[ Pobierz całość w formacie PDF ]

 Móri  szepnęła.  Przyrzekliśmy.
 Wiem o tym. Muszę tylko poczuć twoje ciało przy swoim.
Ręką zmiótł rupiecie z szorstkich desek podłogi, zdjął koszulę i ułożył z niej
posłanie. Zanim Tiril zdążyła się zorientować, jak do tego doszło, leżała już w sa-
mej bluzce. Móri zerwał z siebie ubranie i wtulił twarz w jej brzuch. Jego gorący
oddech ją rozgrzewał, dłonie, drżące, niecierpliwe, były wszędzie.
To się nie może dobrze skończyć, przemknęło jej przez głowę i od tego mo-
mentu przestała myśleć.
On poszukiwał jej bliskości, lecz to ona się przed nim otworzyła, żadne z nich
już się nie wahało, chodziło wszak tylko o nich dwoje, nikt inny nie miał prawa
się do tego wtrącać. Dach z belek, nieistotne, gdzie jestem.
Uszy Tiril były jak ogłuchłe na niskie wibracje, chóralną pieśń głosów zmar-
łych. Ta pieśń powinna być dla niej ostrzeżeniem, ale nie chciała słuchać, nie
mogła, bo cała skupiła się na Mórim, na poczynaniach jego i swoich własnych.
Dłonie mocno przyciskała do czarnych, niesfornych kędziorów. On jest mój, mój,
a ja jego.
Móri wstrzymywał się z całych sił, ugryzł się w wargę, tak pragnął być wobec
niej delikatny.
Widziała oczy błyszczące w ciemności, słyszała podniecone szemranie, lecz
go nie rejestrowała, wyrzuciła je ze świadomości, wszystko wokół przestało się
liczyć. Czuła tylko, i świat od tego zawirował, że on już zaraz w niej będzie,
Móri, czarnoksiężnik, pragnął jej, zwyczajnej, prostej, niegodnej zainteresowania
dziewczyny. Nie mogła tego pojąć, ogarnęła ją niewypowiedziana radość, poczu-
ła, jak wielką darzy go miłością. Wyznała mu to szeptem, choć ból wycisnął jej
z oczu łzy, ukochany, ukochany. . .
Jak ten zawodzący, zwiastujący śmierć wiatr wdarł się na strych? Ile ich tutaj,
wprost roi się od drobnych, okropnych isto t!
Ale te myśli przeleciały jej przez głowę jak powiew wiatru, nie zabawiły dłu-
go, w następnej chwili o nich zapomniała.
Bo Móri osiągnął już, czego pragnął, i choć ból targnął jej ciałem, przyjęła
go z radością i pokornym podziwem. Pieściła włosy kochanka, nagie ramiona,
wąskie biodra. Ukochany, ukochany, ukochany.
A Móri nie wiedział już, co to myśli, co to rozum. Przelotnie pogłaskał ją po
policzku, otarł łzy, lecz nie uświadamiał sobie, co robi, ogarnięty pragnieniem,
które czyniło go ślepym i głuchym na wszystko. Tiril usłyszała jego jęk, na mo-
ment wstrzymała oddech, ale on dał się porwać pragnieniu, aż wreszcie odnalazł
spokój, którego szukał.
Wtedy ujął jej twarz w dłonie i pocałował. Oddychał ciężko i zaraz osunął się
na jej pierś z zamkniętymi oczami, bezwładne dłonie opadły. . .
141
 Dziękuję, najmilsza  szepnął.
Tiril nie czuła nic poza bezgraniczną miłością i bólem, który skutecznie za-
głuszył dręczące ją wcześniej podniecenie. Wiedziała jednak, że przyjemności,
o których napomykała Catherine, przyjdą pózniej. Zrozumiała, jak wspaniałe mo-
gą to być przeżycia.
Dopiero gdy leżeli zmęczeni, starając się odzyskać normalne tempo oddechu,
Tiril pojęła, że w tym krótkim czasie gorączki zapomnienia wydarzyło się jeszcze
coś. Ból i nieskończona czułość dla Móriego zdominowały wszelkie inne dozna-
nia. Teraz jednak z przerażającą wyrazistością przypominała sobie, co zaszło.
Wiatr z zawodzeniem hulający po podziemnych grotach. Otaczająca ją ciem-
ność, oczy w mroku, świecące, pozwalające się domyślać obecności potwornych
istot o skołtunionych włosach i pajęczo długich członkach. Ich podniecone sap-
nięcia na widok kochanków.
Straszniejsza jednak była samotność owych grot, grobowa, żałobna pieśń ty-
sięcy martwych gardeł.
