uciekać, przyglądał się bacznie jej twarzy, powoli
przypominała sobie wydarzenia ostatniej doby.
- Damon? - Obrzuciła go spojrzeniem, które pytało:  Czy jestem torturowana, leczona,
czy może jesteś tylko bezstronnym widzem, który przygląda się cudzemu cierpieniu,
popijając koniak?
- Tutaj podają raczej armaniak. Ale ja nie piję ani jednego, ani drugiego - powiedział.
Natychmiast dodał, znosząc wydzwięk tych słów - To nie jest grozba. Przysięgam, Stefano
kazał mi się tobą opiekować.
W zasadzie była to prawda. Stefano krzyczał:  Lepiej dopilnuj, żeby nic nie stało się
Elenie, ty dwulicowy bękarcie, albo znajdę jakiś sposób, żeby wrócić i wyrwać ci... Nie
zdążył skończyć, ale Damon zrozumiał przesłanie. Zamierzał traktować swoją misję
poważnie.
- Nic już cię nie skrzywdzi, jeżeli pozwolisz mi nad sobą czuwać - dorzucił, sam nie
będąc do tego przekonany, skoro cokolwiek wystraszyło ją albo wyciągnęło z samochodu,
ewidentnie zrobiło to w jego obecności. Ale to się już nie powtórzy, przysięgał sobie.
Ostatnim razem zawalił sprawę, ale od teraz nikt już nie zaatakuje Eleny Gilbert - albo
skończy się to jego śmiercią.
Nie próbował czytać w jej myślach, kiedy jednak przez dłuższą chwilę patrzyła mu w
oczy, niemal je usłyszał - równie wyrazne jak tajemnicze:  wiedziałam, miałam rację, to cały
czas był ktoś inny . Za ścianą bólu Eleny wyczuwał zadowolenie.
- Zwichnęłam sobie bark. - Chciała go dotknąć, ale Damon powstrzymał ją.
- Wybiłaś go. Będzie bolał przez jakiś czas.
- Moja kostka... ktoś... Pamiętam, że byłam w lesie, spojrzałam w górę i to byłeś ty.
Nie mogłam oddychać, ale zdarłeś ze mnie te pnącza i podniosłeś mnie... - Spojrzała na niego
w zdumieniu. - Uratowałeś mnie?
Ostatnie zdanie brzmiało jak pytanie, ale nie było nim. Zastanawiało ją coś innego - [ Pobierz całość w formacie PDF ]