[ Pobierz całość w formacie PDF ]

wieczność, bo szczęście jest bezgraniczne.
Podano zielone, przedziwnie pachnące konfitury. Po zjedzeniu ich serce zabiło mi w
oszalałym rytmie, w żyłach rozgorzała namiętność, ciemna i czerwona, świadomość uległa
zamroczeniu, stałem się jedną tylko myślą, jednym dążeniem, jedynym pragnieniem.
Ogarnęło mnie wielkie poczucie prawdy, słuszności i pewności... Nie, nie błądziłem i nie
oszukiwałem siebie. Tak miało być! W głowie huczało mi na przemian to szczęście wielkie i
gorące, to zapomnienie zupełne, zapomnienie upragnione.
- Kto jesteś? - szeptałem głosem zduszonym namiętnością do ucha mej towarzyszki. -
Czy jesteś Marsjanką? Czy kobietą Ziemi? Twe ciało jest przecież tak piękne i tak ziemskie.
Czy jesteś Aspazją, czy jakąś złudą? Dlaczego jesteś tak podobna do tych innych kobiet? Co
wiesz o świecie naszym, o miłości? Czy będziesz mnie jutro jeszcze kochała?
Zwiatła powoli gasły i pszczoły odprowadzały nas do naszych wielkich, prawie
pustych sal.
LII
Nie wiem, ile czasu minęło ani która była godzina. Nie wiem też, czy był to dzień, czy
noc, bo sztuczne słońca płonęły tu zawsze. Zbudziło mnie czyjeś dotknięcie. Stała nade mną
Latona w tej samej zielonej tunice i todze, w której była na uczcie, i gestem wzywała, bym
wstawał.
Zerwałem się z posłania zupełnie przytomny i z uczuciem głębokiej tęsknoty
spostrzegłem, że nie ma już mojej Aspazji obok mnie.
Narzuciłem na siebie swój niebieski strój, zawiązałem sandały i prędko poszedłem za
Latoną. Minęliśmy szereg korytarzy, w których gdzieniegdzie stały nieruchome, jak mi się
zdaje, "wyłączone" pszczoły. Weszliśmy do jakiejś sali, w której był Towsend. Po chwili
zjawił się admirał w towarzystwie pszczoły.
- Niestety, tylko jednego z was mogę próbować uratować - powiedziała Latona. -
Wszystko jest przygotowane do ucieczki. Admirał poprzednio już porozumiewał się z waszą
rakietą. Na wzgórzu Krzyża i Gwiazdy czeka wasz samolot.
- Pszczoła ta - mówiła wskazując na owada - nie jest robotem, lecz jedną z
prawdziwych, żywych pszczół naszej kolonii. Nazywa się Hun. Postanowiła poświęcić się i
dostarczy jednego z was na to wzgórze. Admirał wie, o co chodzi.
Rzuciłem wzrokiem na naszego dowódcę i przeraził mnie jego wygląd. Spojrzenie
miał dzikie, błędny wyraz twarzy, był blady i poraniony, na głowie miał skrwawiony bandaż.
Jego wielkim ciałem wstrząsały dreszcze.
- Teraz proszę postanowić, kto z was ma uciekać - powiedziała Latona.
- Ja nie! - powiedziałem bez namysłu.
- Ja też nie! - odparł stanowczo Towsend.
- W takim razie - oświadczyła Latona - muszę wam zdradzić jeszcze jedną tajemnicę
Marsa.
Utkwiliśmy w jej bezkrwistych wargach przerażony wzrok czując, że zwali się na nas
jakieś nowe nieszczęście.
- Królowa Aspazja nie jest człowiekiem - powiedziała drewnianym głosem. - Nie jest
również pszczołą, nie jest kobietą, nie jest istotą żyjącą. Jest taką samą maszyną-automatem,
jak wszystko na Marsie. Jest to naczelny senhen, robot najwyższej kategorii. Czy nie
domyślaliście się tego od początku?
Staliśmy osłupiali ze zgrozy. Przez głowę przelatywały tysiące splątanych, oszalałych
myśli. Mogłem sobie wiele rzeczy wyobrazić, ale nie to, że Aspazja czy Aspazje nie były
prawdziwymi kobietami z krwi i kości. Sądziłem, że te wszystkie inne Aspazje to tylko
znakomity dobór i charakteryzacja. Od początku miałem różne wątpliwości, ale nie tego
rodzaju! Jakże mogłem uwierzyć w słowa Latony, gdy smak ust Aspazji, zapach, ciepło jej
ciała przenikały mnie jeszcze do głębi.
