[ Pobierz całość w formacie PDF ]

drugim zaczęły wracać do Johnny'ego.
Dlatego, że istniał ktoś, kto chciał zwiększyć jego ból
i szaleństwo, w którym tkwił. Ktoś, komu zależało na
tym, żeby Johnny Midnight znienawidził Lacy Douglas
i więcej jej nie zobaczył. Ktoś, kto przez specjalnego
posłańca zaczął przysyłać mu podłużne, białe koperty...
70
ROZDZIAŁ SIÓDMY
Kto, do diabła, robi to wszystko? Kto?
Johnny Midnight z niechęcią pomyślał o nieznanym
człowieku, który za wszelką cenę stara się rozbudzić
w nim dawną nienawiść do Lacy, i sprawić, żeby
ponownie ją odtrącił.
Spoglądając na pożółkły wycinek prasowy leżący
na stole, Johnny westchnął głęboko. Wolałby już
chyba mieć amnezję, niż widzieć i odczuwać to, co
teraz.
Lacy zdradziła go i wyszła za mąż za Sama Douglasa.
Jeszcze przed ślubem porzuciła Johnny'ego i weszła
w środowisko bogaczy. Dokonała świadomego wyboru.
Poświęciła miłość dla luksusowego życia. Johnny pamię­
tał, że ten jeden, jedyny fakt zdecydował przed laty o jej
ostatecznym potępieniu.
Podłużna, biała koperta, którą obracał w ręku, nie
różniła się niczym od innych kopert. Zbliżył ją do światła.
Obejrzał uważnie pismo nadawcy. Jego nazwisko wypi­
sane było odręcznie drukowanymi, wielkimi literami.
Lekko drżącą ręką włożył do środka wyjęty uprzednio
wycinek prasowy i odłożył kopertę. Przyniósł teczkę,
postawił ją na łóżku i otworzył zamek. Potem wyjął
pokaźny plik identycznych kopert, popatrzył na nie przez
dłuższą chwilę i pod gumową opaskę, którą były ściąg­
nięte, wsunął ostatnio otrzymany list. Zamknął starannie
teczkę.
SZALEŃSTWO LACY
Nic dziwnego, że Lacy nie chciała rozmawiać z nim
o przeszłości. Na szczęście lub na nieszczęście, Johnny
miał tajemniczego, anonimowego sprzymierzeńca, który
mu ją wyjawiał.
Wycinek prasowy znajdujący się w ostatniej kopercie
przedstawiał fotografię Sama Douglasa pocieszającego
młodziutką dziewczynę, Lacy Miller, po wybuchu poża­
ru, w którym zginął jej ojciec. W stosunkach między
Johnnym a Lacy była to przełomowa chwila. Od tamtej
pory wszystko między zaczęło się psuć i ich drogi się
rozeszły.
Teczkę z anonimami Johnny wsunął do szafy i za­
mknął drzwi. Spodziewał się Lacy za niecałą godzinę.
Przed jej przyjściem musiał się uspokoić i całkowicie
opanować.
Popatrzył na kalendarz wiszący na ścianie. Niemal
wszystkie dni były na nim skreślone na czarno. Tylko
jedna data była obwiedziona czerwoną ramką.
Jutrzejsza.
Wzrok Johnny'ego zatrzymał się niżej, na widokó­
wce z Hawajów, którą przysłał mu Joshua Cameron.
Leżała na półeczce. Johnny wziął ją do ręki i po raz
trzeci odczytał pełen optymizmu krótki tekst skreślony
ręką przyjaciela.
Ze złością zgniótł kartkę i cisnął ją w stronę kosza na
śmieci. Zobaczywszy, że chybił, zaklął głośno. Zmięta
kulka potoczyła się aż pod okno.
Powinien cieszyć się szczęściem Joshui, lecz nie
potrafił. Był w zbyt ponurym nastroju.
Podszedł do okna i podniósł z ziemi zgniecioną
widokówkę. Wyprostował ją, a potem długo trzymał
w dłoniach, wpatrując się w charakterystyczne pismo
przyjaciela. Trudno mu było wyobrazić sobie Joshuę jako
szczęśliwego, świeżo upieczonego małżonka, który właś-
72
SZALEŃSTWO LACY
73
nie teraz spędza z żoną miodowy miesiąc. Jako człowie­
ka, który potrafi zarówno przebaczać, jak i kochać.
Johnny podniósł wzrok znad kartki i popatrzył w okno.
Przed nim rozciągał się piękny widok na zatokę. Żałował,
że nie czuł się na siłach, aby wziąć udział w weselu Joshui
i Honey. Lacy mówiła mu potem, że panna młoda była
ubrana w zieloną suknię, a pan młody miał muszkę
w identycznym kolorze.
Sanatorium, do którego przywieziono Johnny'ego
wprost ze szpitala, było malowniczo położone. Przypomi­
nało ośrodek rekreacyjny. Pacjenci mogli podziwiać
fontanny i wijące się alejki. Pielęgniarki nie nosiły
przepisowych strojów. Każdy z pacjentów miał własny,
odrębny apartament. Cały dom był jednak przesiąknięty
charakterystycznym szpitalnym zapachem, którego John­
ny nie znosił. Nadal czuł się tutaj jak w klatce. Był
skrępowany.
A teraz jeszcze był w okropnym nastroju. I nerwy miał
napięte do ostatnich granic.
Czy dlatego, że oczekiwał wizyty Lacy? Jej ostatniej
wizyty?
A może dlatego, że anonimowy list, który właśnie mu
doręczono, rozdrażnił go jeszcze bardziej niż wszystkie
poprzednie?
Musiał przyznać, że widok Lacy w ramionach Sama
nie sprawił mu przyjemności. Wręcz przeciwnie. Bardzo
go rozzłościł. Podobnie jak treść notatki znajdującej się
na pożółkłym wycinku gazety.
Było oczywiste, że Sam Douglas manipuluje dzien­
nikarzami. Wykorzystuje zarówno pożar, jak i nieszczęś­
cie młodej dziewczyny, która w ogniu straciła ojca, do
własnych politycznych celów. Myślał jedynie o kampanii
wyborczej.
Johnny wrócił myślami do anonimowych listów.
SZALEŃSTWO LACY
Niepokoiły go. Wyczuwał, że dzieje się coś niedobrego.
Kto, do diabła, przysyła mu bez przerwy te wstrętne
wycinki? Kto pragnie, żeby przypomniał sobie najgorsze
chwile swego życia? Komu zależy na stałym podsycaniu
jego nienawiści do Lacy? I w jakim celu to czyni?
Johnny czytał między wierszami. W anonimowej
korespondencji, którą otrzymywał, było coś złowiesz­
czego.
Ale o co chodzi?
Czyżby Lacy groziło jakieś niebezpieczeństwo?
A może ta kobieta naprawdę jest groźna i anonimowy
sprzymierzeniec ostrzega przed nią Johnny'ego? Lacy
odmówiła kategorycznie wszelkich rozmów na temat
przeszłości i jej własnych spraw. Johnny'emu pozo­
stawały więc tylko domysły.
Jeszcze raz spojrzał na kalendarz. Zatrzymał wzrok na
dacie obwiedzionej czerwoną ramką.
Jutro wróci wreszcie do domu.
Do pustego domu.
Dziś po raz ostatni zobaczy Lacy.
Znikała z jego życia. Na zawsze. Czemu jednak
fakt ten tak bardzo go martwił? Przecież stosunki
między nimi popsuły się wiele lat temu. Ostatnio
jednak znów uległ niezaprzeczalnemu urokowi tej [ Pobierz całość w formacie PDF ]