[ Pobierz całość w formacie PDF ]

w gmachu teatru, gdzie właśnie porządkował zbiory
biblioteczne.
 Jak najpoważniej.
 Nie rozumiem.  Przybrał srogą minę.  Czyżby ktoś
ogłosił Narodowy Tydzień Rezygnacji? Wczoraj Jona-
than Stoddard zwołał całą radę tylko po to, żeby wręczyć
jej swoją rezygnację.
Zatkało ją na moment.
 Jon zrezygnował z takiej posady?
 Zauważ, że nigdy jej nie przyjął, więc nie miał
potrzeby z niej rezygnować. Skoro z takim hukiem
odrzucił propozycję, to raczej chodziło mu o to, żeby dać
im popalić za wybór niewłaściwego kandydata. Cieszę się,
Wesołych Zwiąt, Aniołku! 151
że też przyszedłem na to zebranie, warto było to zoba-
czyć.  Roześmiał się, co mu się niesłychanie rzadko
zdarzało.  Dlatego nie możesz opuścić orkiestry. Pani
Conroy zadzwoni do ciebie lada moment.
Angela opadła na krzesło.
 %7łeby mi zaoferować posadę dyrygenta?
 Oczywiście.
Jej rysy stwardniały.
 Cóż... Nie przyjmę jej.
 Dlaczego? Czy to duma, Angelo? Chcesz dać na-
uczkę radzie? Czy nie rozumiesz, że skrzywdzisz samą
siebie?
 Siebie?  Podniosła się i weszła na taboret, żeby mu
podać naręcze starych programów z koncertów. Chciała
uniknąć jego badawczego spojrzenia, które wprawiało ją
w zakłopotanie.
 Wiesz, jak można określić twoje postępowanie? Na
złość mamie odmrożę sobie uszy.
 A co pan by zrobił w mojej sytuacji?  Zeszła
z taboretu.
 To proste. Przyjąłbym posadę i cieszył się nią. To, że
rada postąpiła głupio, to jeszcze nie powód, żeby zamykać
się w domu i dąsać jak dzieciak.
Ostatnia uwaga sprawiła, że omal się nie rozpłakała.
Już druga osoba w tych dniach zarzuca jej brak dojrzałości.
 Przykro mi, że ocenia to pan w ten sposób  powie-
działa drżącym głosem.
 Zupełnie cię nie poznaję i, prawdę mówiąc, nie
rozumiem twojego postępowania. Czy jest coś, o czym
nie wiem?
 Tak... Ale to sprawa osobista. Między mną a Jonem.
Chodzi o wieloletnią rywalizację  wyjaśniła pośpiesznie.
152 Shannon Waverly
 Doprawdy? Hmm. Skoro ktoś, kto tak postępuje,
jest rywalem, to chciałbym mieć kilku takich. Nie po-
trzebowałbym wówczas przyjaciół.
Zamrugała oczami.
 Wie pan, to jest dość skomplikowane...
Uśmiechnął się.
 Miłość zazwyczaj jest skomplikowana.
W osłupieniu patrzyła na starego człowieka, jak utyka-
jąc idzie w kierunku małej kuchenki, na której wcześniej
przygotował herbatę.
 To nie ma nic wspólnego z miłością, panie Beech.
Raczej z przerostem ambicji u Jona.
 A z twoją ambicją nie ma żadnych problemów,
Angelo?  Zarumieniła się pod jego przenikliwym spo-
jrzeniem.  Moja droga, chyba muszę powiedzieć ci coś
o Jonathanie.  Wręczył jej filiżankę z herbatą.  Prosił,
żebym zachował to w sekrecie, ale w tej sytuacji... Po raz
pierwszy rozmawiałem z nim w sierpniu, gdy do mnie
zadzwonił. Szukał ciebie.
 M-mnie?
 Nie inaczej. Kiedy tylko powiedziałem mu, że grasz
w orkiestrze w Winston, natychmiast zgłosił chęć ubiega-
nia się o moją posadę. Może jestem nieuleczalnym roman-
tykiem, ale sądzę, że ten chłopak po prostu chciał mieć
jakiś pretekst, żeby znowu się z tobą spotkać.
