[ Pobierz całość w formacie PDF ]

pewnie dlatego od wielu setek lat uważano, że ma magiczną moc. Wedle tradycji alrauna
wyrasta tylko pod szubienicą. Wierzenia mówią, że zapewnia powodzenie i bogactwo,
ale również może spowodować nagłą śmierć właściciela. Noszono ją też jako amulet
szczęścia.
- Co miałby oznaczać ten korzonek na grobie kapitana Moe?
- Nie mam pojęcia. Pewnie nic szczególnego, ale któż to wie? - rzekł Tor i nieoczekiwanie
zawołał: - Popatrz, Kari! Czy to nie sam lensmann tak pędzi?
W naszym kierunku zbliżały się dwa auta. Pierwsze i nich prowadził Magnussen, który z
uporem naciskał klakson. Po chwili samochody zatrzymały się niedaleko nas z piskiem
opon.
- Coś się musiało wydarzyć.
89
ROZDZIAA VIII
Niestety, przerwano mi krótką, ale jakże sympatyczną rozmowę z Torem. Od razu też
powróciły strach i niepewność, spotęgowane przez nieustanne trąbienie klaksonu.
Z okien auta wystawały głowy: z jednego Erika, z drugiego głowa Terjego. Drugi, jadący z
tyłu samochód, nie był nam znany. Gdy oba zatrzymały się gwałtownie, zorientowaliśmy
się, że stojący z tyłu wóz pochodził z zupełnie innej części kraju.
- Nareszcie! - krzyknął lensmann. - Kari, wydzwaniam do ciebie od kilku godzin, a ty jak
na złość znikasz bez wieści Chwała Bogu, że tylko spacerujecie, bo bałem się już, że
poszliście do lasu i zgubiliście drogę. Wskakujcie szybko do samochodu. Mam tu dla was
niespodziankę! Właśnie zgłosili się państwo, których poszukiwałem za pośrednictwem
prasy. Wybieramy się razem na miejsce wypadku.
Tor udał się pieszo do moich rodziców po swój samochód, ja zaś zajęłam miejsce w
aucie lensmanna, sadowiąc się z tyłu pomiędzy Erikiem i Terjem. Obaj chłopcy byli tak
podekscytowani, że prawie od razu mnie zakrzyczeli.
- Tylko poczekaj, Kari! Nawet się nie spodziewasz, co odkryliśmy!
Zatrzymaliśmy się w miejscu, gdzie zostałam potrącona przez nieznany samochód. Gdy
wysiadłam, od strony miasteczka właśnie nadjeżdżał Tor. Drogę do domu moich rodziców
musiał pokonać w iście sprinterskim tempie, gdyż od rozstania minęło zaledwie kilka
minut.
Dopiero teraz mogłam przyjrzeć się pasażerom drugiego auta.
Była to dość dziwna para. Mężczyzna prezentował się nienagannie: był wysoki i
postawny, ubrany w elegancki garnitur w ciemnobrązową krateczkę, gustowny krawat w
kropki i skórzane, brązowe buty. Jego uśmiechnięte, żywe oczy z ciekawością spoglądały
na obecnych. Policzki i dłonie miał usiane piegami, co zdecydowanie dodawało mu
uroku. Na głowie mierzwiła się ruda czupryna. Pierwsza rzecz, na którą zwróciłam uwagę
u jego partnerki, to paznokcie pomalowane łuszczącym się, krwistoczerwonym lakierem.
Kobieta miała pomarszczoną cerę, z bezbarwnych ust wyzierały poszarzałe zęby, a
niekorzystne wrażenie pogłębiała czarna garsonka, która nie mogła ukryć zbyt
przysadzistej figury. Cienkie włosy kobiety opadały w nieładzie na ramiona.
Oboje od razu grzecznie się przywitali. Sprawiali wrażenie sympatycznych ludzi.
Lensmann bez zbędnych wstępów zwrócił się do mnie z pytaniem:
- Kari, czy poznajesz tych państwa?
90
- Nie - powiedziałam bez wahania.
Kobieta uniosła ze zdumieniem brwi.
- Coś takiego! Słyszałeś, kochanie? Ta młoda dama nas nie poznaje!
W głosie kobiety zabrzmiała jakby nutka pretensji.
- Panie lensmannie, to bez wątpienia ta sama dziewczyna - stwierdził stanowczo
mężczyzna.
Magnussen przyglądał się nam przez chwilę, po czym rozpoczął prezentację. Jednak
nazwisko, które nosiło małżeństwo - Gressvik - nic mi nie mówiło.
- Pani Gressvik, czy może pani raz jeszcze szczegółowo opowiedzieć, co wydarzyło się
w tym miejscu ósmego kwietnia? Tak jak przypuszczaliśmy, panna Land niczego sobie
nie przypomina.
- Panno Land, to właśnie my wyciągnęliśmy panią z rowu...
- Bardzo proszę od samego początku - nakazał Magnussen.
- No właśnie. Tego dnia przyjechaliśmy do szpitala, gdyż czekała mnie tu poważna
operacja. Trochę się tu pogubiliśmy i utknęliśmy w tym paskudnym wykopie. Przez
chwilę zastanawialiśmy się, jak się z niego wydostać. Wreszcie udało się nam wypchnąć
auto z piachu. Błądziliśmy po okolicy, szukając drogi do szpitala, i wtedy spostrzegliśmy
tę panienkę na rowerze. Jechała przed nami. Zdecydowałam, że spytamy ją o drogę.
Nacisnęliśmy na hamulec, ale dziewczyna się nie zatrzymała, a ponieważ było bardzo [ Pobierz całość w formacie PDF ]