Zwiat Móriego.
Zeszła do tego świata, lecz odkryła to dopiero pózniej. Kochała się z przeklę-
tym, z czarnoksiężnikiem wędrującym po siedzibach zmarłych.
Jego niewidzialni towarzysze zapewniali ją, że będzie bezpieczna. %7łe nie wy-
ruszy na wędrówkę ścieżkami wyznaczanymi przez blady księżyc, że Móri nie
pociągnie jej do swego piekła na ziemi.
Bo też i tak się nie stało. Słyszała jednak echo krzyku tych, którzy nie mo-
gą zaznać spokoju, poczuła tchnienie mrocznego świata. Postanowiła odegnać to
wspomnienie.
 Przypuszczam, że powinniśmy mieć wyrzuty sumienia  powiedziała.
 To prawda. Masz?
 Nie. A ty?
 Ja też nie  odparł.  Tego nie dało się uniknąć. Dzisiaj, jutro, w przy-
szłym tygodniu, i tak by się stało, bez względu na to, jak byśmy się przed tym
bronili.
 Nie walczyliśmy zbyt zapamiętale  cierpko zauważyła Tiril.
 Wiem.  Roześmiał się.  To było cudowne! Wiem, że sprawiłem ci ból,
ale teraz będzie lepiej. Tylko co my powiemy twojej matce?
 Mamy dwa wyjścia. Albo ją okłamiemy, albo postawimy przed faktem
dokonanym. Byle tylko nie zjawiła się z tak zwanym odpowiednim kandydatem,
na męża, bo teraz musimy się pobrać, czy tego chcesz, czy nie.
 Raczej czy ona tego chce, czy nie. Ja od początku pragnąłem cię poślubić.
Obawiałem się tylko zagrożenia, jakie stanowi mój mroczny świat, a potem twego
wysokiego urodzenia.
 A kiedy to pozamałżeńskie dziecko cieszyło się powszechnym szacun-
kiem?  spytała Tiril.
142
Móri pomógł jej wstać i ubrać się. Przygotowali się do opuszczenia zagraco-
nego strychu.
 To takie dziwne.  Móri rozejrzał się dokoła.  Zawsze chciałem, aby ten
pierwszy raz, miałem nadzieję, że kiedyś nastąpi, był dla ciebie piękny. Aby stało
się to w jedwabnej pościeli, na łożu z baldachimem, przy świecach, z winem. Ale,
o dziwo, miałem wrażenie, że i tutaj jest pięknie. Tutaj! Wśród tych rupieci, kurzu
i. . .
 Nie mów nic.  Przyłożyła palec do jego ust.  Nie niszcz obrazu tego
miejsca! Czułam jedynie twoją bliskość i miłość, jaka nas łączy. Co, wobec tego,
może być brzydkie?
 Masz rację  przyznał Móri.  Ja także właśnie tak czułem.
Ucałował ją delikatnie, chcąc jeszcze raz jej podziękować i potwierdzić swą
miłość.
 Porozmawiam z twoją matką  oświadczył, kiedy przez noc wędrowali do
domu.  Sądzę, że ona zrozumie. Jej samej nie jest to obce.
Nagle lęk na nowo obudził się w Tiril. Chłód nocy stał się dotkliwy.
 Nero! Zapomniałam o Nerze! Och, nie!
Ale Nero był w domu. Przyprowadził go rozgniewany sąsiad. August i Seline
musieli wysłuchać opowieści, jak to ten piekielny pies przypędził w zaloty do
jego suki i nie pozwalał im wyjść (I ty, Brutusie, pomyślała Tiril, patrząc na Nera
w poczuciu wspólnoty). Po przygotowanej przez Seline dobrej kolacji, obficie
zakrapianej gorzałką, sąsiad się udobruchał, kiedy więc Móri i Tiril wrócili do
domu, panowała już pełna zgoda.
 Wyszedłem zaraz, bo usłyszałem strzał  opowiadał, August.  Ale ma-
my sezon polowań i za każdym krzakiem czai się strzelec. Słyszałem też z oddali
jakieś krzyki, ale to nie były wasze głosy. Zrozumiałem, że państwo szukają psa,
więc przestałem się już tak przejmować. Gdybyście jednak wkrótce nie wrócili,
zabrałbym muszkiet i poszedł po was.
 Dobrze, Auguście  powiedział Móri, postanawiając opowiedzieć mu
o dwóch napastnikach i losie, jaki ich spotkał, dopiero następnego dnia. August, [ Pobierz całość w formacie PDF ]