[ Pobierz całość w formacie PDF ]

myślę, że nie powinniśmy nawet jadać przy jednym stole. Sama nie wiem, dlaczego mia-
łam wrażenie, że potrafimy prowadzić normalną rozmowę podczas choćby jednego po-
siłku. Zjem pózniej - oznajmiła, wstając od stołu. - Sama.
- Nie ma mowy - powiedział, zrywając się z krzesła.
R
L
T
Jak to jest możliwe? - spytała się w duchu. Jedliśmy spokojnie kolację, dopóki
rozmowa nie zeszła na zakazany temat. A teraz czuję się tak, jakby rozrywały mnie na
strzępy sprzeczne uczucia.
- Nie wiem, czego ty ode mnie chcesz - szepnęła bezradnie. - Ignorujesz mnie od
dnia ślubu, a teraz...
- Nigdy nie ukrywałem, że będę cię chętnie widział w swoim łóżku.
- A ja ci wytłumaczyłam, dlaczego to nie wchodzi w rachubę. Dobranoc, Jake.
- Niech to diabli wezmą - mruknął przez zęby.
Usiłowała go ominąć, ale był od niej szybszy.
Chwycił ją za ramię, odwrócił w swoją stronę i mocno przytulił. Była zbyt mocno
zaskoczona, by stawić mu opór. Przyparł ją do ściany w taki sposób, że oparła się o nią
plecami.
Maska obojętności zniknęła z jego twarzy. Teraz malowała się na niej namiętność.
W niebieskich oczach lśniło pożądanie.
- Od dawna miałem ochotę cię objąć - wyszeptał czułym tonem. - Kiedy trzymam
cię w ramionach, jestem szczęśliwy.
Ona też czuła się w jego ramionach cudownie. Miała wrażenie, że ich ciała stapiają
się w jedną całość. Ale nie zamierzała mu tego mówić.
- Z każdym dniem coraz bardziej cię pragnę - dodał, przyciskając ją jeszcze moc-
niej. - Potem myślę o tym, co zrobił twój ojciec, i czuję się rozdarty.
Dobrze rozumiała, co Jake ma na myśli. Ją też nękały wątpliwości dotyczące po-
stępowania ojca. Wierzyła w jego niewinność, choć przychodziło jej to z coraz większym
trudem. Mimo to chciała stać po jego stronie.
- Doprowadzasz mnie do szaleństwa - wyszeptał Jake. - Mam wrażenie, że żyję w
piekle.
- Ja też.
- Trzeba z tym skończyć - oznajmił, unosząc dłonią jej podbródek i przywierając
wargami do jej ust.
- Nie rób tego! - poprosiła, gdy tylko zdołała się od niego oderwać. - Pamiętaj, że
zamierzamy się rozwieść. Nie chcę jeszcze bardziej komplikować tej okropnej sytuacji.
R
L
T
- Nie mów tak! - zażądał zmienionym głosem, a potem przywarł do niej całym cia-
łem i znów zaczął ją całować.
Po wielu dniach samotności była tak spragniona kontaktu z mężczyzną, że jego
pieszczoty zagłuszyły w niej resztki oporu. Kiedy poczuła jego podniecenie, zapomniała
o całym świecie. Była gotowa poddać się jego woli i podążyć wraz z nim na szczyt roz-
koszy.
Nagle usłyszała głośny trzask dochodzący z frontowej części domu, a potem krzyki
koczujących nadal na podjezdzie, choć coraz mniej licznych dziennikarzy.
- Do jasnej cholery, co się dzieje? - spytał z wściekłością Jake, wypuszczając ją z
objęć.
- Pewnie ktoś znowu rzucił cegłą w twoje okno.
Choć w jego oczach płonęła furia, łagodnie pogłaskał ją po włosach.
- Nie ruszaj się z miejsca, kochanie. Zaraz wrócę, żeby dokończyć to, co udało nam
się tak pięknie zacząć.
Odwrócił się na pięcie i zniknął jej z oczu. Alicia, sparaliżowana lękiem, stała nie-
ruchomo przez kilka długich minut. Gdy jednak jej puls odzyskał normalny rytm, zaczęła
myśleć logicznie i opanowała nadal tętniące w niej pożądanie.
Wiedząc o tym, że dzieli ich otchłań konfliktów, nie mogła pozwolić na to, by jej
postępowaniem rządziła ślepa namiętność. Nie mogła tak łatwo ulec woli Jake'a. Zdecy-
dowanym krokiem weszła do domu, minęła korytarz i wróciła do swojego pokoju.
R
L
T
ROZDZIAA DZIESITY
Po oględzinach frontowej ściany Jake wrócił do domu i skierował się na taras, ale
nie zastał tam Alicii, więc udał się na poszukiwania we wszystkich pomieszczeniach.
Zaczął od pokoju dziecinnego, który z każdym dniem stawał się coraz lepiej przy-
gotowany na przyjęcie przyszłego lokatora. Jake często do niego zaglądał po powrocie z
pracy, bo pastelowe barwy wnętrza działały na niego uspokajająco. Teraz również przy-
glądał się przez chwilę jasnoniebieskim kołderkom i poduszeczkom ułożonym na małym [ Pobierz całość w formacie PDF ]