Filiżanka zadzwięczała głośno, gdy Angela odstawiła ją
na spodek.
 Ma pan na myśli... O matko! Co ja narobiłam?
 Właśnie. Co ty narobiłaś, Angelo?
 Na złość mamie odmroziłam sobie uszy? Panie
Beech, czy nie będzie pan miał nic przeciw temu, żebyśmy
dokończyli naszą rozmowę kiedy indziej?
Wesołych Zwiąt, Aniołku! 153
 Absolutnie nie.
 Dziękuję.
Złapała płaszcz i już jej nie było.
Obaj mieli rację, rzeczywiście zachowywała się dzie-
cinnie. A ona po prostu chciała przewyższyć Jona w czym-
kolwiek, żeby tylko wreszcie zaczął ją podziwiać i prag-
nąć. Nie udało się. Tak jak dziewięć lat temu, kiedy
zorientował się, że nie jest aż tak interesująca, jak
przypuszczał. Była tylko zwykłą, przeciętną Angelą, która
nie mogła go przy sobie zatrzymać.
Koniecznie, ale to koniecznie, musiała go przeprosić.
Telefon zadzwonił cztery razy, zanim ktoś podniósł
słuchawkę.
 Jon?
 Nie. Jon wynajmuje u mnie pokój, ale teraz go nie
ma.
 Ach, tak.
 Wróci pewnie póznym wieczorem, gdyż właśnie
szuka mieszkania.
 Jak to? Gdzie? W Bostonie?
 Tak. Czy ma do pani zadzwonić, kiedy wróci?
 Nie, dziękuję. Zadzwonię pózniej, do widzenia.
 Szybko, zanim zdążył spytać, jak się nazywa, odłożyła
słuchawkę.
Jak to? Dlaczego szuka mieszkania w Bostonie, skoro
kupuje dom w Winston? Tknięta nagłym przeczuciem,
w wyścigowym tempie pojechała na Elm Street i zapar-
kowała przed pięknym starym domem Thurgoodów,
który zawsze był przedmiotem jej marzeń.
 Och, nie!  szepnęła na widok tabliczki z napisem
,,Na sprzedaż  . Jon poważnie mówił, że to koniec.
On naprawdę chciał wrócić do Winston, czyż można
154 Shannon Waverly
mu więc zarzucać, że ubiegał się tutaj o pracę? Wiele razy
powtarzał jej, że zmęczył się podróżowaniem, że chce
mieć swoje miejsce na ziemi, a ona mu nie wierzyła. Miała
do niego wieczne pretensje o wszystko, narażała ich
przyjazń na nieustanne kryzysy, rzucała mu kłody pod
nogi. Aż wreszcie przeholowała.
Przez następne parę dni wynajdywała sobie masę
zajęć, ale nic nie było w stanie zagłuszyć tęsknoty za
Jonem. Naraz nawet dyrygowanie orkiestrą przestało być
takie ważne. Gdy zadzwoniono do niej w tej sprawie,
poprosiła o parę dni do namysłu. Doszła bowiem do
wniosku, że jednak może żyć bez tej pracy, ale z całą
pewnością nie może żyć ze świadomością, że zraniła Jona
i zniweczyła jego życiowe plany. Jeśli on ma naprawdę
wrócić do Winston, to najwyższy czas, żeby Angela coś
w tym kierunku zrobiła.
W sylwestra doszła do wniosku, że nie ma wyjścia,
musi przeprosić Jona osobiście. Niewykluczone, że nie
przyjmie jej przeprosin, ale trzeba spróbować. Jeśli są
przyjaciółmi, to przynajmniej tyle jest mu winna.
Włożyła obcisłą sukienkę w szafirowym odcieniu, który
podkreślał barwę jej oczu, starannie umalowała się i uczesa-
ła. Jeszcze tylko perfumy, wysokie obcasy i gotowe.
Pamiętała, że tej nocy Jon miał grać ze swoim zespołem
jazzowym, nie było więc trudności ze znalezieniem go.
Gdy weszła do zatłoczonego klubu, poczuła się nieco
niepewnie. Ten szczególny wieczór każdy spędzał z kimś [ Pobierz całość w formacie PDF ]