[ Pobierz całość w formacie PDF ]

Robbie otworzył śliczne niebieskie oczka i złapał Matthew za nos. Matthew pozwolił małemu szarpać się
na nos i uszy, wdychał cudowny zapach dziecięcego talku.
%7łycia.
Robbie pociągnął go za włosy i się roześmiał.
 Robbie nie miałby nic przeciwko kuzynowi do zabawy...
Matthew zamknął oczy, odchylił głowę do tyłu i pogrążył się w myślach o dzieciach i kobiecie imieniem
Mia.
- Dobra, otwórz oczy! - powiedziała Margot i okręciła jej fotel. Mia posłusznie uniosła powieki i spojrzała
na swoje odbicie w lustrze salonu fryzjerskiego, do którego zabrała ją siostra. Otworzyła usta ze zdumienia.
- Wygląda jak peruka!
- Mówiłam, że Maria robi cuda - zauważyła Margot.
Bo tak było. Margot przyniosła rudą perukę Mii i poprosiła, by fryzjerka obcięła siostrę i ufarbowała
dokładnie tak samo. I tak się stało. Jej włosy, zazwyczaj proste, teraz, obcięte do linii brody, falowały lekko,
a kolor... identyczny jak u mamy. Mia zawsze chciała mieć takie włosy.
Spojrzała w lustro i zobaczyła siebie. Kobietę, którą zawsze chciała być. Którą była.
- Jesteś do niej bardzo podobna - powiedziała Margot przez łzy.
Mia uśmiechnęła się do jej odbicia w lustrze, zeskoczyła z fotela i zamknęła siostrę w uścisku.
- Już nie wyglądamy jak blizniaczki - zauważyła.
- Ale nimi jesteśmy. W sercu - zapewniła Margot.
Mia się uśmiechnęła.
- Chodz, mam dla ciebie jeszcze jedną niespodziankę - powiedziała Margot.
- Jaką?
Margot złapała ją za ramię i pociągnęła do samochodu.
- Dojedziemy za czterdzieści minut. Zapnij pasy i rozkoszuj się przejażdżką, siostrzyczko.
Wsiadły do sportowego wozu Margot. Włączyła radio i wtórowała mu głośnym śpiewem. Mia się
uśmiechnęła. Czuła, że Margot wyjdzie na prostą. Obie wyjdą.
Lecz ledwie odwróciła twarz do okna, zobaczyła Matthew. Z bólem w sercu zamknęła oczy, żeby
powstrzymać łzy. Ciekawe, co robi, o czym myśli.
Czy myśli o niej.
Pewnie nie.
Starała się o nim nie myśleć, ale te ciemnoniebieskie oczy, gęste włosy, jego twarz, silne ramiona...
Kochała go. Kochała go aż do bólu. I zamiast o nim zapomnieć, uległa wspomnieniom i uciekła do niego.
Czuła dotyk jego skóry, jego mocne, a zarazem delikatne usta, jego ramiona i dłonie... nagle zrobiło jej się
lepiej, lżej...
- Pobudka, śpiochu - zawołała Margot.
Mia gwałtownie otworzyła oczy. Naprawdę zasnęła? Zerknęła na zegarek - wyruszyły prawie godzinę
temu. Wyjrzała przez okno. Margot zaparkowała na poboczu.
Wielki szyld witał podróżnych w Peach Haven.
Uśmiechnęła się.
- Chciałaś zobaczyć nasz stary dom?
- Tak. Ale ty chyba bardziej niż ja.
Mia nie wiedziała, co przez to rozumieć. Margot uśmiechnęła się tajemniczo i pojechała na Beli Lane.
Zatrzymała się przed domem pomalowanym na jasnoniebieski kolor. Białe okiennice i ganek zdawały się
lśnić w popołudniowym słońcu.
- Och, Margot, spójrz, na trawniku jest tabliczka SPRZEDANE. Ktoś go kupił.
- Tak, ty - odparła Margot.
- Co? - Mia patrzyła na nią ze zdumieniem.
- Kupiłam go na twoje nazwisko - wyjaśniła Margot. - Oczywiście, możesz mnie spłacić.
- Ale skąd wiedziałaś, skąd...
- Miesiąc temu dowiedziałam się, że jest na sprzedaż, i zaczęłam działać - wyjaśniła Margot. - Chciałam
zrobić ci niespodziankę.
- I to ci się udało. Och, Margot! Marzyłam, żeby tu mieszkać, w tym domu!
- Wiem. Chodz, obejrzymy go.
- Kocham cię, Margot. - Mia uścisnęła jej dłoń.
- A ja ciebie.
Rozdział 20
Dwa tygodnie pózniej
Mia okleiła taśmą ostatnie pudła i opisała zawartość. Otarła pot z czoła, przeciągnęła się. Przeprowadzka to
ciężka praca.
Ale warta każdej sekundy. Wraca do domu. Do Peach Haven.
Margot dzielnie pomagała przy pakowaniu. Blizniaczki rozmawiały o wszystkim i o niczym i czas płynął
szybko. Teraz, po dwóch tygodniach, miała wrażenie, że dopiero tak naprawdę się poznały.
