[ Pobierz całość w formacie PDF ]

 Panie Poirot, coś mi mówi, że pan ma już jakieś hipotezy w sprawie. Niech pan coś
zdradzi.
 Mam pewne przypuszczenia  powiedział powoli Poirot  ale jeszcze raczej
mgliste. Chciałbym najpierw usłyszeć pańskie podsumowanie.
 Dobrze. Jak wyliczyłem, trzy motywy wchodzą w grę: nienawiść, chciwość i
sprawa diamentów. Uporządkujmy wydarzenia chronologicznie. O wpół do czwartej rodzina
zbiera się u Simeona Lee, który rozmawia przez telefon tak, żeby wszyscy słyszeli, a potem
ich beszta, wyzywa i wyrzuca. Kładą uszy po sobie i wychodzą.
 Hilda Lee zostaje  przypomniał Poirot.
 Tak, na krótko. Następnie, koło szóstej, Alfred ma rozmowę z ojcem, nieprzyjemną
rozmowę. Alfred jest niezadowolony, że Harry powraca na dobre. Oczywiście Alfred mógłby
być naszym głównym podejrzanym, bo ma najsilniejszy motyw. Ale powróćmy do zdarzeń.
Po Alfredzie przychodzi arogancki Harry. On uzyskał to, na czym mu zależało, miejsce przy
ojcu. Ale przed spotkaniem z synami Simeon Lee stwierdził kradzież diamentów i zadzwonił
do mnie. O zniknięciu diamentów nie powiedział żadnemu z synów.
Dlaczego? Bo był całkowicie pewien, że żaden z nich nie ma z kradzieżą nic
wspólnego. Przypuszczam, że Simeon podejrzewał Horbury ego i jeszcze jedną osobę. I
wiem, co zamierzał zrobić. Zapowiedział kategorycznie, pamięta pan, że nie życzy sobie
żadnych odwiedzin w pokoju tego wieczoru. Dlaczego? Bo przygotowywał się na dwie inne
wizyty: moją i tej drugiej podejrzanej osoby od diamentów. Komuś kazał przyjść zaraz po
kolacji. Komu? Kto to mógł być? George Lee? Bardziej prawdopodobne, że jego żona. I
jeszcze jedna osoba pojawia się na scenie: Filar Estravados. Simeon pokazywał jej diamenty.
Powiedział, ile są warte. Skąd wiemy, że ta dziewczyna nie jest złodziejką? Niech pan
przypomni sobie te tajemnicze aluzje do niechlubnego postępowania jej ojca. Może był
zawodowym złodziejem i w końcu trafił za to do więzienia.
 Więc powiada pan  odezwał się wolno Poirot  na scenie pojawia się Pilar
Estravados&
 Tak, jako złodziejka. Nie ma innej możliwości. Mogła stracić głowę, gdy
zobaczyła, że wszystko się wydało. Rzuciła się na dziadka i&
 To jest możliwe, owszem&  zgadzał się bez przekonania Poirot, a Sugden
patrzył na niego przenikliwie.
 Ale pan widzi to inaczej, panie Poirot? Jakie są pańskie przypuszczenia?
 Ja powracam do mojego pytania o charakter ofiary. Jakim typem człowieka był
Simeon Lee?
 %7ładnych zagadek co do jego charakteru raczej nie ma.
 Więc niech mi pan powie, Sugden, co tutaj, w okolicy, było o nim wiadomo?
Inspektor gładził się po brodzie z powątpiewaniem. Wyglądał na zdezorientowanego.
 Ja właściwie nie jestem stąd. Pochodzę z Reeveshire, z sąsiedniego hrabstwa. Ale,
oczywiście, pan Lee był znany dość szeroko. Znałem go ze słyszenia.
 I co o nim mówiono?
 Miał opinię twardej sztuki bez skrupułów, mało kto miał o nim lepsze zdanie. Ale
też znany był z hojności. Trudno uwierzyć, że taki kutwa jak George Lee może być jego
synem.
 W tej rodzinie zaznaczają się dwie linie. Alfred, George i David są podobni do
matki. Oglądałem dziś rano portrety.
