[ Pobierz całość w formacie PDF ]

- W co pani nie wierzy? %7łe pani ojciec i ja możemy mieć wspólnych znajomych?
Dziewczyna zarumieniła się.
- Niech pan nie udaje głupiego. Chodzi mi o to, że miał pan inne powody...
Odwróciła się do siostry.
- Dlaczego nic nie mówisz, Sheilo?
Sheila wzdrygnęła się.
- Czy... czy to w związku z Tonym Hawkerem?
- A dlaczego akurat w związku z nim? - odpowiedział pytaniem Poirot.
Sheila zarumieniła się i odeszła do innych gości.
- Nie lubię Tony'ego Hawkera! - wybuchnęła gwałtownie Pam Grant przyciszonym
głosem. - Ma w sobie coś... coś złowróżbnego... i ona też... mam na myśli panią
Larkin. Proszę im się teraz przyjrzeć.
Poirot spojrzał w ślad za jej wzrokiem.
Hawker nachylił głowę ku pani domu. Wydawało się, że ją pociesza. Pani Larkin na
chwilę podniosła głos.
- ...ale ja nie mogę czekać. Chcę dostać zaraz.
- Les femmes - odezwał się Poirot z uśmiechem - zawsze muszą mieć wszystko od
razu, prawda?
Pam Grant nie odpowiedziała. Z opuszczoną głową nerwowo skubała fałdy plisowanej
tweedowej spódnicy.
- Pani się krańcowo różni od siostry, mademoiselle - powiedział detektyw swobodnym
tonem.
Poderwała głowę, zniecierpliwiona banałami.
- Panie Poirot, co Tony dawał Sheili? - zapytała. - Co to jest, to co ją tak zmieniło?
Spojrzał jej prosto w oczy.
- Czy kiedykolwiek zażywała pani kokainę, panno Grant? - spytał.
Potrząsnęła głową.
- Nie! A więc o to chodzi? Kokaina? Ale czy to nie jest niebezpieczne?
Sheila Grant podeszła do nich z nowym kieliszkiem w ręku.
- Co jest niebezpieczne? - powiedziała.
- Rozmawiamy o skutkach zażywania narkotyków - odparł Poirot. - O powolnej
śmierci umysłu i ducha... o niszczeniu tego wszystkiego, co w człowieku jest
prawdziwe i wartościowe.
Sheila Grant wstrzymała dech. Zakołysała kieliszkiem, rozlewając napój na podłogę.
Tymczasem Poirot mówił dalej:
- Sądzę, że doktor Stoddart wyjaśnił pani dokładnie, co pociąga za sobą ta śmierć za
życia. Tak łatwo zacząć, a tak trudno skończyć. Ten, kto z premedytacją czerpie
korzyści z degradacji i cierpienia innych ludzi, jest wampirem żywiącym się ludzkim
ciałem i krwią.
Odwrócił się. Za plecami usłyszał głos Pam Grant, mówiący: "Sheila!" i szept, ledwie
dosłyszalny szept Sheili Grant:
- Manierka...
Herkules Poirot pożegnał się z panią Larkin i wyszedł do holu. Na stoliku, obok
szpicruty i czapki, leżała myśliwska manierka. Poirot podniósł ją. Widniały na niej
inicjały: AH,
a
a
T
T
n
n
s
s
F
F
f
f
o
o
D
D
r
r
P
P
m
m
Y
Y
e
e
Y
Y
r
r
B
B
2
2
.
.
B
B
A
A
Click here to buy
Click here to buy
w
w
m
m
w
w
o
o
w
w
c
c
.
.
.
.
A
A
Y
Y
B
B
Y
Y
B
B
r r
- Manierka Tony'ego jest pusta? - mruknął do siebie. Potrząsnął nią delikatnie. Nie
usłyszał bulgotu płynu.
Odkręcił nakrętkę.
Manierka Tony'ego Hawkera nie była pusta. Była pełna... pełna białego proszku...
VI
Herkules Poirot stał na tarasie domu lady Carmichael, błagalnie przekonując
dziewczynę.
- Pani jest bardzo młoda, mademoiselle. Wierzę, że nie wiedziała pani, nie zdawała
pani sobie sprawy z tego, co pani i pani siostry robicie. Jak klacze Diomedesa
żywiłyście się ludzkim mięsem.
Sheila wzdrygnęła się i zachlipała.
