[ Pobierz całość w formacie PDF ]

Zekk ujął rękojeść starożytnej broni i przez kilka chwil spoglądał na nią, zdumiony.
Miał wrażenie, że broń nawet wyłączona, promieniuje energią w jego dłoni. Zacisnął palce i
na próbę machnął cylindrem w lewo i w prawo, wyobrażając sobie, że widzi i słyszy buczące
świetliste ostrze. Czuł się dobrze. Bardzo dobrze.
- W normalnych warunkach zaproponowałbym ci, żebyś skonstruował własny
świetlny miecz - ciągnął mistrz Brakiss. - Czynność ta zabiera jednak sporo czasu i wymaga
dużego skupienia, koniecznego do złożenia wszystkich podzespołów i zrozumienia zasady
funkcjonowania. Niestety, nie mamy czasu. Dzięki ciemnej stronie wiele rzeczy jest
łatwiejszych i skuteczniejszych. Wez ten miecz jako prezent ode mnie i władaj nim, kiedy
będziesz pełnił służbę ku chwale Drugiego Imperium.
- Czy mogę włączyć zasilanie? - zapytał Zekk, wciąż jeszcze przejęty grozą.
- Oczywiście.
Brakiss cofnął się o krok, a Zekk wcisnął guzik uruchamiający świetliste ostrze. Z
obudowy wysunęła się szkarłatna smuga, płonąca niczym rozpalona lawa.
- To broń wykonana po mistrzowsku - oznajmił mistrz Ciemnych Jedi. - Została
przystosowana do tego, aby posługiwał się nią ktoś władający ciemną stroną.
Zekk wykonał ruch nadgarstkiem i wsłuchując się w buczenie energetycznej klingi,
przemieścił świetliste ostrze w lewo i w prawo.
53
- Jeżeli chcesz wiedzieć, ten miecz świetlny jest niezwykle podobny do broni, którą
posługiwał się kiedyś Darth Vader - zauważył Brakiss.
Zekk ponownie przeciął powietrze świetlistym ostrzem.
- Kiedy będę mógł zacząć ćwiczenia? - zapytał. - W jaki sposób będę się uczył?
Brakiss wyprowadził gorliwego młodzieńca z tarasu wieży obserwacyjnej.
- Dysponujemy hologramami symulującymi różnych przeciwników i salami
treningowymi - odparł. - Kiedyś spędziłem w nich trochę czasu, usiłując nauczyć czegoś
twoich przyjaciół, Jacena i Jainę. Przeżyłem jednak rozczarowanie. Co prawda, nauczyli się
władać świetlnymi mieczami, ale podczas każdego ćwiczenia przeciwstawiali się mojej woli.
Spodziewam się, że w przeciwieństwie do nich ty wykonasz każde ćwiczenie
doskonale. Ty, młody Zekku, bardzo szybko przewyższysz swoich przyjaciół we wszystkim,
czego kiedykolwiek dokonali. Dobrze znam mistrza Skywalkera i wiem, czego się obawia.
Jest człowiekiem zbyt nerwowym, by pozwolić swoim ulubionym młodocianym uczniom
ćwiczyć własnymi świetlnymi mieczami. Uważa, że energetyczne klingi są zbyt
niebezpieczne. - Brakiss się roześmiał. - Jego obawy są bezpodstawne. Najniebezpieczniejszy
jest Ciemny Jedi władający taką bronią.
Kiedy Zekk w towarzystwie nauczyciela kroczył korytarzem, schował świetliste
ostrze, ale nie wypuścił rękojeści z dłoni. Spoglądając na legendarną broń rycerzy Jedi, raz po
raz przesuwał palcem po powierzchni obudowy.
Miecz świetlny w jego palcach sprawiał wrażenie ciepłego, gotowego... niemal
dopominającego się o to, by go użył. Wrażenie, że wciąż jeszcze widzi szkarłatną linię,
pozostało długo po tym, kiedy wyłączył energetyczną klingę.
Zekk zamrugał, ale wrażenie, że spogląda na jaskrawą smugę, nie chciało go opuścić.
- Tak, teraz rozumiem, dlaczego taka broń może być bardzo niebezpieczna - przyznał
w końcu.
54
ROZDZIAA 7
Zamyślony Jacen krążył bez celu po korytarzach akademii Jedi, wybierając te, którymi
najrzadziej przechadzali się inni uczniowie. Nie potrafił wyrwać się z odrętwienia. Od dwóch
godzin towarzyszyła mu milcząca i równie oszołomiona Jaina. Wyraznie szukała towarzystwa
brata, tak jak on potrzebował towarzystwa siostry, chociaż żadne nie wiedziało, co
powiedzieć.
Jacen nadal nie mógł zrozumieć, dlaczego wujek Luke nie pozwolił nikomu innemu
przebywać z nieprzytomną Tenel Ka, kiedy opiekował się nią medyczny android. Nie zgodził
się również, by ktokolwiek mu towarzyszył, gdy udał się do ośrodka łączności, żeby
powiadomić rodzinę dziewczyny o wypadku.
Wujek Luke osobiście podniósł z ziemi bezwładne ciało wojowniczki, a potem ruszył
szybko do wielkiej świątyni. Kiedy bliznięta niemal pobiegły za nim, Jacen czuł, jak mistrz
Jedi czerpie energię Mocy, żeby pomóc dziewczynie zachować siły, a także aby iść jeszcze
szybciej i nie urazić rannej. Równocześnie wysyłał do mózgu nieprzytomnej Tenel Ka
nieprzerwany strumień kojących myśli, tchnących ciszą, spokojem i pewnością, że jej rana się
zagoi.
Jacen wiedział, że powinien przynajmniej spróbować czynić to samo, żeby pomóc
koleżance, ale czuł w myślach straszliwy zamęt. Obawiał się, że jego starania mogą tylko
pogorszyć całą sprawę. Możliwe, że właśnie z tego powodu mistrz Skywalker nie pozwolił
nikomu z uczniów zostać z młodą wojowniczką, kiedy wszyscy wrócili do wielkiej świątyni. [ Pobierz całość w formacie PDF ]