[ Pobierz całość w formacie PDF ]

Pellam odwzajemnił uśmiech.
Nazywam się Tom Sherman.  Uścisnęli sobie dłonie.
Moje nazwisko już pan chyba zna  odparł Pellam.
Owszem.
Czyli wrócił pan do Cleary  zauważył Pellam.  Słyszałem, że pan wyjechał.
Prywatne sprawy. Jak pan się czuje po tym drobnym wypadku?
Noga jest trochę sztywna, ale to wszystko.
Chciałem powiedzieć, że nie pociągniemy raczej pani Torrens do odpowiedzialności. Chyba że chce pan wnieść skargę...
Pellam pokręcił głową.  Nie. Zapłaciła rachunek za leczenie. Nie szukam łatwego zysku.
No cóż, myślę, że to uczciwe podejście, proszę pana. Rzadko się z tym spotykam. Czytałem w tygodniku  Time" o ludziach pozywających
innych o byle głupstwo. Pewna kobieta  widziałem to w telewizji  chyba w programie  Sześćdziesiąt minut", nie pamiętam. Ta kobieta
otworzyła pudełko płatków śniadaniowych i co znalazła? Zdechłą mysz. Pozwała firmę i dostała, no nie wiem, chyba z pół miliona dolarów. A
przecież jej nie zjadła, ani nic z tych rzeczy. Tylko ją zobaczyła. Mówiła, że pózniej przez rok śniły jej się myszy. To dopiero kit, co?
Aha. Tak w ogóle, szeryfie, chciałem pana o coś zapytać.
Tak?
Widziałem ten samochód, którym jezdził mój przyjaciel.
Pana przyjaciel? Ach, ten, który wysadził się w powietrze.
W karoserii są jednak otwory po kulach.
Otwory po kulach?  Szeryfowi nie drgnął ani jeden mięsień w jego szczupłych policzkach.  Wątpię, proszę pana.
Poluję, od kiedy skończyłem dwanaście lat  odparł Pellam.
Zbadaliśmy go naprawdę dokładnie i nie znalezliśmy żadnych śladów.
 Są dwa otwory  sprecyzował Pełłam.  Tuż obok baku. Twarz szeryfa pozostała nieruchoma.  Ach, ma pan na myśli te
otwory z tyłu? Mniej więcej metr od siebie?
35
5
Tak sądzę  odparł Pellam. Szeryf pokiwał głową.  Strażacy.
Co takiego?
Kiedy zjawili się na miejscu, samochód jeszcze płonął, a bagażnik był zamknięty. Użyli takiej piki, nie wiem dokładnie, jak to się nazywa,
wygląda jak długi pręt z hakiem na czubku, do wyważenia bagażnika. Zawsze tak postępują w przypadku płonącego samochodu. Otwierają, co
tylko się da. Mają mnóstwo świetnego sprzętu. Nożycami wycinają ludzi z rozbitych samochodów.
Aha.
Gdzie pan w ogóle widział ten samochód, proszę pana?
Przy autostradzie. Na złomowisku kilometr za miastem.
Szeryf spojrzał w dół, na swoje buty fachowo wypolerowane wazeliną.  Hm, szukałem pana między innymi po to, żeby powiedzieć panu jedną
rzecz. Chciałem zauważyć, że to, co pan teraz robi, to chyba nie jest najlepszy pomysł.
A co ja takiego robię?  spytał Pellam.
Wie pan, mam wrażenie, że nie może się pan pogodzić z myślą, iż pański znajomy zabił się, biorąc narkotyki, i usiłuje pan udowodnić, że było
inaczej.
Zledztwo potoczyło się tak błyskawicznie...
Słucham?
Dochodzenie koronera, policyjne śledztwo. To wszystko potoczyło się naprawdę błyskawicznie.
Niewzruszona, pozbawiona okularów przeciwsłonecznych twarz. Wolne skinienie głową.  Może jest pan przyzwyczajony do tempa pracy
miejskiej policji. My tu w Cleary nie mamy tysiąca zabójstw w roku, proszę pana. Od czasu do czasu zdarza się morderstwo albo wypadek i
wtedy szybko załatwiamy wszystkie formalności.