- Brzmi to straszliwie, tak pan to ujął. Ale to prawda! Nie zdawałam sobie z tego
sprawy aż do tego wieczoru w Londynie, kiedy doktor Stoddart ze mną rozmawiał.
Był taki poważny, taki szczery. Zrozumiałam wtedy, jakie to straszne, to co zrobiłam...
Przedtem myślałam, że to coś... coś jakby kieliszek po pracy. Coś, za co ludzie chętnie
zapłacą, ale co w gruncie rzeczy nie ma większego znaczenia.
- A teraz? - zapytał Herkules Poirot.
- Zrobię wszystko, co pan każe - odparła Sheila.
- Ja... porozmawiam z innymi. Doktor Stoddart pewnie nigdy już się do mnie nie
odezwie...
- Wprost przeciwnie - rzekł Poirot. - Zarówno doktor Stoddart, jak i ja jesteśmy
skłonni pomóc pani ze wszystkich sił w rozpoczęciu nowego życia. Może nam pani
zaufać. Ale jedną rzecz musimy załatwić - musimy zniszczyć pewną osobę, zniszczyć
całkowicie, a tylko pani i pani "siostry" możecie tego dokonać. Tylko i wyłącznie
wasze zeznania mogą doprowadzić do wyroku skazującego.
- Pan myśli o... moim ojcu?
- Nie o pani ojcu, mademoiselle. Czyż nie mówiłem pani, że Herkules Poirot wie
wszystko? Na policji bez trudu rozpoznano pani zdjęcie. Nazywa się pani Sheila Kelly i
jest pani notoryczną złodziejką okradającą sklepy, skazaną kilka lat temu na dom
poprawczy. Po zwolnieniu skontaktował się z panią człowiek tytułujący siebie
generałem Grantem i zaproponował pani objęcie tej posady... posady "córki".
Obiecywał mnóstwo pieniędzy, zabawy, rozrywki. Pani zaś miała jedynie pokazywać
"wąchadlo" znajomym, udając, że to kto inny je pani dostarczył. To samo się tyczy
pani "sióstr".
Przerwał na moment.
- Niestety, mademoiselle... tego człowieka należy zdemaskować i skazać. A potem...
- Potem?
Poirot zakaszlał i rzekł z uśmiechem:
- Zostanie pani poświęcona służbie bogom...
VII
Michael Stoddart patrzył na Poirota ze zdumieniem. - generał Grant? - wybąkał. -
Generał Grant? - Otóż, mon cher. Cała ta mise en scene* była, jak byś to powiedział,
"mocno fałszywa". Te posążki Buddy, te mosiądze z Benares, ten służący Hindus! No i
podagra! Podagra to przecież przeżytek. Cierpią na nią jeszcze bardziej podeszli w
latach panowie... ale nie ojcowie dziewiętnastoletnich córek.
Co więcej, sprawdziłem to. Wychodząc potknąłem się i oparłem o tę rzekomą chorą
nogę. Dżentelmen ów tak się przejął tym, co mówiłem, że nawet tego nie zauważył. O
a
a
T
T
n
n
s
s
F
F
f
f
o
o
D
D
r
r
P
P
m
m
Y
Y
e
e
Y
Y
r
r
B
B
2
2
.
.
B
B
A
A
Click here to buy
Click here to buy
w
w
m
m
w
w
o
o
w
w
c
c
.
.
.
.
A
A
Y
Y
B
B
Y
Y
B
B
r r
tak, fałszywy jest nasz generał, bardzo fałszywy. Tout de meme*, pomysł był wcale
dobry. Emerytowany generał po służbie w Indiach, dobrze znana karykaturalna postać
z chorą wątrobą i cholerycznym usposobieniem, osiedla się nie wśród innych
emerytowanych wojskowych, o nie, on sobie znajduje milieu* o wiele za drogie dla
przeciętnego emerytowanego żołnierza. Takie, gdzie jest wielu bogaczy, ludzi z
Londynu, gdzie ma znakomite pole do rozprowadzania towaru. A któż by podejrzewał
cztery żywe, atrakcyjne młode dziewczęta? Jeżeli cokolwiek wyjdzie na jaw, będą
uważane za ofiary, to pewnik!
- Co pan właściwie zamierzał, wybierając się do tego starego drania? Chciał mu pan
popędzić kota? [ Pobierz całość w formacie PDF ]