[ Pobierz całość w formacie PDF ]

miażdżącego uścisku, a jego towarzysze krzyczeli głośno.
- Jesteś bezpieczna! - zawołał. - Baliśmy się, że nie żyjesz. - Nagle odstąpił na krok i skłonił się
formalnie. - Kiedy dowiedzieliśmy się o Alderaan, sądziliśmy, że Wasza Wysokość... zginęła z
resztą ludności.
- To już minęło, komandorze Willard - odparła. - Musimy myśleć o przyszłości. Alderaan i jego
mieszkańcy odeszli - nagle jej głos stał się gorzki i zimny, przerażający u tak delikatnej dziewczyny.
- Musimy dopilnować, by coś takiego już się nie zdarzyło. Nie mamy czasu na żałobę, komandorze.
Stacja bojowa z pewnością śledziła nasz lot.
Solo próbował zaprotestować, ale uciszyła go twardym spojrzeniem.
- To jedyne wyjaśnienie łatwego powodzenia naszej ucieczki. Posłali za nami tylko cztery myśliwce.
Równie dobrze mogli wysłać setkę. Na to Korelianin nie znalazł odpowiedzi. Nadal jednak był
nadąsany. Leia skinęła na R2D2.
- Trzeba zbadać informacje ukryte w tym robocie i ustalić plan ataku. To nasza jedyna nadzieja.
Sama stacja jest potężniejsza, niż ktokolwiek podejrzewał - zniżyła głos. - Jeżeli dane nie wskażą
jakiegoś słabego punktu, to nic nie zdoła ich powstrzymać.
Luke zobaczył wtedy obraz jedyny w swoim rodzaju, wyjątkowy dla większości ludzi. Kilku
techników podeszło do R2D2, otoczyło go i delikatnie podniosło. Po raz pierwszy i
prawdopodobnie ostatni w życiu widział robota niesionego z szacunkiem przez ludzi.
Teoretycznie żadna broń nie potrafiła przebić niezwykle twardego kamienia murów starożytnej
świątyni. Luke jednak widział rozrzucone szczątki Alderaan i wiedział, że dla operatorów stacji
bojowej cały księżyc będzie zaledwie jeszcze jednym abstrakcyjnym zadaniem z przemiany materii
i energii.
Mały R2D2 spoczął wygodnie na honorowym miejscu. Końcówki komputerów i banków danych
sterczały z jego korpusu na kształt metalicznej fryzury. Zciana ekranów i wskazników wyświetlała
techniczne informacje zmagazynowane na mikrotaśmie w mózgu robota. Trwało to już kilka godzin
- wykresy, plany, zależności.
Najpierw zwalniano tempo przepływu informacji, by podać ją do czytników komputerów o bardziej
złożonych konstrukcjach. Potem najbardziej istotne dane przekazywane były ludzkim analitykom
dla dokładnej oceny. Przez cały czas C-3PO stał obok Artoo i zastanawiał się, w jaki sposób tyle
złożonych informacji może się zmieścić w tak prostym robocie.
Główna sala odpraw mieściła się głęboko w murach świątyni. Nad długim, niskim pomieszczeniem
dominowało niewielkie podium i potężny ekran. We wnętrzu tłoczyli się piloci, nawigatorzy i
liczne jednostki R2. Zniecierpliwieni i czujący się trochę nieswojo Han Solo i Chewbacca stanęli
możliwie daleko od podium i zgromadzonych na nim oficerów i senatorów. Solo starał się odszukać
w tłumie Luke'a. Pomimo jego zdroworozsądkowych argumentów i próśb, ten zwariowany
szczeniak opuścił go i przyłączył się do wojskowych pilotów. Nie znalazł go tutaj, dostrzegł jednak
i księżniczkę rozmawiającą z jakimś starszym facetem obwieszonym medalami. Kiedy poważny,
dystyngowany mężczyzna o wyglądzie człowieka, który widział w życiu już zbyt wiele śmierci,
podszedł do ekranu, Korelianin popatrzył na niego z uwagą, podobnie jak wszyscy zebrani. Gdy
tylko zapanowała cisza, generał Jan Dodonna ustawił mikrofonik przypięty do piersi i wskazał
gestem ręki siedzącą niedaleko grupę.