Rozumiem. Ale szczerze wątpię w to, aby mój przyjaciel zażywał narkotyki...
Panie Pellam, nie mamy tutaj archiwów z dowodami, jakie się widuje telewizji. Mamy jednak szafkę, w której przechowujemy akta spraw, i w tej
chwili leży w niej paczka owinięta w folię aluminiową, a w środku kilka uncji haszyszu. Wie pan, ja...
Ale...
Proszę pozwolić mi skończyć. Otóż, proszę pana, ja byłem w Wietnamie i w swoim czasie paliłem to i owo. Powinienem też dodać, że nie mam
nic przeciwko filmowcom ani panu czy też pańskiemu przyjacielowi. Mamy narkotyki, zapalniczkę, spalone poszycie... Sam pan widzi, na co to
wskazuje.
Nigdy nie słyszałem, żeby samochód wyleciał w powietrze tylko dlatego, że ktoś w pobliżu zapalił skręta.
Niech pan sobie przypomni tego czarnego komika, który podpalił się kilka lat temu.
Marty nie paliłby koki w samo południe na terenie parku stanowego.
Szeryf uśmiechnął się blado.  Tak? A gdzie by palił? Pellam nachylił się ku niemu. W oczach szeryfa mignął mu jakiś błysk, coś jakby
ostrożność.
Niech pan mnie wysłucha, szeryfie, a potem powie, co pan by o tym pomyślał, zgoda? Na mojej przyczepie ktoś wypisuje grozby. Potem mój
przyjaciel ginie w bardzo tajemniczych okolicznościach. Zaś po czterdziestu ośmiu godzinach miejsce, w którym zginął, jest zaorane, samochód
sprzedany na złom, a gość, który wynajął go mojemu przyjacielowi, wyjeżdża do Miami.
Do Clearwater. Fred Sillman co roku jezdzi do Clearwater.
Prawdę mówiąc, mam w dupie jego urlopowe zwyczaje. Mój przyjaciel nie zginął w sposób, o jaki się go obwinia. I jeśli pan nie zamierza się
dowiedzieć, jak do tego doszło, sam się tego dowiem. To wszystko.
Zrobiliśmy, co do nas należy, proszę pana. Dowiedzieliśmy się o pańskim przyjacielu czegoś, co nie jest miłe. Przykro mi z jego powodu i żałuję,
że stracił pan pracę, ale przedłużanie pańskiego pobytu w Cleary niczego nie zmieni.
Każe mi pan wyjechać z miasta?
Oczywiście, że nie. Ma pan prawo przebywać w naszym miasteczku, zwiedzać je, do diabła, może pan nawet kupić tutaj dom  jak rozumiem,
dość dobrze zna pan naszą agentkę od nieruchomości. Mówię tylko, że nie ma pan prawa bawić się w policjanta. I jeśli zacznie pan niepokoić
ludzi, będę musiał interweniować.
Zapamiętam sobie pańskie ostrzeżenie.  Pellam spróbował się uśmiechnąć. Bez powodzenia. Lepiej wyszło mu pożegnanie:  Miłego dnia,
proszę pana.
*
Wexell Ambler wybierał się z wizytą do swojej kochanki.
Wyszedł z domu  oficjalnie na zebranie  i pomaszerował do wielkiego cadillaca zaparkowanego na podjezdzie w kształcie litery U. Nie mógł
się doczekać chwili, gdy znajdzie się wraz z nią w jacuzzi na przeszklonym tarasie swojego domu w pobliskim Claverack w stanie Nowy Jork,
skąd będą mogli spoglądać na majaczące w oddali Catskill Mountains, o tej porze roku cudownie spłowiałe. Nie mógł się też doczekać świeżej
kawy i smaku jej potraw.
Myślał o tym, że będą się powoli kochać w gorącej wannie albo na ogromnym łóżku z wysokim drewnianym zagłówkiem, które jej kupił po tym,
jak powiedziała, iż podobają jej się jego proste linie. Dziwna z niej była kobieta. Często je ze sobą porównywał, swoją byłą żonę i obecną [ Pobierz całość w formacie PDF ]