[ Pobierz całość w formacie PDF ]

muszę się o nich specjalnie martwić.
- Ożenią się, zanim się obejrzysz.
62
R S
Alima powtarzała często, że czeka niecierpliwie na moment,
kiedy synowie założą rodziny i będą mieli dzieci. O niemowlakach i
maluchach wyrażała się zawsze z uwielbieniem.
- Mój starszy, Jusuf - uśmiechnęła się z dumą - ma się żenić już
w tym roku. Dziewczyna pochodzi z dobrze nam znanej rodziny. Jej
matka i ja od dawna życzyłyśmy sobie, żeby doszło do tego
małżeństwa, ale Jusuf upierał się, że żonę wybierze sobie sam.
Wychowywał się prawie bez ojca, więc zawsze był samodzielny i
trudno przyjmował wszelkie rady. Ot, mężczyzna... Bałam się już, że
nie zechce Lejly, którą kocham jak córkę, lecz ku mojej wielkiej
radości w końcu właśnie ją wybrał sobie na żonę.
Keira roześmiała się.
- Pewnie przez cały czas tylko się z tobą przekomarzał, jak to
syn z matką. No, ale skoro tak, to za rok, dwa zostaniesz pewnie
babcią.
- Jeśli Allach pozwoli. - Alimie zabłysły oczy. - To największe
marzenie mojego serca, a Bóg jest dobry, Bóg jest łaskawy.
Pomogła jeszcze Keirze się rozpakować i parę minut pózniej
zeszła na dół w ślad za swoim bratem. Broniąc się przed wdzierającą
się falą upału i chcąc mieć w nocy względny chłód, Keira spuściła
rolety i przysiadła na moment na wyściełanej kanapce przy oknie.
Pokój był umeblowany po arabsku. Stała w nim toaletka z
zachwycającym, typowo mauretańskim lustrem, drewniane, bogato
rzezbione komody i mosiężne łóżko nakryte miękką bawełnianą
63
R S
narzutą w geometryczny wzór ze spiętrzonymi wysoko poduszkami z
pierza i chłodną w dotyku, bielusieńką bielizną pościelową.
Wszystko tu było wprost nieskazitelnie czyste - Alima jako
gospodyni miała się naprawdę czym pochwalić. Keira zawsze bardzo
ją lubiła. Ilekroć przyjeżdżała do Tangeru, przesiadywała dużo w
kuchni ze służbą, schodząc w ten sposób z oczu nie cierpianemu
ojczymowi i matce, której nieczęsto była potrzebna. Dzięki temu
poznała trochę arabski, a ponieważ kucharka, żona Hasana,
pochodziła z rodu Berberów, liznęła nawet nieco tego ginącego
języka, który dzisiaj słyszy się w Maroku jedynie na terenach górzys-
tych. Jasmin potrafiła w jednej sekundzie przejść od arabskiego do
języka swojego dzieciństwa, angielski jednak znała bardzo słabo. W
marokańskich miastach, w każdym hotelu czy restauracji, można się
porozumieć po francusku, hiszpańsku czy angielsku, arabski
natomiast pozostał językiem niższych warstw.
- Ktoś, kto kocha muzykę i taniec, znajdzie je w arabskiej
melodii mojego imienia - powiedziała kiedyś Keirze Alima, nie kryjąc
dumy. - I taka jest właśnie moja wewnętrzna prawda. Uwielbiam
śpiewać i grać na flecie. Nauczył mnie tego ojciec, nie potrafił żyć bez
muzyki. Moi synowie również grają, ale żaden z nich nie umie
śpiewać.
Czasami, wieczorem, śpiewała i grała dla rodziny. Miała piękny
głos o charakterystycznym gardłowym brzmieniu, który u Arabów
wyraża uczucia, chrapliwy przy niższych tonach i nagle wznoszący
się, wibrujący. Ponieważ nigdy nie odsłoniłaby twarzy, nawet przed
64
R S
swoim panem, śpiewała za ozdobnym, stylowym parawanem
ustawionym w rogu pokoju. Nie chciała też śpiewać dla obcych ani
dla gości. Alima hołdowała odwiecznym tradycjom swojego narodu.
Rzadko wychodziła z domu i nigdy nie pokazałaby się mężczyznie z
odkrytą twarzą. Kiedy zaczęła pracować u Iva Krensky'ego, namawiał
ją, a nawet usiłował przekupić, żeby występowała na przyjęciach,
które wydawał w willi dla ważnych i wpływowych gości, lecz Alima
grzecznie odmówiła. Krensky'ego irytowała  ciemnota'' Arabki,
ponieważ jednak bardzo cenił Hasana, a i ona sama znakomicie
radziła sobie z prowadzeniem domu, po pewnym czasie skapitulował.
Mieszkał w Maroku od lat, a mimo to nie pojmował zawiłości
arabskiego stylu życia. Był materialistą, człowiekiem samolubnym i w
jakiejś mierze umysłowo ograniczonym, bo określającym wszystko
wartością pieniądza. Tak to przynajmniej wyglądało. Nie wyznawał
żadnej religii i nie rozumiał istoty wiary, a ponieważ sądził, że
wszystko i wszystkich można kupić, bezustannie urażał ludzi, dla
których prawo Allacha było czymś najświętszym w życiu. Gdy
przebywał w domu, żona Hasana prowadziła kuchnię europejską.
Krensky nie przepadał za wymyślnymi potrawami i wolał proste,
zwykłe dania przyrządzane bez przypraw i sosów. Keirę natomiast
pociągały zawsze nowości i przyjeżdżając w odwiedziny, miała
ochotę na coś specjalnego, charakterystycznego dla sztuki kulinarnej
krajów Maghrebu. Tradycyjne kuchnie Maroka, Tunezji i Algerii były
do siebie podobne, miały bowiem ten sam rodowód i sięgały do
65
R S
prastarych zwyczajów ludów koczowniczych, zamieszkujących
niegdyś ten obszar.
Pamiętając żywe zainteresowanie Keiry i chcąc zrobić jej
przyjemność, Jasmin przygotowała na tę pierwszą kolację specjalne
dania. Na początek wniosła srebrną wazę z lekkim drobiowym
rosołkiem z ryżem. Alima nalała jej łyżkę i zamierzała dolać jeszcze
jedną, lecz Keira powstrzymała ją pospiesznie. Tak jak nauczono ją w
klinice, kontrolowała zawsze wielkość porcji i tempo jedzenia. Po-
winna jadać mało, za to często i o regularnych porach.
- Nie lubisz tego? - zmartwiła się Alima. Ani ona, ani Jasmin nie
miały pojęcia o jej problemach z jedzeniem, ale w tym względzie
Keira nie zamierzała niczego wyjaśniać. [ Pobierz całość w formacie PDF ]