[ Pobierz całość w formacie PDF ]

Kogo zabiłem z bliska? Pamiętam& Podeszliśmy do wioski, przez lornetę noktowizyjną
zauważyliśmy, że koło drzewa świeci latarenka, stoi karabin, a człowiek coś odkopuje.
Oddałem koledze automat, sam zbliżyłem się na odległość skoku i skoczyłem, podciąłem
mu nogi. %7łeby nie krzyczał, wcisnąłem mu czałmę w usta. Nie wzięliśmy ze sobą noża, za
ciężki do niesienia. Miałem nożyk do ostrzenia ołówków. Tamten już leżał& A ja
podniosłem mu brodę i poderżnąłem gardło. Po pierwszym zabitym& Jak po pierwszej
kobiecie& Wstrząs& Ale to szybko minęło. Mimo wszystko jestem chłopak ze wsi,
zarzynałem kury, kozy! Tak to wyglądało!
Zostałem starszym zwiadowcą. Wychodziliśmy zazwyczaj w nocy. Siedziało się z nożem za
drzewem& Tamci idą& Jeden z przodu, na czele patrolu  trzeba go unieszkodliwić.
Robiliśmy to po kolei& Wypadła kolej na mnie. Facet zrównał się ze mną, musiał jeszcze
troszkę mnie minąć, a wtedy ja skoczyłem od tyłu. Najważniejsze było, żeby złapać go
lewą ręką za głowę i podnieść do góry, żeby nie krzyknął. A prawą ręką  nóż w plecy&
Pod wątrobę& I przebić na wylot& Potem brałem& zdobyczny japoński nóż, długość
trzydzieści jeden centymetrów. Lekko wchodził w ciało. Tamten poszamotał się i upadał,
bez krzyku. Do tego się przywyka. Trudności były nie tyle psychiczne, ile techniczne. %7łeby
trafić w serce& Uczyliśmy się karate. Obezwładnić, związać& Znalezć bolesne punkty 
nos, uszy, miejsca nad powieką  i celnie uderzyć. %7łeby zadać cios nożem, trzeba wiedzieć
gdzie& Wdzieraliśmy się za duwał: dwóch pod drzwiami, dwóch na podwórzu, a reszta
obserwuje dom. Zabieraliśmy oczywiście to, co się nam podobało&
Kiedyś& Nerwy nie wytrzymały& Przeczesywaliśmy wioskę& Zazwyczaj otwiera się
wtedy drzwi i zanim wejdzie  wrzuca granat, żeby nie nadziać się na serię z automatu. Tak
jest pewniej, nie ma co ryzykować. Wrzuciłem granat i wchodzę, a tam leżą kobiety, dwóch
większych chłopców i jedno niemowlę. W jakimś pudełku& zamiast wózka&
Teraz, kiedy to wspominam& niedobrze mi się robi&
Chciałem być przyzwoity, ale na wojnie się nie da. Wróciłem do domu. Jestem niewidomy,
kula zniszczyła siatkówkę w obojgu oczach. Weszła lewą skronią, z prawej wyleciała.
Rozróżniam tylko światło i ciemność. Nie udało mi się zostać przyzwoitym człowiekiem.
Często nabieram ochoty, żeby przegryzć komuś gardło. A ja ich znam& tych, którym trzeba
przegryzć& Tych& którzy skąpią kamienia na groby naszych żołnierzy& którzy nie chcą
dawać mieszkań nam, inwalidom&  Ja was tam nie posyłałem&  Którzy mają nas
gdzieś&
Myśmy tam umierali, a oni oglądali wojnę w telewizji. Dla nich to było widowisko.
Widowisko! Chcieli mieć dreszcz emocji.
Nauczyłem się żyć bez oczu& Jeżdżę sam po mieście  sam w metrze, sam na przejściach.
Sam gotuję, żona się dziwi, bo gotuję lepiej niż ona. Nigdy nie widziałem swojej żony, nie
wiem, jaka jest. Jakiego koloru ma włosy, jaki nos, jakie usta& Patrzę rękami, ciałem&
Moje ciało widzi. Wiem, jaki jest mój syn& Przewijałem go małego, prałem pieluchy.
Teraz noszę go na barana. Czasami mam wrażenie, że oczy nie są potrzebne. Przecież
zamykamy oczy, kiedy przychodzi ta najważniejsza chwila, kiedy jest nam dobrze. Oczy są
potrzebne malarzowi, bo to jego zawód. A ja świat odczuwam& Słyszę go& Dla mnie
słowo znaczy więcej niż dla tych, którzy mają oczy. Słowo i linia. Dzwięki. Dla wielu
jestem człowiekiem, który ma wszystko poza sobą. No, już się chłopak nawalczył. Jak Jurij
Gagarin po powrocie z kosmosu. O nie, najważniejsze jest jeszcze przede mną. Wiem to.
