[ Pobierz całość w formacie PDF ]

na nowy samochód. Nie po tym, co jej powiedział Clifford Harriman. Chciała
jeszcze coś powiedzieć, żeby ułagodzić gniew Louisa, ale nie było teraz na to
czasu. Wieczorem wszystko się wyjaśni.
Weszła do domu i założyła ciemne okulary. Szkoda, że wcześniej o tym nie
pomyślała. Jakoś się osłoni, w końcu Marilee nie miała w oczach aparatu
rentgenowskiego.
Wracając na taras usłyszała trzaśniecie drzwiczek i pisk opon. Samochód
wracał do salonu sprzedaży. Przez moment stała w cieniu lodżii, wdychając
głęboko powietrze. Napełnić płuca i powoli wypuścić. Raz... dwa... trzy... Już.
Udało jej się przybrać wyraz beztroski. Nieszczęsna scena była już poza nią.
Mogła znów stawić czoło Marilee.
- W domu wszystko w porządku? - spytała dziennikarka Tamarę, gdy ta
usiadła.
- Tak, świetnie.
- Esperanza przyniosła nam napoje. Twój jest tu, koło leżaka. To całkiem
miła dziewczyna, jak się przebić przez tę jej bierność. Porozmawiałyśmy sobie
miło.
Oho, pomyślała Tamara, a instynkt nakazał ostrożność.
- Dowiedziałaś się czegoś ciekawego?
- Nie tyle, ile chciałabym - uśmiechnęła się Marilee.
Tamara sięgnęła po swoją szklankę i łyknęła. Herbata była zbyt mocna i zbyt
gorzka, ale opanowała skrzywienie.
- Grasz ze mną, Marilee - powiedziała leniwym tonem, odstawiając szklankę.
- Dlaczego nie powiedziałaś nic o mojej nominacji?
- Słyszałaś?
- Louie właśnie mi powiedział - uśmiechnęła się słodko. - To dlatego
chciałaś, żebym wystąpiła w twoim programie. Jako kandydatka do Oscara.
- No, tak - przyznała. - Ale mówiąc dokładniej, to dlatego O.T; chce, żebyś
wystąpiła. Jest to doskonały sposób na reklamę filmu. A teraz... - Sprawdziła
notatki, ustawiła swój zatruty ołówek i popatrzyła Tamarze wprost w oczy.
-  Ogień i krew" jest twoim pierwszym barwnym filmem. Jak ci się
podobało, gdy zobaczyłaś się w kolorze po raz pierwszy?
Pytania następowały jedno po drugim:
- Wiem, że wszystkie twoje filmy reżyseruje mąż, ale gdyby go tu nie było,
kogo byś wybrała?...
- Zawsze ubierasz się na biało lub w pastelowe kolory. Czy to twój własny
styl, czy wytwórnia zdecydowała za ciebie?...
- Kogo wolisz całować, Clarka Gable czy Errola Flyn-na?...
- Czy uważasz, że Roosevelt dobrze rządzi tym krajem? Tamara słuchała i
odpowiadała tak szczerze, jak pytania na to pozwalały. Obejmowały zakres od
filmów do polityki w dziedzinie, w której O.T. ją od czasu do czasu
podkształcał, żeby reprezentowała bardzo. umiarkowane poglądy, starając się
nie zrażać do siebie zbyt wielu wielbicieli. Pytania płynęły nieprzerwanie i
kiedy Esperanza przyczłapała do nich tym swoim charakterystycznym,
niespiesznym krokiem, Tamara wdzięczna była za przerwę.
Twarz Esperanzy była nieprzenikniona, jak zawsze.
 Tu policjant do pani, senora.
- Policjant? - Tamara zsunęła okulary przeciwsłoneczne i zmarszczyła brwi. -
Powiedział, czego chce?
- Nie, senora - Esperanza wzruszyła ramionami. - Nic mi nie mówi.
- Lepiej pójdę do niego i dowiem się - powiedziała Tamara do Marilee. -
Przepraszam, chyba jesteśmy dziś skazane na ciągłe przeszkody. Zaraz wrócę.
Marilee kiwnęła głową i patrzyła, jak Tamara spiesznie odchodzi. Chciała z
powrotem usiąść, ale instynkt reporterski kazał jej wstać i dyskretnie iść za nią
w pewnej odległości.
Tamara podeszła do przystojnego policjanta w mundurze, z granatową
czapką w ręku.
- Pan chciał się ze mną widzieć?
- Tak jest. Jestem oficer West z Oddziału Policji w Los Angeles. Czy pani
jest właścicielką białego Packarda, kabrioletu?
Serce zaczęło jej walić jak młotem, ale zmusiła się do spokoju.
- Nie... to znaczy... tak, chyba tak... Mąż właśnie mi go dzisiaj kupił, ale ja
nie chciałam. Pojechał go oddać.
Twarz miał wciąż zwróconą w jej stronę, ale nie patrzył jej w oczy.
- Obawiam się, że miał wypadek. Złapała go za ramię.
- Nie! To niemożliwe!
- Przykro mi, proszę pani. Zgodnie z raportem naocznego świadka tuż przed
zakrętem dał się słyszeć huk i kierowca stracił panowanie nad samochodem.
Przerzuciło go na drugą stronę i... stoczył się do kanionu.
- Nie żyje! - krzyknęła, z oczami pełnymi strachu. - O, mój Boże! Nie żyje! -
zatkała uszy rękami i krzyknęła.
Zwiat zaczął się rozsypywać, wymykać spod kontroli i rozpryskiwać na
drobne kawałeczki. Wzniosła oczy w górę, zamrugała i zemdlała. Nim oficer
West schwycił ją i ułożył na ziemi, Marilee Rice popędziła do swego
samochodu. Umiała wykorzystać sensację.
Pogrzeb Louisa był wytworny. O.T. oddał do dyspozycji Tamary swoją
limuzynę z szoferem i towarzyszył jej wraz z Inge do synagogi.
Po przybyciu na miejsce przeżyli szok. Chorobliwie ciekawscy gapie ustawili
się po obu stronach ulicy, za barykadami w pośpiechu wzniesionymi przez
policję. Zjawili się dziennikarze wraz z setkami wielbicieli, aby choć przez
moment przyjrzeć się hollywoodzkim znakomitościom, żegnającym zmarłego.
Atmosfera była niemal karnawałowa. Uliczny sprzedawca lodów robił szybki
interes; tu i tam dało się zauważyć trzymane w ręku transparenty, czasem z
niezbyt przyzwoitymi napisami. Jeden z nich głosił:  Kochamy Cię Tamaro i
płaczemy wraz z Tobą". Innym, z napisem:  A jak ja ci się podobam?" -
powiewał zawzięcie jakiś młody człowiek. W chwili, gdy Tamara wysiadała z
samochodu, słychać było, jak przez tłum przemknęło wyszeptane cicho jej imię.
Błysnęły flesze i zaczęto nagrywać kronikę filmową. [ Pobierz całość w formacie PDF ]