Margot z zapałem zabrała się za urządzanie swojego mieszkania. Efekty zapierały dech w piersiach.
Miejsce bezosobowej beżowej kanapy zajęła obita czerwonym aksamitem sofa, a na niej - kolorowe
poduszki. Wszędzie stały świeże kwiaty, na podłodze leżały barwne dywaniki, na ścianach wisiały akwarele.
W sypialni królował wściekły róż, lustro nad toaletką zdobiło boa z piór. Margot sama zaprojektowała swoją
wizytówkę i wręczała ją na prawo i lewo. Już miała dwoje nowych klientów.
A najważniejsze, że wzięła się w garść. I była szczęśliwa.
Mia się uśmiechnęła na myśl o siostrze. Obie wzięły się w garść. Mia znalazła pracę w szkole w Peach
Haven i złożyła wymówienie w Bayswater. Dyrektor był niepocieszony, ale w zaistniałych okolicznościach
rozumiał, czemu nie chce dłużej uczyć w Bayswater, choć znał tylko jeden powód. Policja poinformowała go
o aresztowaniu Normana Newmana. Norman już nie ucieknie.
I nie będzie uczył.
Mia odwróciła się gwałtownie. Bezdomny kociak, którego ostatnio dokarmiała, wślizgnął się do domu,
siedział na stole kuchennym i wylizywał resztkę mleka z miseczki po płatkach śniadaniowych.
- Miluś, mleczko ci zaszkodzi! Proszę! - Wzięła kociaka na ręce. - Napij się wody. A może otworzę ci
tuńczyka? Co ty na to, Miluś?
- Sprawiłaś sobie zwierzaka?
Odwróciła się. Na progu stał Matthew Gray.
Dzieliły ich tylko siatkowe drzwi.
- Miluś to dobre imię.
Nie była w stanie niczego powiedzieć.
- Mogę wejść? - zapytał.
Skinęła głową i przytuliła kociaka do siebie w poszukiwaniu wsparcia.
- Mam wrażenie, że to nie peruka. - Matthew patrzył na jej włosy.
- Bo nie - odparła.
- Super - zapewnił. Dotknął falujących pasm, pogłaskał ją po głowie. - Och, Mia.
Patrzyła mu w oczy, przerażona, że przyszedł tu, by jej powiedzieć, że o niej myślał, że za nią tęsknił, ale
oczywiście nie mogą być razem, bo on się nie angażuje.
Nie chciała tego słuchać. Wiedziała to, po co ma dodatkowo cierpieć.
- Margot wróciła - powiedziała. - W środku nocy. Już wszystko w porządku z nią.
Skinął głową.
- To dobrze.
- Znowu się spotyka z Justinem - ciągnęła. - Nie spieszą się, ale widać, że szaleją za sobą. W zeszłym
tygodniu poszliśmy we trójkę na kolację.
I nigdy tak bardzo jej nie brakowało Matthew jak tamtego wieczoru. Siedzieli przy czteroosobowym stole;
Mia czuła przy sobie puste krzesło, na którym powinien siedzieć jej ukochany. Jej Matthew.
- Mia...
- Nic nie mów - poprosiła. - I tak już wiem.
- Wiesz, że cię kocham i chcę spędzić z tobą resztę życia? %7łe chcę ci co dzień udowadniać jak bardzo?
Otworzyła usta ze zdumienia.
- Oczywiście o ile ty i Miluś mnie zechcecie.
Nie była w stanie nic powiedzieć. Szukała słów, ale z jej gardła nie wydobywał się żaden dzwięk.
- Mia, wyjdziesz za mnie?
- Och, Matthew. - Podbiegła do niego. Zamknął ją w ramionach.
Miluś.
Matthew zachichotał.
- Odstaw Milusia, zanim go zadusimy nadmiarem miłości.
- Nie ma czegoś takiego jak nadmiar miłości - szepnęła. - Nie od ciebie.
- Ani od ciebie.
Głęboko patrzył jej w oczy.
- Pomyślałem, że może po ślubie postaramy się o kuzyna dla Robbiego.
Mia skinęła głową, niezdolna wykrztusić słowa.
- Kocham cię, Matthew.
- Ja ciebie też. %7łałuję tylko, że tak długo trwało, zanim to zrozumiałem. Byłem idiotą. Największym
wrogiem samego siebie.
Przytuliła się do niego.
- Teraz najważniejsze, że będziemy razem.
- Chyba nie tutaj - zauważył. - Wyprowadzasz się?
- Margot kupiła w moim imieniu dom rodziców w Peach Haven - wyjaśniła. - To dom i miasteczko moich
marzeń. Jak myślisz, będziesz tam szczęśliwy?
- Na pewno spędzimy tam cudowne sześćdziesiąt, siedemdziesiąt lat.
Mia się rozpromieniła. Wraca do domu. I zabiera ze sobą nowego męża, największą miłość swojego życia. [ Pobierz całość w formacie PDF ]