[ Pobierz całość w formacie PDF ]

Zabieram cię stąd - warknął, a ona była zbyt zmęczona, by protestować, i
dała się zaprowadzić do samochodu. Pomachała Donnie od drzwi.
Michael wsadził ją do samochodu, usiadł za kierownicą i zamknął
drzwi. Natychmiast odsunął swój fotel najdalej, jak się dało, i posadził ją
sobie na kolanach.
- Co ty robisz? - Kate zamrugała zaskoczona.
Jego oczy były ciemne i niebezpieczne. Wsunął palce w jej włosy.
- Wiem, co ci chodzi po głowie od momentu próby.
Kate zaniepokoiła się. Zapewniała siebie, że przecież on nie potrafił
czytać w jej myślach.
- O co ci chodzi?
- Rozważałaś znowu wszystkie argumenty przeciw temu
małżeństwu. - Puścił jej włosy, przesunął dłoń pod jej podbródek i potarł
kciukiem wargi. - Nieustannie analizujesz wszystko, co cię we mnie
niepokoi.
- Nie boję się ciebie - zaprzeczyła, zła, że tak dobrze odczytał jej
lęki.
Pochylił się na tyle blisko, by ją pocałować, dodatkowo podrażnić
napięte nerwy. Palcem odnalazł puls na jej szyi.
79
R S
- Kłamiesz - powiedział z wargami tuż przy jej ustach. - Jeśli wciąż
będziesz o tym myślała, to jutro nie przetrwasz ślubu. Ciągle skupiasz się
na tym, co złe. Czas, żebyś pomyślała o tym, co dobre.
- Co jest dobre? - spytała, wciąż zła, że ją zapędził w kozi róg.
- Przecież muszę mieć jakieś dobre cechy, bo nie pracowałabyś ze
mną tak długo.
- Dobrze płacisz.
Rozsunął szerzej nogi i odchylił się trochę.
- Poprawka. Musi być coś, co ci się we mnie podoba, bo inaczej nie
kochałabyś się ze mną dziesięć tygodni temu. Mówiłaś, że ci na mnie
zależy, pamiętasz?
Niespokojnie odwróciła wzrok i milczała uparcie. Nie chciała
zastanawiać się nad rzeczami, które w Michaelu tak ją pociągały. Musiała
mieć do tego jasny umysł, a to było niemożliwe, gdy siedziała mu na
kolanach.
- No dobrze. - Oparł głowę na podgłówku. - Mogę czekać całą noc.
- To bez sensu - zaprotestowała. - Oboje musimy się wyspać. Jutro
będzie ten wielki dzień.
- No to przedstaw mi swoją listę - powtórzył cierpliwym tonem,
który ją rozwścieczył, bo sama nie miała już za grosz cierpliwości.
- To wariactwo - westchnęła.
- Mów sobie, że jestem wariatem, a potem powiedz mi dziesięć
rzeczy, które cię we mnie pociągają.
- Aż dziesięć!
- Dwadzieścia - odparował, jak to wytrawny negocjator.
- Ty mi nie przedstawiłeś listy dziesięciu rzeczy, które ci się we mnie
podobają. Dlaczego ja mam to zrobić?
80
R S
- Bo to ty masz wątpliwości, a nie ja.
- Jesteś niemożliwy.
- To się nie liczy - zaprotestował, a kącik jego ust uniósł się.
- No dobrze - skapitulowała. - Lubię twoje rzęsy. Podobasz mi się,
kiedy rozepniesz koszulę i rozluznisz krawat. Podoba mi się, jak chronisz
firmę. Podoba mi się, że dałeś te pieniądze na dom dla nastoletnich matek,
chociaż nie chcesz się do tego przyznać. Podoba mi się, i jednocześnie nie,
jak na mnie patrzysz, jakbym była jedyną osobą na świecie oprócz ciebie.
Przesadzasz z tym - ostrzegła - ale podoba mi się, że tak się troszczysz o
maleństwo. I lubię, kiedy szepczesz mi do ucha tajemnice o sobie. I kiedy
przestajesz gadać o zaświadczeniach finansowych i całujesz mnie.
Jego oczy były ciemne, skupione i uwodzicielskie. Siedział spokojny
i rozluzniony, ale patrzył uważnie.
- To dopiero dziewięć.
Kate spojrzała w jego oczy i miała wrażenie, że spada w przepaść.
To, że cała jego uwaga skierowana była tylko na nią, działało mocniej niż
trzy lampki wina.
Nie mogła oprzeć się pokusie. Pochyliła się na nim.
- Ale przede wszystkim lubię twój wielki, podniecający...
