[ Pobierz całość w formacie PDF ]

- Oczywiście, że muszę. Biorę cię do domu i wynajmę pielęgniarkę.
A kiedy wyzdrowiejesz, wezmiemy ślub.
Do pokoju wszedł lekarz.
- Widzę na jedno oko, panie doktorze - pochwaliła się natychmiast
Della.
- Zobaczmy.
Wstrzymali oddech, gdy lekarz zdejmował opatrunek z oczu. Della
zamrugała.
- Widzę na prawe oko - krzyknęła radośnie. - Coraz lepiej.
- A na lewe? -Nic.
- Popracujemy nad tym pózniej - oświadczył lekarz i wyszedł.
- Tak się cieszę - westchnęła Della. - Bałam się, że cię nigdy nie
zobaczę na własne oczy. I będę mogła pracować...
- Może poczekasz z tą pracą, aż zupełnie dojdziesz do zdrowia?
- Chyba nie wytrzymam - uśmiechnęła się z przekąsem. Do pokoju
wpadł Sol. Wyciągnął butelkę szampana.
Wznieśli toast papierowymi kubkami.
144
RS
- Sol, bardzo się cieszę, że jesteś ze mną, ale skoro już czuję się
lepiej, to czy nie powinieneś wracać do domu? Chyba masz niedługo
egzaminy?
Sol skinął głową.
- I tym razem muszę je zdać. Poszukam też pracy, bo muszę zacząć
przesyłać Ginie jakieś pieniądze. Jej babcia mówi, że mogę ich odwiedzać,
gdy urodzi się dziecko. W końcu jestem jego ojcem.
Następnego dnia Carlo odwiózł Sola na lotnisko i w przyjaznej
atmosferze wypili razem kawę.
- Wiesz co? - zaczął Sol. - Niezbyt dobrze to wszystko rozegrałeś w
zeszłym roku.
- Co rozegrałem?
- Wszystko, czyli  Wyjdz za mnie natychmiast albo to koniec".
- Della opowiedziała ci całą historię?
- Oczywiście, że nie. Opowiedziała Jackie, swojej sekretarce. Są
przyjaciółkami.
- A Jackie opowiedziała tobie?
- Nie. Podsłuchiwałem.
- Czemu od razu się tego nie domyśliłem?
- Sam nie wiem, przecież zawsze posądzasz mnie o najgorsze...
- Już nie. Wiele rzeczy się zmieniło. No, mów dalej, co chciałeś
powiedzieć.
- Mama jest uparta jak muł. Postaw przed nią warunek, to pójdzie w
innym kierunku. Powinieneś rozgrywać to jej kartami.
- Czyli zdecydować się tylko na romans, bo jestem zbyt młody?
145
RS
- To była tylko taka gadka - stwierdził Sol tonem doświadczonego
dwudziestojednolatka. - Gdyby przyzwyczaiła się do życia z tobą, sama
przyznałaby, że masz rację. Gdyby chciała odejść, sama stwierdziłaby, że
to niemożliwe. Już byście byli po ślubie.
Ta prawda była tak oczywista, że Carlo wybuchnął szczerym
śmiechem.
- Jeśli ktokolwiek powiedziałby mi kiedyś, że będę przyjmował rady
od ciebie - mruknął - nigdy bym w to nie uwierzył.
Carlo odprowadził Sola do bramki i klepnął go przyjaznie w plecy na
pożegnanie.
- Powodzenia. Do zobaczenia.
Hope zajęła się wszystkimi przygotowaniami do zabrania Delii do
willi. Przekonała lekarza, pokazując mu pokoje na parterze i zapewniając,
że jest w stanie zapewnić chorej jak najlepszą opiekę.
- Nigdy nie będzie sama w domu - przekonywała Hope. -
Zatrudnimy nawet pielęgniarkę.
Tego dnia, gdy zabierali Delię ze szpitala, lekarz odciągnął Carla na
bok.
