[ Pobierz całość w formacie PDF ]

sem tylko rozmawialiśmy, jeśli akurat miał na to chęć.
W oczach Severina pojawił się błysk.
- Pewnie nie miałaby pani ochoty robić tych rzeczy ze mną
- zauważył pozornie beztroskim tonem.
- Oczywiście, że tak, jeśli tylko pan chce. Co pan wybie­
ra? Raczej odradzałabym czytanie na głos, chyba że żywi pan
skrytą namiętność do gotyckich romansów.
Na jego ustach pojawił się uśmiech.
- A tak. Przypominam sobie, jak wspominała pani o bez­
głowych upiorach, kiedy błądziliśmy po labiryncie.
- Akurat romans, który trzymam, nie należy do mnie, zo­
stawił go tutaj pewien angielski podróżny. Signora Bernelli
pożyczyła mi to dzieło.
-I zamierza je pani przeczytać?
Cecily oblała się rumieńcem.
- Nie chciałam obrazić signory Bernelli, nie przyjmując go
- wyjaśniła pośpiesznie.
- Oczywiście. - W jego oczach pojawił się figlarny błysk.
- A zatem może mi pani poczytać. I ja nie zamierzam obrażać
naszej drogiej gospodyni.
- Chce pan, żebym czytała panu romans? - Patrzyła na nie­
go ze zdumieniem.
- Dlaczego nie? To się może okazać całkiem zajmujące. -
Ułożył się wygodniej na poduszkach. - Proszę zacząć od do­
wolnego akapitu.
Nie spuszczała z niego spojrzenia, usiłując się domyślić,
czy książę usiłuje ją zirytować, czy też naprawdę chce, żeby
mu poczytała. Wyraz jego twarzy był nieodgadniony. Kiedy
wciąż milczała, uniósł pytająco brew.
103
Proszę bardzo, wolna wola. Przeczyta mu „Hrabiego z Ble-
akwood Forest". Będzie miał za swoje, z pewnością każe jej
przerwać przed końcem pierwszego rozdziału. Otworzyła
książkę.
Dziesięć minut później rzuciła księciu ukradkowe spojrze­
nie. Miał zamknięte powieki, co przypomniało jej, że sama
jest bardzo śpiąca. Skoro śpi, ona może spróbować trochę się
rozruszać, spacerując do saloniku i z powrotem. Zamknęła
książkę.
- Co teraz zrobi Amelia? Przecież jej ojciec oszalał.
Cecily podskoczyła.
- Myślałam, że pan śpi! - wykrzyknęła.
- Nie śmiałbym zasnąć, skoro lada moment wyrzucą naszą
biedną bohaterkę z jej uroczego domku - wymamrotał. Oczy
miał szeroko otwarte.
- Naprawdę pan tego słuchał?
- Nie pozwoliłbym sobie obrazić pani, zasypiając w trakcie
tak pasjonującej opowieści.
Chyba znów się z niej wyśmiewa.
- Wątpię, by to mnie obraziło. Życzy pan sobie, żebym kon­
tynuowała?
- Jeszcze kilka stron.
- Bardzo proszę. - Ponownie otworzyła książkę i zaczęła
czytać. Po pierwszym akapicie dyskretnie stłumiła ziewnięcie,
dzielnie czytając dalej. Jej głos odpływał, z trudem koncentro­
wała się na poszczególnych zdaniach.
Cecily czytała teraz tak cicho, że Nico ledwie ją słyszał. Ki­
wała głową, jakby lada moment miała zasnąć. On też walczył
ze zmęczeniem. Jej słodki, kojący głos sprawił, że ciążyły mu
powieki, robił jednak wszystko, żeby nie zapaść w sen. Był
104
zmęczony, ale ona z pewnością jeszcze bardziej. Zmuszanie jej
do czytania na głos tylko po to, żeby przestać się tak piekielnie
nudzić, nie wydawało się godne dżentelmena.
- Signora Renato? Cecily?
Kiedy nie odpowiedziała, uświadomił sobie, że rzeczywi­
ście zasnęła. Jej głowa opadła na bok. Nie domyślił się wcześ­
niej, że jest aż tak zmęczona. A przecież siedziała przy nim
przez większą część nocy. Jego spojrzenie wędrowało po jej
zarumienionych policzkach, lekko rozchylonych wargach.
Książę poczuł niestosowne podniecenie. Niemal wyczuwał
smak ust Cecily, wyobrażał sobie, jak kładzie ją, na wpół przy­
tomną, do łóżka. Leżałaby pod nim, ze zmierzwionymi włosa­
mi, i otworzyłaby oczy w sennej zachęcie, gdy pochyliłby się
nad nią. A wtedy...
Natychmiast przywołał się do porządku. Co go opętało,
u diaska? Niezależnie od tego, jak pociąga go Cecily Rena­
to, nie może sobie pozwolić na romans z nią. Nie mógł uczy­
nić z niej swojej kochanki, nawet gdyby bardzo tego pragnął,
i nawet jeśli ona by na to przystała, co wielce wątpliwe. Spra­
wa byłaby zbyt skomplikowana, i to nie tylko ze względu na
Simona i Marianę.
Cecily się wzdrygnęła i zajęczała przez sen. Z pewnością
było jej bardzo niewygodnie na tym krześle. Nico zmarszczył
brwi i odrzucił kołdrę. Przez chwilę siedział na skraju łóżka,
zadowolony, że tym razem nie kręci mu się tak bardzo w gło­
wie. Po chwili wstał i spojrzał z góry na Cecily. Nie może być
ciężka. Jeśli będzie ostrożny, z pewnością nie zrobi krzywdy
ani jej, ani sobie. Wsunął zdrową rękę pod jej pachę, a zra­
nioną pod nogi. Upewniwszy się, że większość ciężaru ciała [ Pobierz całość w formacie PDF ]