81
R S
ROZDZIAA SIDMY
Michael obserwował ją niczym tygrys, który zamierza skoczyć na
ofiarę.
- Tak? - zachęcił.
- Twój wielki, podniecający mózg - zakończyła śmiało.
Jego wargi zadrgały.
- Nie tego się spodziewałem - wyznał.
- Wiem. Chociaż nie we wszystkim się z tobą zgadzam - dodała
szybko, żeby mu się nie przewróciło w głowie - zawsze fascynował mnie
twój sposób myślenia.
Potarł palcem wskazującym jej serdeczny palec, pierścionek, który
jej kupił, a potem splótł swoje palce z jej. Był to zadziwiająco zmysłowy
gest, aż zrobiło jej się ciepło.
- A numer dziesięć?
Kate pomyślała o jeszcze jednym powodzie, dla którego pragnęła
Michaela, i postanowiła go zachować w głębi serca.
- Numer dziesięć to tajemnica.
Przyciągnął ją do siebie i pocałował, aż zabrakło jej tchu.
- To nie wystarczy.
Potrząsnęła głową, żeby odzyskać jasność myślenia.
- Pan wybaczy, szefie, ale ma pan mnóstwo sekretów. Numer
dziesięć to moja mała tajemnica.
- Poznam wszystkie twoje tajemnice, Kate - powiedział, przyciskając
wargi do jej szyi. - Ale jutro, kiedy będziesz szła do ołtarza i znowu ogarną
cię wątpliwości, myśl o numerze dziewięć. I dziesięć.
82
R S
Zadrżała. Przesunął jedną dłoń nad jej kolano i pogładził skórę uda.
- Dowiem się, co cię rozpala - powiedział, całując jej policzek i
przesuwając rękę niebezpiecznie blisko szczytu uda. - Masz pojęcie, co się
ze mną dzieje, kiedy widzę, jak tańczysz? - spytał. - Albo jak siedzisz mi
na kolanach?
- Co? - Musiała się dowiedzieć, że działała na niego chociaż w
połowie tak, jak on na nią.
Ale Michael nie użył słów. Użył tylko swoich ust. Pocałował ją tak,
że obudziło się w niej tysiąc pragnień. Czuła jego rosnące podniecenie.
Wsunął rękę pod jej bluzkę aż do nasady piersi, ale oparł się dalszej
pokusie. Druga dłoń wsunęła się w jedwabne majteczki.
Zamruczał pod nosem.
- Pragnę cię - powiedział. - Tu, w samochodzie. - Słyszała w jego
głosie ledwie hamowane pożądanie. - Gdybyś nie była w ciąży, zrobiłbym
to - oznajmił i znowu ją pocałował.
Kate czuła ogromną pokusę, by zdjąć ubranie i odwzajemnić
pieszczoty. Delikatnie wsunął palec do środka. Kate jęknęła.
- Jutro będzie inaczej - obiecał. - Jutro będę mógł cię dotykać i
całować wszędzie. Jutro - powtórzył głosem ochrypłym z pożądania i
czegoś jeszcze - nie będziesz miała żadnych wątpliwości. Kate poczuła falę
spełnienia.
- Nie masz pojęcia, jaka jesteś pociągająca i jak cię pragnę. I jutro
będziesz moja.
Michael, zamknięty w małym pomieszczeniu przy kaplicy, poprawił
krawat. W pokoiku znajdowały się rzędy ksiąg parafialnych, niewielki
stolik z krzesłami, klęcznik. Klęcznik służył zapewne ludziom, którzy
mieli zwyczaj się modlić, ale Michael jakoś nigdy nie czuł takiej potrzeby.
83
R S
Obserwował przez okno wiosenny poranek. Był spokojny, chociaż nie do
końca. Nie były to nerwy, raczej klaustrofobia. Przywykł do samotności i
uznawał prywatność za coś oczywistego, ale ostatnio wszystko się zmie-
niło. Jego prywatność została naruszona przez mających wprawdzie dobre
intencje, ale denerwująco wszechobecnych rodziców Kate, jej kota, jej
przyjaciółki i telefony od byłych chłopaków.
Samotność działała uspokajająco na Michaela. Dzięki niej czuł, że w
pełni może polegać tylko na sobie. Oznaczała, że nie potrzebował nikogo
innego. To było dla niego ważne. Nie był pewien, jak zdoła zachować tę
samotność po ślubie z Kate, ale jakoś to będzie.
Za jego plecami otworzyły się drzwi.
- Michael...?
Odwrócił się do swojego przyszłego teścia, także ubranego w czarny
garnitur. Tom Adams był potężnym mężczyzną o życzliwych,
przenikliwych oczach. [ Pobierz całość w formacie PDF ]