Nie trzeba ciału nadawać większego znaczenia niż rowerowi, a ja byłem kolarzem, brałem
udział w wyścigach. Ciało jest narzędziem, urządzeniem, z którym pracujemy, niczym
więcej. Mogę być człowiekiem szczęśliwym, wolnym. Bez oczu& Zrozumiałem to& Iluż
widzących nie widzi! Mając oczy, byłem bardziej ślepy niż dzisiaj. Chcę się od
wszystkiego oczyścić. Od całego tego brudu, w który nas wciągnięto. Od swojej pamięci&
Pani nie wie, jak okropnie bywa nocą. Znowu wszystko się na mnie zwala& Znowu skaczę
z nożem na człowieka& Przymierzam się, gdzie uderzyć& Człowiek jest miękki,
pamiętam, że ciało jest takie miękkie& Tak to właśnie wyglądało! No!
W nocy jest strasznie, dlatego że widzę& Kiedy śpię, nie jestem ślepcem&
Szeregowy, kompania rozpoznania
Niech pani nie zważa na to, że jestem mała, krucha& Ja też tam byłam& Jestem stamtąd&
Z każdym rokiem coraz trudniej odpowiedzieć mi na pytanie:  Jeśli nie byłaś w wojsku, to
po co tam pojechałaś? . Miałam dwadzieścia siedem lat& Wszystkie przyjaciółki były
zamężne, a ja nie. Przez rok byłam z jednym chłopakiem, a on ożenił się z inną.  Wyrzuć to!
Wyrwij z pamięci, żeby nikt nie wiedział i nie domyślał się, żeśmy tam były  pisze do
mnie przyjaciółka. Nie, nie chcę wyrzucać z pamięci, ale chcę zrozumieć&
Już tam zaczęliśmy rozumieć, że nas oszukano. Pytanie: dlaczego tak łatwo się nas
oszukuje? Dlatego że sami tego chcemy& Nie wiem: oszukuje czy oszukiwuje? Jak jest
poprawnie? Przez większość czasu jestem sama, wkrótce oduczę się mówić. Całkiem
przestanę mówić. Mogę się przyznać& Przed mężczyzną bym to ukryła, ale kobiecie
powiem& Kiedy zobaczyłam, ile kobiet jedzie na tę wojnę, ze zdziwienia szeroko
otwierałam oczy. Aadne i brzydkie, młode i niezbyt młode. Pogodne i złośliwe. Piekarki,
kucharki, kelnerki& Sprzątaczki& Oczywiście, każda kierowała się jakimiś praktycznymi
względami  chciały zarobić, może urządzić sobie życie osobiste. Wszystkie były
niezamężne albo rozwiedzione. W poszukiwaniu szczęścia. Własnego losu. Tam
znajdowały szczęście& Zakochiwały się autentycznie. Zdarzały się śluby. Tamara
Sołowiej& Pielęgniarka& Przynieśli jej na noszach pilota helikoptera, był cały czarny,
poparzony. Po dwóch miesiącach zaprosiła mnie na wesele, bo się pobierają. Pytam
dziewcząt, z którymi mieszkałam w pokoju:
 Jestem w żałobie, co mam zrobić? Mój przyjaciel zginął, muszę napisać o tym do jego
matki, płaczę od dwóch dni. Gdzie tu na wesele?
Dziewczyny mówią na to:
 Pojutrze mogą zabić i pana młodego, ale będzie kto miał go opłakiwać. Nie masz co się
zastanawiać, iść czy nie iść, zastanów się lepiej nad prezentem.
A wszyscy dawali jednakowe  koperty z czekami. Załoga pana młodego przyszła z
kanistrem spirytusu. Zpiewali i tańczyli, wygłaszali toasty. Krzyczeli  Gorzko! . Szczęście
zawsze wygląda tak samo. Zwłaszcza kobiece& Różne rzeczy się tam działy& Ale w
pamięci zostało to, co piękne& Dowódca batalionu wszedł do mnie wieczorem do pokoju
i mówi:  Nie bój się! Nic od ciebie nie chcę. Tylko posiedz, a ja popatrzę na ciebie .
Była w nas jednak wiara! Wielka wiara! Pięknie jest w coś wierzyć. Wspaniale! Poczucie,
że nas oszukują& i wiara& Jakoś to w sobie łączyliśmy& Może nie umiałam sobie
wyobrazić innej wojny, niepodobnej do II wojny światowej. Od dzieciństwa lubiłam
wojenne filmy. Tak myślałam& tak to sobie kreśliłam w umyśle. No, takie sceny& Czyż
szpital wojskowy może obyć się bez kobiet? Bez kobiecych rąk? Leżą popaleni&
poranieni& Wystarczy po prostu przyłożyć rękę do rany, przekazać jakiś ładunek. To
przecież miłosierdzie! Praca dla kobiecego serca! Ale czy pani mi wierzy? Czy nam pani [ Pobierz całość w formacie PDF ]