- Musi pan coś wiedzieć, signore. Ona jest w niezłym stanie, ale jej
zdrowie zostało poważnie nadszarpnięte. Miała atak serca po katastrofie.
Jeśli myślicie o dzieciach...
- Nie - odparł Carlo natychmiast. - Nie zrobię niczego, co mogłoby
pogorszyć jej stan zdrowia.
- To dobrze. To przedłuży jej życie, ale zawsze już będzie słabowita.
- To i tak więcej, niż oczekiwałem.
- Cieszę się, że jest pan realistą.
146
RS
Carlo jechał ambulansem z Delią. Toni, Hope, Ruggiero, Primo i
Olimpia powitali ją w willi kwiatami i przekazali życzenia od tych, którzy
nie mogli przybyć.
Osobne pokoje dla Delii, pielęgniarki i Carla były już przygotowane.
Zostawiono Delię samą, wiedząc, że będzie potrzebowała odpoczynku.
Spała prawie bez przerwy przez dwa dni i obudziła się w dobrej formie.
Carlo był z nią przez cały czas, nawet gdy obok była pielęgniarka.
Dzięki niemu zaczęła chodzić, najpierw o lasce, potem wspierając się na
nim, na koniec samodzielnie.
- Szybko dochodzisz do formy - stwierdził Carlo. - Niedługo
będziesz wystarczająco silna, więc będziemy mogli zaplanować ślub.
Della usiadła, sapiąc lekko z wysiłku.
- Nadal tego chcesz? To takie wielkie i pracochłonne
przedsięwzięcie...
- A co, nie wytrzymasz reszty życia ze mną? - zapytał złośliwie.
- Wiesz, o co mi chodzi. Teraz na tobie będzie spoczywało więcej
odpowiedzialności.
- Jeszcze chcesz na ten temat dyskutować? Wydawało mi się, że
dawno to ustaliliśmy. W moim sercu jesteś moją żoną. A teraz zostaniesz
moją żoną dla świata. To wszystko. Koniec gadania.
- Nie dajesz mi wyboru?
-Tak długo to do ciebie nie docierało? - zapytał żartobliwie.
- Ale pewnego dnia... - Della nie dokończyła, uciszona jego
spojrzeniem. Zamierzała powiedzieć, że pozwoli mu odejść, kiedy tylko
będzie chciał.
147
RS
- Nie - odpowiedział zdecydowanie, jakby czytał w jej myślach. -
Nigdy tak nie mów. Nigdy! - Pocałował ją i spokojnie mówił dalej: - Nie
jestem małym chłopcem, wiem, co to odpowiedzialność. Rozumiesz?
- Nie będę mogła urodzić ci dzieci - przypomniała Della.
- Więc będziemy musieli jeszcze bardziej się kochać. Wiele
wieczorów spędzali razem na tarasie przytuleni do siebie, rozmawiając bez
końca. Dopiero teraz Della zdała sobie sprawę, jak niewiele rozmawiali z
sobą w pierwszych tygodniach znajomości. Carlo bał się jej dotykać, by jej
nie urazić.
- Nie jestem ze szkła - oświadczyła, gdy po pocałunku Carlo odsunął
się od niej. - Moglibyśmy iść do mojego pokoju i...
-I co? Chciałabyś się kochać przed ślubem? - zapytał, udając
zdziwienie. - Jestem w szoku!
- No, może wreszcie odkryjemy całą prawdę o mnie -odpowiedziała
Della w ten sam żartobliwy sposób.
Złapał jej dłoń i powiedział drżącym głosem:
- Przestaniesz? Ja nie mam za wiele samokontroli...
- Próbuję właśnie znalezć tę granicę, to świetna zabawa. Wybuchnęli
śmiechem. Della zrozumiała, że Carlo nie zrobiłby nic, co mogłoby
spowodować jakiekolwiek zagrożenie dla jej zdrowia. Za to też go
kochała. Ale najbardziej za jego wspaniały umysł, który odkryła podczas
długich rozmów. [ Pobierz całość w formacie PDF ]