[ Pobierz całość w formacie PDF ]

na wszelkie wyrzeczenia, Essentielle podążała z nimi ku nieuchronnemu
rozwiązaniu.
Choć nie miała ochoty na podstępy, musiała odciągnąć uwagę
towarzyszy, by nie zdziwili się faktem, że ma klucz. Nie było to zresztą
trudne, bo przejęci oczekiwaniem całkiem potracili głowy. Skorzystała z tego,
by pobiec pierwsza do uczonego i włożyć do sztucznego mózgu brakującą
cząstkę. Nie czekając aż się zbudzi, zbiegła do jadalni, gdzie Olga zbierała
siły, nim stanie przed ukochanym Grigorijem.
Razem weszli na wiodące do sypialni schody. Wyglądali, jakby szli
złożyć hołd zmarłemu, tak zmienione mieli twarze i oczy rozszerzone z
napięcia.
Uczony, już ubrany w czerwony szlafrok, przeglądał grube tomisko,
stojąc przy biurku niesprzątanym od tak dawna, że przewracanie stron
wzbijało w powietrze kłęby kurzu. Chyba nie usłyszał, że ktoś wszedł do
pokoju. Akania, których Olga z Fiodorem nie potrafili pohamować, nie
przyciągały jego uwagi. Czytał: pożerając oczyma linijki druku, zasiadł przy
biurku i, jak miał w zwyczaju, ukrył głowę w dłoniach.
Przycupnąwszy z boku, Essentielle czekała. Jej zapłakani towarzysze
zachęcali się wzajemnie, by podejść do naukowca. Wreszcie Olga dotknęła
jego ramienia i uczony się odwrócił. Nagła bliskość czyjejś twarzy musiała go
zirytować, bo mruknął coś nieprzyjemnego. Mimo wszystko zaciekawiony, ze
strapioną miną rozejrzał się po pokoju.
Był w nim młodzieniec o bardzo szlachetnym i bardzo smutnym
wyglądzie, który zdawał się badać go wzrokiem. Była też twarz, która chwilę
wcześniej wyrosła obok, całkiem zresztą ładna, i stanowiąca teraz zwień-
czenie kobiecego ciała, jakie z pewnością przynosiło szczęście kochającemu
je mężczyznę. Młodzieniec wypchnął przed siebie zalaną łzami towarzyszkę,
która zaczęła coś długo opowiadać, tak długo, że badacza rozbolała głowa.
Opowiadała historię, w której bez przerwy powracali rozdzieleni narzeczem i
odnalezieni ojcowie... Do diabła! Nużyły go jęki tych ludzi! Odciągały od
pracy!... Odważyli się nawet chwytać go za ręce, potrząsać nimi, tulić się don
z niedopuszczalną zażyłością, nazywać ojcem i mężem, obsypywać
pocałunkami!
Dlaczego jednak młodzian jest tak smutny? Czemu, ilekroć wzrok
uczonego spotyka jego głębokie spojrzenie, całe ciało przeszywa mu dreszcz,
którego nazwać nie potrafi? Chciałby coś dlań zrobić... tylko co? Może
pogłaskać po głowie... nie bardzo wie jak. Pokazać mu książki, zachęcić do
lektury?... Nie, wpierw sam musi się tyle nauczyć. Tymczasem zaczyna się
zle czuć, też zbiera mu się na płacz, lecz się powstrzymuje. Przede wszystkim
trzeba pozbyć się natrętów.
Jego twarz nabrała sinawego odcienia, typowego dla ludzi nerwowych,
próbujących się opanować. W obronie przed najezdzcami macha długimi
rękoma, którym rękawy czerwonego szlafroka nadają daremnego majestatu.
Aapczywie rozgląda się za czymś, co wyzwoliłoby go od koszmaru,
przywróciło porządek.
Nagle spostrzega Essentielle, skuloną w ciemnym kącie i czekającą
pokornie, aż rozstrzygnie się jej los. Uczony wzdryga się, mruży błękitne
oczy, w których tańczą miedziane błyski. Usiłuje sobie przypomnieć. Pod
sklepieniem hełmu nastaje wielkie ożywienie, wzruszone myśli krążą w
kółko, po raz pierwszy przemierzając metalowe ścieżki. Zderzają się,
zaczepiają o siebie, plączą, i konfuzję tę widać w mglistym spojrzeniu
badacza. Oswojenie ich i pobudzenie wspomnień zajmie więcej czasu niż
rozwiązanie zadania z fizyki, lecz oto pamięć wraca, wszystko jaśnieje i się
uspokaja, Essentielle zostaje rozpoznana.
Z nową siłą właściciel miedzianego hełmu zdecydowanym ruchem
odsuwa obcych i rusza w stronę żony, drżącej istotki,  jedynej osoby, o której
dobrze wie, że doń należy. Na pewno go ochroni, sprawi, że znów zapanuje
błogosławiona cisza, która pozwoli mu zagłębić się w pracy, na długo, bardzo
długo, aż do końca ich dni .
I gdy tak sobie myśli, chwiejnym krokiem sunąc ku Essentielle z
wyciągniętymi ramionami, niecierpliwymi, by ją objąć, z wolna na twarz
wpływa mu po raz pierwszy piękny uśmiech. [ Pobierz całość w formacie PDF ]