 Był bardzo popędliwy  inspektor Sugden powrócił do charakterystyki Simeona
Lee.  Za młodu, rzecz jasna, uganiał się za dziewczynami, pózniej zresztą też. Ale w razie
kłopotu nie skąpił grosza i zazwyczaj wydawał dziewuchę za mąż. %7łonę traktował zle,
łajdaczył się z innymi kobietami, zaniedbywał ją. Mówią, że umarła ze zgryzoty. To takie
pospolite określenie, ale chyba oddaje prawdę, bo ta kobieta była bardzo nieszczęśliwa.
Wiecznie chorowała i prawie nie wychodziła z domu. Bez wątpienia pan Lee miał dziwny
charakter. Był mściwy i pamiętliwy. Jeżeli ktoś zrobił mu coś złego, mógł być pewien, że
zemsta Simeona Lee dosięgnie go, choćby po wielu latach.
  Młyny boże mielą powoli, ale dokładnie  zamruczał Poirot.
 Boże! Raczej diabelskie!  rzucił wzburzony inspektor Sugden.  Nic bożego w
nim nie było. Można powiedzieć, że Simeon Lee zaprzedał duszę diabłu i cieszył się, że
zrobił dobry interes! A jaki był pyszny! Pyszny jak Lucyfer!
 Pyszny jak Lucyfer!  powtórzył Poirot.  Ciekawa sugestia jest w tym, co pan
mówi.
 Nie chce pan chyba powiedzieć, że Simeona Lee zamordowano, bo był pyszny? 
inspektor patrzył na Poirota nieco zdezorientowany.
 Chcę powiedzieć, że pewne cechy się dziedziczy. Synowie Simeona Lee pychę
przejęli po ojcu&
Urwał. Hilda Lee wyszła z domu i patrzyła na taras.
III
 Szukałam pana, panie Poirot.
Inspektor Sugden przeprosił i wszedł do budynku.
 Nie wiedziałam, że inspektor jest tutaj z panem. Myślałam, że rozmawia z Pilar.
Inspektor wygląda na miłego człowieka, jest uprzejmy.
 Chciała pani porozmawiać ze mną?
 Myślę, że pan może mi pomóc.
 Z wielką radością, madame.
 Jest pan bardzo inteligentnym człowiekiem, panie Poirot. Stwierdziłam to wczoraj
wieczorem. Pan szybko rozgryza trudne sprawy. Chciałabym, żeby pan zrozumiał problem
mojego męża.
 Tak, madame?
 Nie poszłabym z tą sprawą do inspektora Sugdena.
On by tego nie pojął. Ale pan na pewno zrozumie.
 Robi mi pani zaszczyt, madame.
 Mój mąż od dawna, właściwie przez wszystkie lata naszego małżeństwa jest
psychicznym kaleką.
 Ach!
 Ofiara urazu fizycznego doznaje bólu i wstrząsu, ale powoli dochodzi do siebie, w
miarę jak kości się zrastają, a rany goją. Rzadko pozostaje jakiś niedowład, częściej blizna,
lecz generalnie rzecz mija. Mój mąż, panie Poirot, doznał urazu psychicznego w wieku, gdy
jego odporność była jeszcze minimalna. Uwielbiał swoją matkę i patrzył na jej śmierć. Był
pewien, że za tę tragedię odpowiedzialność moralną ponosi ojciec. Przeżyty szok pozostawił
trwałe ślady w psychice Davida. Jego nienawiść do ojca nigdy nie wygasła. To ja
przekonałam męża, że powinniśmy przyjechać tu na Boże Narodzenie, w nadziei, że pojedna
się z ojcem. Pragnęłam tego ze względu na Davida, chciałam, by ta rana w jego psychice
wreszcie się zagoiła. Teraz widzę, że wizyta tutaj była błędem. Simeon Lee zabawiał się,
rozdrapując tę starą ranę. A było to& bardzo niebezpieczne&
 Czy pani chce mi powiedzieć, madame, że mąż pani zamordował swojego ojca?
 Chcę panu powiedzieć, że on to naprawdę mógł zrobić& I równocześnie
informuję, że tego nie uczynił! Gdy mordowano Simeona Lee, jego syn grał marsza [ Pobierz całość w formacie PDF ]