[ Pobierz całość w formacie PDF ]

Twarz Gabe'a stężała. Podniósł z krzesła stanik i rzucił go w stronę Debbie.
- Nie jesteśmy zwykłą parą, a to, że Grace jest w moim mieszkaniu, nic nie
zmienia.
Debbie włożyła stanik, zastanawiając się, jak Gabe może w jednej chwili zmienić
się z ognistego kochanka w zimnego drania. Odrzuciła w tył włosy i wciągnęła
błękitny top.
- Opowiadasz bzdury. Przecież coś nas łączy.
- Aączy nas wspaniały seks, to wszystko.
Jego słowa zabolały jak policzek. Czy to możliwe, by z taką łatwością kłamał,
patrząc jej w oczy? Wiedziała, czuła, że Gabe nie mówi prawdy. Nie chciał się
przyznać do tego, co ich łączy. Inaczej nie mogłaby się w nim znów zakochać. Jednak
jeżeli nadal będzie uporczywie odrzucał prawdę, ich związek nie ma szans.
- Gabe, ja tak dłużej nie mogę. Nie potrafię z tobą być i sypiać, wiedząc, że to nic
dla ciebie nie znaczy.
- Tego nie powiedziałem - odparł cicho. - Mówię tylko, że to, co robimy w łóżku,
nie ma nic wspólnego z moim życiem.
- Dobrze, jak wolisz - powiedziała, patrząc na niego z rosnącym przerażeniem.
Takiego Gabe'a nie znała.
- Dopóki nikt się nie wtrąca, wszystko jest w porządku? - spytała.
- Tak - odparł z uśmiechem.
- Jesteś draniem!
- Teraz to odkryłaś? - spytał z tym samym uśmiechem na twarzy.
S
R
Debbie wzięła głęboki oddech i policzyła do dziesięciu. Jeśli tylko ona jest
zakochana, ich związek to fikcja.
- Wystarczy, królu wyspy. Oddaj mi paszport i wypuść mnie stąd.
Gabe przyglądał jej się przez dłuższą chwilę. Nie mogła wyczytać niczego z jego
kamiennej twarzy i to bolało ją najbardziej.
- Nie zawsze dostaje się to, czego się chce. Powinnaś to wiedzieć. A teraz
pozwolisz, że wrócę do pracy.
To mówiąc, pochylił się, by pozbierać z ziemi rozrzucone papiery. Jednak
Debbie nie miała zamiaru się poddać. Podbiegła, chwyciła z ziemi stertę dokumentów i
ze złością rzuciła je na biurko.
- Proszę bardzo! Masz już porządek, a teraz mi wytłumacz, dlaczego mnie tu
trzymasz, jeśli nic do mnie nie czujesz.
- Nic nie rozumiesz? - spytał, pochylając się w jej kierunku tak, że niemal się
dotykali ustami. - Nie chciałem ciebie chronić, ale ukarać - wycedził, patrząc na nią
chłodnym wzrokiem.
Ukarać? Powoli zaczęła pojmować sens całego spisku, choć wciąż nie mogła w
to uwierzyć. Czy mogła się aż tak bardzo pomylić? Czy poza złością Gabe nic już do
niej nie czuł?
- Dziesięć lat temu wykorzystałaś mnie i rzuciłaś. Teraz na własnej skórze
poczujesz, jak to jest - usłyszała jego lodowaty głos.
Potrząsnęła głową i szybko się cofnęła, by być od niego jak najdalej.
- Trzymałeś mnie tutaj tylko po to, by mnie ukarać?
- A czego się spodziewałaś? - zakpił, wstając i wkładając ręce do kieszeni białych
spodni. - Gdyby się nie pojawiła historia ze złodziejką biżuterii, wymyśliłbym coś
innego, by się z tobą pobawić. - Zaśmiał się. - Naprawdę myślałaś, że chcę ci pomóc i
że gramy w hollywoodzkim filmie z happy-endem?
- Nie - odparła krótko, choć w głębi serca tego właśnie pragnęła, nawet po tak
jednoznacznej deklaracji Gabe'a. Podniosła wyżej głowę. - A ty myślałeś, że znów się
w tobie szaleńczo zakocham?
- A tak się nie stało?
- Bądzmy poważni - skłamała.
Pokiwał głową, nie spuszczając z niej oczu.
- Kotku, mnie nie oszukasz - powiedział z uśmiechem. - Zapomniałaś, że wiem,
jak wyglądasz, gdy się z kimś kochasz z miłości.
S
R
- Rozmawiamy o tobie - odparła szybko. - Zadałeś sobie wiele trudu, by
zatrzymać przy sobie kobietę, na której ci nie zależy.
Rzucił jej pogardliwe spojrzenie, po czym wyjrzał przez okno na swój
egzotyczny raj.
- Nie muszę ci się spowiadać.
Debbie poczuła zmęczenie. To, co kilka tygodni temu zapowiadało się na
wymarzone wakacje, okazało się pasmem nieszczęść.
- Wiem, ale dobrze ci zrobi rachunek sumienia. Odpowiedz sobie na pytanie, co
ci to dało.
- Satysfakcję, że zatrzymałem cię wbrew twojej woli - odparł obojętnie.
Debbie zaniemówiła, a po chwili powiedziała:
- Gdy zamkną złodziejkę, wyjadę. [ Pobierz całość w formacie PDF ]