[ Pobierz całość w formacie PDF ]

na nim jezdziłaś, miał w oczach tęsknotę.
- Ja tego nie widziałam. - Wyciągnęła rękę i dotknęła jego dłoni. - Cieszę się, że ty
dostrzegłeś.
- Na tym polega moja praca.
- Masz taki dar - sprostowała. - Twoja rodzina musi być z ciebie dumna - powiedziała
od niechcenia, zabierając się za jedzenie, po czym podniosła na niego wzrok,
zdezorientowana, gdy wybuchnął śmiechem. - Co w tym takiego zabawnego?
- Duma nie mieści się raczej w ich ogólnej opinii o moim sposobie myślenia i
funkcjonowania.
- Czemu?
- Ludzie nie potrafią być dumni z czegoś, czego nie rozumieją. Nie wszystkie rodziny,
Keeley, są takie jak twoja.
- Przykro mi - powiedziała. Rzeczywiście zrobiło jej się przykro. Nie tylko z powodu
braku więzi w jego rodzinie, ale też dlatego, że okazała się zbyt ciekawska.
- Nie o to chodzi. Jesteśmy w dobrych stosunkach. Zamierzała dać spokój, zmienić
temat, ale ją poniosło:
- Skoro nie są z ciebie dumni, to znaczy, że są głupi! - Gdy znieruchomiał ze
zdumioną miną, wzruszyła ramionami. - Przepraszam, ale takie jest moje zdanie.
Patrząc na nią włożył porcję chili do ust. Zrozumiał, czemu się złości.
- Kochanie, miło, że tak mówisz, ale...
- Wcale nie. To było bardzo niegrzeczne, ale naprawdę tak uważam. - Chwyciła
butelkę wina i nalała do pełna do obu kieliszków. - Masz prawdziwy talent i zapracowałeś na
świetną opinię - albo z pewnością nie znalazłbyś się tutaj, w Royal Meadows. Jak można nie
być z ciebie dumnym? - spytała z jeszcze większą pasją - Twój ojciec powinien przecież to
rozumieć.
- Dlaczego?
Otworzyła usta ze zdziwienia.
- Przecież to on zaznajomił cię z końmi.
- Z torem wyścigowym. Mojego ojca konie nie interesowały - powiedział Brian. Był
tak zafascynowany jej reakcją, że nie zorientował się nawet, że właśnie zagłębili się w
rozmowę o jego rodzinie. Do tej pory nigdy tego nie robił. - Podziwiał je, ale interesował go
jedynie hazard. I prawdopodobnie nic się nie zmieniło. To i pociąganie z piersiówki przy
cichej dezaprobacie mojej matki. Mówiłem ci, Keeley, że jest urzędnikiem bankowym.
- A co to zmienia?
Wszystko, pomyślał Brian, ale spróbował znalezć jakieś bardziej zrozumiałe
wyjaśnienie.
- Wiele lat temu przestał wyglądać przez kraty swej małej klatki. Pobrali się z matką
bardzo młodo, niecałe dziewięć miesięcy - rozumiesz? - przed przyjściem na świat mojej
najstarszej siostry.
- To może być trudne, ale nadal...
- Nie, byli z tego zadowoleni. Założyli dom, wychowali dzieci. Mój ojciec niezle
zarabiał. Mimo że grał na wyścigach, nigdy nie chodziliśmy głodni - i rachunki wcześniej czy
pózniej były płacone. Moja matka dbała, by stół był ładnie nakryty, a nasze ubrania czyste.
Wydaje mi się, że pod koniec każdego dnia oboje byli wykończeni, choćby tylko z powodu
udawania.
Keeley przyszło na myśl powiedzenie jej matki.  Dziecko może umierać z głodu nad
pełnym talerzem . Rozumiała, że bez miłości, ciepła, okazywanej sobie serdeczności, dusza
głoduje.
- Fakt, że poszedłeś własną drogą, nie powinien przeszkadzać im być szczęśliwymi z
twojego powodu.
- Brat i siostry są urzędnikami, mają rodziny, dzieci. Ja jestem inny, odstaję od
szablonu, dlatego mnie nie rozumieją. Gdy poznasz mnie lepiej, sama dojdziesz do wniosku,
że coś jest ze mną nie tak. W przeciwnym razie coś jest nie tak z tobą.
- Uciekłeś - wyszeptała.
Nie bardzo spodobało mu się to określenie, ale skinął twierdząco głową.
- I to tak szybko, jak tylko zdołałem. Po co oglądać się za siebie?
Nadal się oglądasz, pomyślała Keeley. Oglądasz się, ponieważ w dalszym ciągu
uciekasz.
ROZDZIAA 11
Keeley doszła do wniosku, że niektórym mężczyznom po prostu zajmuje więcej czasu
uświadomienie sobie, że chcą pójść tam, gdzie się ich prowadzi. Nie mogła narzekać,
ponieważ było cudownie. Weszło jej w zwyczaj, że raz w tygodniu jezdziła na tor. Była to
przyjemność, z której zrezygnowała, gdy zakładała swoją szkołę.
Nadal miała dziesiątki drobiazgów, których musiała dopilnować osobiście - spotkania,
sprawozdania oraz kontynuacja indywidualnego toku nauki z każdym dzieckiem.
Zaplanowała coś w rodzaju domu otwartego w czasie wakacji, gdzie wszyscy rodzice,
dziadkowie, przybrani rodzice mogli odwiedzać szkołę. Poznawać się, spotykać i, co [ Pobierz całość w formacie PDF ]