- Słyszałem już o tym - wybuchnął gwałtownie admirał - i jestem wstrząśnięty. To jest
największa mistyfikacja, jaką zna świat! Biegłem już do Aspazji, aby to wyjaśnić... Jej nie
widziałem, ale odbyłem walkę z pszczołami. Nie, nie, nie! To niemożliwe! - krzyknął z
rozpaczą w głosie.,
- A ja w ogóle nie wierzę - spokojnie powiedział Towsend. - To jest kłamstwo.
- Nie wiem - szepnąłem miotany różnymi wątpliwościami - nie wiem... W każdym
razie jeśli tak jest... no to... no to... trudno... Sam nie wiem...
- Nienawidzę tej przeklętej dziwki! Tej suki! - ryknął admirał wygrażając pięściami. -
Nienawidzę... gardzę... Wierzę i nie wierzę! Ale kocham, do jasnej cholery! Skąd pewność,
jakie dowody?!
- Posłuchajcie - powiedziała Latona trzeszczącym głosem, - Dokończę opowieści o
dziejach Marsa... Mówiłam już o senhenach. Wśród nich też jest pewien podział, pewna
hierarchia. Jedne są doskonałe, inne najdoskonalsze. Zawsze jakiś najwyżej stojący senhen
jest dla danego okresu najdoskonalszy i on kieruje sprawami Marsa. Stoi na czele wiedzy
całej elity. Przy czym wraz z całą grupą jak gdyby przetwarza sam siebie i dzwiga w tym
rozwoju wciąż wyżej. Jak wiecie, senheny, a częściowo i admany, to nie tylko czysta myśl
matematyczna i techniczna, to również pewne życzenia, pragnienia, mające na względzie
własny interes. Można by to nazwać uczuciami egoistycznymi i estetycznymi. Nie chcą być
maszynami, nie chcą być "martwi", chcą być "organiczni" i "żywi". Wstydzą się tego, czym
są. Na początek chcą być częściowo chociaż organiczni, a częściowo mechaniczni, co jest
bardzo dziwnym pomysłem. Robią niezliczone doświadczenia, i nas, ludzi, zmuszają do
współpracy. Ostatnie przemówienie Aspazji było antyludzkie, ale nie było prawdziwe. Nie
powiedziała tego, jak bardzo im imponujemy swoim życiem i nawet swoimi namiętnościami.
W stosunku do nas cierpią na kompleks niższości. Nienawidzą nas i podziwiają, chcą nas
ciągle naśladować. My jesteśmy, że tak powiem, "przyrodzeni", "naturalni", stworzeni przez
organiczne siły świata, a oni są "wtórni", "sztuczni", stworzeni przez genialne pszczoły, które
okazały się od nich słabsze fizycznie i którymi głęboko gardzą. Jest to jak gdyby rywalizacja
między tymi mądrymi maszynami a nami, ludzmi. Tak jest dziś i tak było zawsze.
Wspominałam już zresztą o tym. Pewien naczelny senhen istniał również w epoce Peryklesa.
Badania tej wiecznie intrygującej ich Ziemi były już wówczas daleko posunięte. Robot ów,
mający wygląd pszczoły i w ruchu atomów swego sztucznego mózgu jakieś poczucie
estetyczne, zachwycił się tą całą epoką i kulturą antycznych Greków. Kiedy zdecydował, że
przyjmie kształt ludzki i że odtąd ten kształt będzie przywilejem każdego najwyższego
senhena-króla, mógł przyjąć kształt mężczyzny lub kobiety, to było obojętne. Jednak
upodobał sobie żywą i prawdziwą Aspazję. Jej kształt został przez Marsjan niebywale
dokładnie odtworzony i zanalizowany. Gdybyście zobaczyli stereofilmy, na których jest jakby
żywa, bylibyście zdumieni. Tak więc ten naczelny robot przyjął na siebie jej postać, nazwał
siebie Aspazją i już nią pozostał na stałe. Tak więc po raz drugi, tym razem na Marsie,
przyszła na świat boska Aspazja. Do stworzenia pełnego obrazu kobiety było jednak jeszcze
bardzo daleko. Był kształt, kształt nie byle jaki, znakomicie wybrany, ale nie było treści. Od
czegóż jednak cierpliwość tych automatów? A należy dodać, że przy tego rodzaju
"twórczości" zaspokajali oni również swe ambicje "organiczne" i "życiowe". Nie dość jednak
na tym. Marsjanie istnieli już blisko milion lat na świecie i w ciągu tego czasu powoli [ Pobierz całość w formacie PDF ]