[ Pobierz całość w formacie PDF ]

mordercy zawsze są czarujący!
Otrząsnęła się z tych rozważań i zwróciła do towarzysza:  Po co właściwie mi
pan o tym mówi?  spytała otwarcie.
 Bo nie wiem, czy powinienem o tych podejrzeniach mówić Sylvii  odrzekł po
prostu.
 Uważa pan, że ona nic nie podejrzewa?
 Jestem tego pewien. Powiedzieć jej?
 To trudna sprawa&
 Wyjątkowo trudna. Właśnie dlatego pomyślałem, że pani mogłaby mi pomóc.
Sylvia darzy panią wielką sympatią. Ona nie ma nikogo bliskiego w tej okolicy. Panią
polubiła od razu, sama mi to powiedziała. Co mam robić, łady Frances? Jeżeli Sylvii
powiem, przysporzy jej to zmartwień.
 Gdyby wiedziała, mogłaby może jakoś temu zaradzić  podsunęła Frankie.
 Wątpię. Na narkomana nikt nie ma wpływu, nawet najbliżsi i kochający.
 Nie ma więc nadziei&
 Ale to fakty. Są, oczywiście, sposoby. Gdyby tylko Henry zgodził się na terapię
odwykową, mamy tu niedaleko ośrodek. Prowadzi go doktor Nicholson.
 Ale on się pewnie nie zgodzi&
 Może by się zgodził, gdyby był w odpowiednim nastroju. Czasem narkomani,
kiedy opadną ich wyrzuty sumienia, chcą się leczyć i godzą się na wszystko. Jestem
przekonany, że Henry łatwiej dałby się przekonać do kuracji, gdyby sądził, że Sylvia o
niczym nie wie. Można by go wtedy szantażować, grożąc, ze się jej to ujawni. A jeśli
leczenie by się powiodło, mogłaby o niczym się nie dowiedzieć. Terapia mogłaby się
odbyć pod płaszczykiem leczenia załamania nerwowego lub czegoś w tym rodzaju.
 Dokąd miałby jechać na leczenie?
 Ten ośrodek, o którym wspomniałem, mieści się zaledwie trzy mile stąd, po
drugiej stronie osady. Prowadzi go Kanadyjczyk, doktor Nicholson. Inteligentny
człowiek, jestem przekonany, a poza tym dobrze się składa, bo Henry go lubi. Cśśś& !
Sylvia nadchodzi.
Pani Bassington ffrench przyłączyła się do nich.
 Namęczyliście się?
 Trzy sety. Wszystkie przegrałam  z rezygnacją rzekła Frankie.
 Broniła się pani świetnie  uprzejmie powiedział Roger.
 Nie mam siły na tenisa  rzekła Sylvia.  Musimy któregoś dnia zaprosić
Nicholsonów. Ona bardzo lubi grać. Co się stało?  spytała zauważywszy, że Frankie
i Roger wymieniają znaczące spojrzenia.
 Nic takiego. Zbieg okoliczności, właśnie opowiadałem Frances o Nicholsonach.
 Lepiej zwracałbyś się do Frankie po imieniu, jak ja  proponowała Sylvia. 
Czy to nie zastanawiające, że ilekroć mówimy o kimś lub czymś, ktoś inny za chwilę
robi to samo?
 To Kanadyjczycy, prawda?  zapytała Frankie.
 On tak. Ona chyba jest Angielką, ale nie jestem pewien. Zliczna i czarująca
istotka o przepięknych, smutnych oczach. Nie wiem dlaczego, ale myślę, że nie jest
bezgranicznie szczęśliwa. Takie życie musi być przygnębiające.
 Podobno on prowadzi coś w rodzaju sanatorium?
 Tak. Załamania nerwowe, narkomani. Z tego, co wiem, duże osiągnięcia. To
człowiek, który robi wrażenie.
 Lubisz go?
 Nie  odparła zwięzle Sylvia.  Nie lubię.  A po chwili dodała gwałtownie:
 Nie znoszę!
W chwilę pózniej pokazywała Frankie stojące na fortepianie zdjęcie uroczej
wielkookiej piękności.
 To właśnie Moira Nicholson. Fascynująca twarz, nieprawdaż? Przyjechał tu
kiedyś z naszymi przyjaciółmi człowiek, którego to zdjęcie wręcz zwaliło z nóg.
Strasznie chciał ją poznać.
 Roześmiała się.  Zaproszę ich jutro na kolację. Ciekawa jestem, jak ci się
spodoba.
 Ona?
 On. Jak ci mówiłam, nie lubię go, ale to pociągający mężczyzna.
W jej tonie było coś takiego, że Frankie spojrzała na nią bacznie, ale Sylvia
Bassington ffrench stała już tyłem do niej i wyjmowała z wazonu zwiędłe kwiaty.
Muszę pozbierać myśli, rzekła do siebie wieczorem Frankie rozczesując gęste,
ciemne włosy i szykując się do kolacji. A poza tym czas już najwyższy przeprowadzić
parę eksperymentów, dodała w myślach z determinacją. Czy Roger Bassington
ffrench był zabójcą, czy też nie?
Ten, kto chciał zgładzić Bobby ego, musiał mieć łatwy dostęp do morfiny. To
pasowało do Rogera Bassington ffrencha. Jego brat otrzymywał dostawy morfiny
pocztą, nic łatwiejszego jak przechwycić jedną przesyłkę i wykorzystać ją do
własnych celów.
 Ważne  napisała na kartce papieru.  1) Dowiedzieć się, gdzie Roger był
szesnastego, w dniu kiedy próbowano otruć Bobby ego.  To wydawało jej się łatwe.
 2) Pokazać fotografie zmarłego i zaobserwować reakcję. Zwrócić uwagę, czy R.
B. f. się przyzna, że był w Marchbolt tego dnia.
Była trochę niespokojna w związku z tą drugą sprawą. W ten sposób mogła się
zdemaskować. Ale przecież ta tragedia wydarzyła się w jej rodzinnym mieście, więc
rzuconą od niechcenia wzmiankę na ten temat można uznać za rzecz najnaturalniejszą
w świecie. Zgniotła swoje notatki i spaliła je.
Pierwszy punkt udało jej się zrealizować już przy kolacji.
 Wciąż mam wrażenie  powiedziała do Rogera  że gdzieś już się
spotkaliśmy. I to nie tak dawno. Czy przypadkiem nie widzieliśmy się na przyjęciu u
lady Shane w Claridges, szesnastego?
 To nie mogło być szesnastego  szybko powiedziała Sylvia.  Roger był
wtedy tutaj. Pamiętam, bo w tym dniu mieliśmy balik dla dzieci i nie wiem, jak
poradziłabym sobie bez niego.
Rzuciła mu spojrzenie pełne wdzięczności, a on odpowiedział jej uśmiechem.
 Mnie się nie wydaje, żebyśmy się przedtem spotkali  powiedział z namysłem [ Pobierz całość w formacie PDF ]