[ Pobierz całość w formacie PDF ]

podwędzoną w piekarni.
 Przynieś chleba, jeśli jesteście głodni!  krzyknął do Józefiny znikającej za zakrętem
drogi.
IX
Major, dokończywszy bułeczkę, odszedł kawałek w oczekiwaniu na Józefinę. Nagle dostrzegł
na horyzoncie dwie niebieskie czapki zmierzające w jego stronę.
Popędził, a raczej poleciał  z profilu można było uznać, że ma pięć nóg  i dopadł do
samochodu. Pała, oparty o drzewo, patrzył gdzieś tam podśpiewując.
 Do roboty!  zarządził Major.  Zrąb to drzewo. Masz tu klucz francuski.
Pała starannie zapiął swoje gdzieś tam i odruchowo usłuchał.
Zrąbawszy drzewo zaczął je ciąć na polana zgodnie ze wskazówkami Majora.
Liście ukryli w jamie, ą samochód przekształcili w mieleż do wypalania węgla drzewnego,
który uszczelnili przy pomocy ziemi z jamy. Na samym czubku Pała położył żarzący się
węgielek z Seraju, z którego wydobywał się pachnący dym.
Major poczernił węglem twarz swoją i Pały i zmiął na sobie ubranie.
Pora była najwyższa, bo nadchodzili żandarmi. Major drżał.
 Jak tam?  zapytał grubszy.
 Pracuje się?  dodał drugi.
 Ano!  odrzekł Major z węglarskim akcentem.
 Aadnie pachnie to wasze drewno!  powiedział grubszy.
 Co to takiego?  zapytał drugi.  Pachnie kurwą  dodał z porozumiewawczym
uśmieszkiem.
 To sandałowiec i kamforowiec  wyjaśnił Pała.
 Dobre na trypra?  rzucił grubszy.
 Ha, ha!  zaśmiał się drugi.
 Ha, ha!  zaśmiali się podniesieni na duchu Pała i Major.
 Trzeba dać znać Przedsiębiorstwu Dróg i Mostów, żeby zrobiło objazd  stwierdził
pierwszy żandarm  bo samochody na pewno wam przeszkadzają.
 Tak, trzeba to zrobić  powiedział drugi.  Samochody na pewno wam przeszkadzają.
 Z góry dziękujemy!  zawołał Major.
 Do widzenia!  odkrzyknęli dwaj żandarmi odchodząc.
Pała i Major rzucili im dzwięczne  do widzenia" i gdy tylko znalezli się sami zabrali się do
dzieła zniszczenia niby-mieleża.
Spotkała ich niemiła niespodzianka, bo stwierdzili, że w środku nie ma samochodu.
 Jak to się stało?  zapytał Pała.
 Pojęcia nie mam!  zawołał Major.  To mnie w pewnym sensie przerasta.
 Jesteś pewien, że to Renault?  zapytał Pała.
 Tak  powiedział Major.  Też już o tym myślałem. Gdyby to był Ford, można by
zrozumieć. Ale to jest na pewno Renault.
 Ale rocznik 1927?
 Owszem!  przyznał Major.
 To wszystko wyjaśnia  powiedział Pała.  Spójrz.
Odwrócili się i spostrzegli Renault skubiące trawkę pod jabłonką.
 Jak to auto tam dotarło?  zapytał Major.
 Wydrążyło tunel. Samochód mojego ojca za każdym razem gdy go przysypywano ziemią
zachowywał się podobnie.
 Czy twój ojciec często to robił?  zapytał Major.
 Och! Od czasu do czasu... Prawdę mówiąc, nie za często.
 Aha!  rzucił Major podejrzliwie.
 To był Ford  wyjaśnił Pała.
Zostawili samochód i zabrali się do sprzątania drogi.
Już prawie kończyli, gdy Pała ujrzał jak Major gdzieś się wpatrując rozpłaszcza się w trawie,
dając mu znaki, by był cicho.
 Kura!  szepnął.
Nagle rozkurczył się gwałtownie i jak długi padł do rowu pełnego wody, prosto na kurę. Ta
zanurkowała, zrobiła kilka ruchów w stylu klasycznym i umknęła gdacząc bez końca. Da Rui
uczył je również pływania pod wodą.
Dokładnie w tym momencie pojawił się mechanik.
Major otrząsnął się, podał mu mokrą rękę i powiedział:
 Jestem Major. A pan nie jest chyba żandarmem?
 Bardzo mi miło  powiedział tamten.  To magneto?
 Skąd pan wie?  zapytał Major.
 To jedyna część zapasowa, której nie mam  rzekł mechanik.  Stąd wiem.
 Nie  powiedział Major  to filtr oleju.
 W takim razie będę mógł wstawić panu nowe magneto  powiedział mechanik.  Na
wszelki wypadek wziąłem ze sobą trzy. Ha, ha! Zrobiłem pana na szaro, co?
 Biorę je  rzekł Major.  Dawaj pan.
 Ale dwa nie działają...
 Nie szkodzi  uciął Major.
 A trzecie jest połamane...
 Tym lepiej!  zawołał Major.  Lecz w tych warunkach zapłacę panu...
 Piętnaście setek!  rzekł mechanik.  Przy montażu trzeba...
 Wiem!  powiedział Major.  Możesz mu zapłacić, Józefino?
Uczyniła to. Zostało jej tysiąc franków.
 Dziękuję!  powiedział Major.
I odwrócił się plecami do mężczyzny, by udać się po samochód. Przyprowadził go i otworzył
maskę.
Magneto było pełne trawy. Opróżnił je czubkiem noża.
 Odwieziecie mnie?  zapytał mechanik.
 Chętnie!  zawołał Major.  Należy się tysiąc franków, płatne z góry.
 To niedrogo  rzekł mechanik.  Proszę bardzo! Major bez słowa schował pieniądze do
kieszeni.
 Wsiadaj pan!  rzekł.
Wsiedli wszyscy i motor wystartował od pierwszego kopnięcia. Trzeba było pójść go
poszukać i wstawić na miejsce, i tym razem Major nie zapomniał zamknąć maski.
Dojechawszy do warsztatu mechanika samochód stanął i ani drgnął.
 To na pewno magneto  powiedział mechanik.  Wsadzimy któreś z tych moich.
Dokonał reperacji.
 Ile jestem panu winien?  zapytał Major.
 Och, proszę!... Nie ma o czym mówić!... Stał tuż przed samochodem.
Major wcisnął sprzęgło, przejechał go i ruszyli w dalszą drogę.
Nadal bocznymi drogami dojechali w rejon Poitiers, Angouleme, Chatellereault i pobłąkali się
trochę po okolicach Bordeaux. Strach przed żandarmami ściągał w dół wdzięczne rysy
Majora, a jego humor darł się na strzępy.
W Montmoreau przestraszyli się blokady policyjnej. Dzięki teleskopowi Major uniknął jej o [ Pobierz całość w formacie PDF ]