- Wszyscy znacie tych ludzi - powiedział. - To senatorzy i dowódcy ze światów, które udzieliły nam
otwartej lub dyskretnej pomocy. Przybyli, by być wśród nas w chwili, która może się okazać
decydująca. Jego wzrok zatrzymywał się na twarzach zebranych w audytorium i nikt na kogo
spojrzał, nie pozostał nieporuszony.
- Stacja bojowa Imperium, o której wszyscy już słyszeliście, zbliża się do nas od przeciwnej strony
Yavina i jego słońca. Daje nam to nieco czasu, ale musimy ją zatrzymać, raz na zawsze, zanim
osiągnie ten księżyc, zanim wymierzy w nas swoją broń tak, jak niedawno wymierzyła w Alderaan.
Na wzmiankę o tak bezlitośnie zniszczonej planecie grozny pomruk przebiegał przez tłum.
- Stacja - kontynuował Dodonna - jest ciężko opancerzona i ma większą siłę ognia niż połowa floty
Imperium. Lecz jej osłona została zaprojektowana dla odpierania prowadzonych na wielką skalę
ataków. Niewielki, jedno- czy dwumiejscowy myśliwiec powinien się przemknąć przez jej ekrany.
Szczupły, zgrabny mężczyzna przypominający starszą wersję Hana Solo podniósł rękę i wstał.
Dodonna spojrzał na niego pytająco.
- O co chodzi, Czerwony Dowódco?
Mężczyzna wskazał na ekran ukazujący komputerowy portret stacji bojowej.
- Proszę darować, sir, ale co mogą zrobić nasze myśliwce czemuś takiemu?
- No cóż - zastanowił się Dodonna. - Imperium nie uważało, by jednoosobowa rakieta stanowiła
grozbę dla czegokolwiek prócz innego małego statku, na przykład Tie-Fightera. W przeciwnym
razie założyliby szczelniejsze ekrany.
Najwyrazniej są przekonani, że ich artyleria potrafi odeprzeć każdy atak lekkich maszyn. Jednak
analiza planów zdobytych przez księżniczkę Leię ujawnia coś, co wydaje się słabym punktem w
konstrukcji stacji. Duży statek nie zdoła się tam dostać, ale X- lub Y-skrzydłowe myśliwce dadzą
radę. Chodzi o niewielki szyb wentylacyjny. jego waga wielokrotnie przewyższa rozmiary: jest to
nie chroniony tunel biegnący bezpośrednio do głównego reaktora zasilającego stację. Ponieważ
służy jako zawór awaryjny dla ewentualnej nadwyżki ciepła reaktora, ekran cząsteczkowy jest
wykluczony. Bezpośrednie trafienie zainicjuje reakcję łańcuchową, która zniszczy stację. W pokoju
rozległy się pełne niedowierzania pomruki. Im bardziej doświadczony był pilot, tym bardziej
niemożliwe zdawało mu się to przedsięwzięcie.
- Nie mówiłem, że to będzie łatwe - przypomniał Dodonna. Wskazał na ekran. - Musicie wlecieć w
ten korytarz, wyrównać lot nad powierzchnią i dostać się... o, tutaj. Cel ma zaledwie dwa metry
średnicy. Potrzebne jest dokładne trafienie pod kątem równo dziewięćdziesiąt stopni, żeby dotrzeć
do reaktora. A tylko bezpośrednie trafienie zapoczątkuje reakcję. - Przerwał na chwilę. - Mówiłem,
że wylot szybu nie ma osłon cząsteczkowych. Niemniej jednak posiada pełną osłonę
przeciwpromienną. To oznacza, że działa energetyczne nie wchodzą w grę. Będziecie musieli użyć
torped protonowych.
Niektórzy z pilotów zaśmiali się niewesoło. Jeden z nich, nastolatek, noszący nieprawdopodobne
imię Wedge Antilles, zajmował miejsce obok Luke'a. R2D2 był tam także, stojący przy innym R2,
który tylko świsnął posępnie. - Dwumetrowy cel na pełnej szybkości... i to z torpedą - parsknął
Antilles. - To niewykonalne, nawet dla komputera.
- Wcale nie - zaprotestował Luke. - W domu polowałem ze swojego T-26 na szczury pustynne. Nie
były wiele większe niż dwa metry. [ Pobierz całość w formacie PDF ]