[ Pobierz całość w formacie PDF ]

ś
miesznej małpki? Co sobie w
ogóle wyobrażasz? Jedziesz
wynajętym powozem po trakcie
królewskim półnaga, z
rozpuszczonymi włosami! Koniec
końców okazuje się, żeśnic
innego jak zwykły wyciruch!
Szarpną ł ją za przegub i
upadła na ziemię.
- Zostaw mnie! - krzyknęła. -
Nie masz prawa mnie dotykaćani
mówićdo mnie! Jesteśohydnym
mordercą , zbójem, i władze o
tym wiedzą . Cała Kornwalia wie
o tym. Skończyło się twoje
panowanie, wuju Joss. Byłam
dziśw Launceston, żeby cię
zadenuncjować
.

ród grupy mężczyzn wybuchła
wrzawa. Zacieś
nili koło,
krzyczą c, zadają c jej pytania,
ale Joss Merlyn ich odepchną ł.
- Odstą pcie, durnie! -
zagrzmiał. - Nie widzicie, że
kłamstwami chce uratowaćwłasną
skórę? Jak może mnie
zadenuncjować kiedy nic nie
,
wie? Mowy nie ma, żeby przeszła
piechotą jedenaś
cie mil do
Launceston. Spójrzcie na jej
nogi. Była gdzieśz mężczyzną ,
który odesłał ją powozem, kiedy
miał doś .
ć Wstawaj! Albo
chcesz, żebym wytarzał ci nos w
błocie?
Nowym szarpnięciem postawił
ją na nogi i trzymał przy
sobie. Potem wskazał na niebo,
gdzie czarne chmury
rozpierzchły się umykają c przed
porywistym wiatrem i zalś
niła
wilgotna gwiazda.
- Spójrzcie! - rykną ł. -
Wypogadza się, deszcz odchodzi
na wschód. Wichura nie ustanie,
a za sześ
ćgodzin na wybrzeżu
zamigocze wietrzny szary ś
wit.
Nie marnujmy czasu. Wez swego
konia, Harry, i zaprzęż go do
powozu. W powozie zmieś
ci się
nas sześ
cioro. Przyprowadz też
ze stajni kuca z wozem, bydlak
od tygodnia nic nie robił. No,
wy, lenie zapijaczone, nie
chcecie poczućw rękach srebra
i złota? Cały tydzień
przeleżałem ogłupiały jak
wieprz, a dzisiaj przysięgam na
Boga, czuję się jak nowo
narodzone dziecko i chcę znów
się znalezćna wybrzeżu. Kto
rusza ze mną drogą na
Camelford?
Odpowiedziały mu okrzyki
kilkunastu głosów, ręce
podniosły się do góry. Jeden z
mężczyzn zaczą ł ś
piewaćcoś
ochryple, wywijają c butelką nad
głową i chwieją c się na nogach,
potem zatoczył się i upadł
twarzą do rowu. Kramarz kopną ł
leżą cego, ten się nie poruszył.
Następnie kramarz chwycił konia
za uzdę, pocią gną ł go naprzód,
przekleństwami i biciem
zmuszają c do wspinania się na
strome zbocze, koła zaśpowozu
przejechały leżą cego mężczyznę,
który wymachują c przez chwilę
nogami niczym ranny zają c, z
krzykiem przerażenia i bólu
usiłował podnieś
ćsię z błota,
a potem znieruchomiał.
Mężczyzni pobiegli za
powozem, a Joss Merlyn stał
przez chwilę patrzą c na Mary z
głupawym, pijackim uś
miechem,
potem nagłym ruchem chwycił ją
za ramiona i pocią gną ł do
powozu, otwierają c znów
drzwiczki. Rzucił dziewczynę w
ką t siedzenia, wychylił się z
okna i rykną ł do kramarza, żeby
popędzał konia.
Okrzyk jego podjęli biegną cy
obok mężczyzni. Niektórzy
wskoczyli na stopień i uczepili
się okna, inni wspięli się na
pusty kozioł i zaczęli okładać
konia pałkami.
Rozdygotany, spocony z
przerażenia koń galopem wpadł
na szczyt wzgórza przy
akompaniamencie wrzasków pięciu
czy sześ
ciu szaleńców,
trzymają cych się za lejce.
"Jamajka" jarzyła się
ś
wiatłami, wszystkie drzwi były
otwarte, okna odsłonięte. Dom
wpatrywał się w noc niczym żywa
istota.
Oberżysta położył dłoń na
ustach Mary i popchną ł ją ,
przyciskają c do bocznej ś
cianki
powozu.
- Chcesz mnie zadenuncjować
,
tak? - spytał. - Chcesz nagadać
na mnie władzom, żebym zadyndał
na sznurku jak kot? Doskonale,
dam ci szansę. Będziesz stała
na brzegu, Mary, mają c wiatr od
morza prosto w twarz i będziesz
czekała na ś
wit i na przypływ.
Wiesz, co to znaczy, prawda?
Wiesz, doką d cię zabieram?
Patrzała na niego ze zgrozą ,
krew uciekła jej z twarzy.
Usiłowała przemówić ale on
,
wcią ż zatykał jej usta ręką .
- Myś
lisz, że się mnie nie
boisz? - powiedział. - Szydzisz
ze mnie, ty sekutnico z ładną
twarzyczką i małpimi oczkami.
Tak, jestem pijany, jestem
pijany jak król i dla mnie
niech się zawali niebo i
ziemia. Jedziemy dziśw glorii,
wszyscy jak tu jesteś
my, może
po raz ostatni, a ty jedziesz z
nami, Mary, na wybrzeże...
Odwrócił się, krzykną ł cośdo
towarzyszy, koń spłoszony
krzykiem ruszył znów z kopyta,
cią gną c za sobą powóz, i
ś
wiatła "Jamajki" znikły w
mroku.
Rozdział XI
Przeszło dwugodzinna jazda na
wybrzeże była istną męczarnią .
Mary posiniaczona i do głębi
wstrzą ś
nięta doznanym
traktowaniem, leżała w ką cie
powozu, nie dbają c już o to, co
się z nią stanie. Harry kramarz
i dwóch innych mężczyzn
wepchnęło się za wujem,
zatruwają c od razu powietrze
odorem tytoniu, alkoholu i
brudnych spoconych ciał.
Joss Merlyn wprawił nie tylko [ Pobierz całość w formacie PDF ]