[ Pobierz całość w formacie PDF ]

ruda głowa i pospieszył w tamtym kierunku, ale
spotkał go zawód. Dziewczyna byłazamłoda i za
gruba.
Spokojnie, powtarzał sobie, wyrównując od-
dech i starając się wtopić wtłum.
Naraz o kilka metrów dalej zauważył zamie-
szanie, kamery i tłum gapiów. Podszedł bliżej. No
tak, Emma była w pomieszczeniu dla VIP-ów,
razem z tym indiańskim sukinsynem.
Ogarnęło go podniecenie myśliwego, który
wreszcie dopadł swojej ofiary. Ukradkiem po-
gładził wypukłość na kurtce, pod którą ukrywał
się pistolet, i uśmiechnął się szeroko.
Uśmiech miał piękny, ale zarazem... przeraża-
jący.
Salę dla VIP-ów pomalowano na beżowo.
Ann Major 295
W tym samym kolorze były stoliki, krzesła
i kanapy. Emma leżała na jednej z nich, a Mike
siedział obok, trzymając ją za rękę. swiadomiła
sobie, że są sami, ale czuła się zbyt zmęczona, by
się na niego złościć.
Pochylił się nad nią, kazał jej otworzyć oczy
i wypić szklankę czegoś, co wyglądało na zimną
wodę. Westchnęła i wtuliła twarz w jego dłoń.
 Lepiej się już czujesz? Nic ci nie jest?
Leżała nieruchomo, nie odzywając się.
 Przepraszam, że zachowałem się tak brutal-
nie.  Delikatnie przyciągnął ją bliżej do siebie.
 Proszę, ocknij się!  powtarzał, gładząc ją po
włosach.
Nie odzywała się, ciesząc się jedną z nielicz-
nych chwil, gdy okazywał jej czułość. Powoli
jednak przypomniała sobie, gdzie jest i jak się tu
znalazła. Otworzyła oczy.
 Jak się pozbyłeś tego policjanta?
 Zemdlałaś. Powiedziałem mu, że jesteś
zrozpaczona po śmierci siostry i już wcześniej zle
się czułaś, dlatego poszedłem z tobą do toalety.
 A on w to uwierzył...
Z smiechem podał jej szklankę. Bezmyślnie
przyłożyła ją do ust, jednym haustem połknęła
zawartość i zakrztusiła się. To był dżin, z nie-
znaczną domieszką wody! Rozkaszlała się. Mike
z rozmachem poklepał ją po plecach.
 Przestań  wykrztusiła. Paliło ją w gardle
296 Blizniaczki
i w nosie.  Chyba chciałeś mnie zabić. Przecież
wiesz, że nie piję!
 Pozostawałaś z daleka od mojego do-
broczynnego wpływu przez długich siedem
lat. Przez ten czas mogłaś nabrać złych na-
wyków.
 Ale nie dżin.
 Javier...?
 Kto to...?
 Wiedziałem  uśmiechnął się kpiąco i uniósł
szklankę w geście toastu.
Emma zsunęła nogi z kanapy.
 Muszę już iść.
 Nie tak szybko!  zaprotestował.
 Jestem zmęczona twoim towarzystwem.
 Przyzwyczaisz się.
 Wypuść mnie.
 %7łebyś znowu zasłabła?
 Nie jestem słabą kobietą, którą co chwilę
trzeba ratować!
 Byłaś w domu zniszczonym przez wybuch.
I śmiertelnie boisz się kogoś lub czegoś.
 Jestem tylko... zmęczona... i głodna.
 Zawiozę cię, gdzie zechcesz. I nakarmię.
Mamy sobie dużo do powiedzenia.
Myśl o tym, że ma nadal pozostawać w jego
towarzystwie, zirytowała ją.
 Nie  oświadczyła, ale gdy spróbowała
stanąć na nogi, znów zakręciło jej się wgłowie.
Ann Major 297
Mike podtrzymał ją szybko. Oparła się na nim
i w następnej chwili już byli mocno przytuleni.
Jego serce biło jeszcze szybciej niż jej. Jego
oddech parzył jej policzek.
 Co to za okropna rzecz, o której nie chcesz
mi powiedzieć?  zapytał cicho.
Przez chwilę napawała się myślą, że może mu
wyznać wszystko. Wszystko, co wiedziała i cze-
go się lękała. Ale to trwało tylko chwilę.
 Mam do ciebie słabość... ale to tylko sła-
bość, z którą będę walczyć do końca życia
 powiedziała, zmuszając się, by spojrzeć mu
w oczy.
Rysy Mike a stwardniały. Powoli opuścił ręce.
 Niech cię diabli, Emmo. Dobrze, będzie tak,
jak sobie życzysz. Sama do mnie przyszłaś w do-
mu Kary, a teraz jesteś zimna jak lód.
Odwrócił się i szybko wyszedł, trzaskając
drzwiami. Emma została sama. Jej ciało wydawa-
ło się ciężkie jak z kamienia, a jednocześnie
zupełnie jakby była zawieszona w próżni. Co za
dziwne uczucie.
Powlokła się do drzwi, ale gdy je otworzyła,
rozpętało się piekło. Oszalały tłum przygwozdził
Mike adościany. Nie wiadomo skąd pojawiła się
Sara. Mike wyrwał się do przodu i złapał ją wpół.
 Sara, zostaw ją w spokoju!
Sara próbowała uwolnić się z jego uścisku.
 Które z was zabiło Karę?
298 Blizniaczki
 On!  zawołała Emma.  Był tam!
Jego usta pobielały, a twarz stała się zupełnie
nieruchoma, tylko w oczach błyszczała zimna
nienawiść.
 Ty też tam byłaś  wybuchnął.
Tłum zaryczał i odepchnął Sarę na bok. Kame-
ra roztrzaskała się o ziemię. Mike upadł. Jednak
Sara nie ustępowała:
 Dlaczego od siedmiu lat nigdy nie widziano
ciebie i Kary razem?
Emma desperacko wyrwała się z tłumu i po-
biegła przed siebie.
Mężczyzna z dziewięciomilimetrowym glo-
ckiem podążył za nią.
ROZDZIAA DWUDZIESTY CZWARTY
Chciała uciec od wszystkiego, od Mike a, od
przeszłości, od matki, od Kary. A przede wszyst-
kim chciała uciec od siebie. Ale wiedziała, że
w końcu musi się zatrzymać.
Po jednej stronie autostrady słońce zachodziło
na pomarańczowym niebie, po drugiej zbierały
się fioletowe chmury, a przed nią horyzont roz-
jarzył się pojedynczą błyskawicą.
Pustynia była surowa i milcząca. Emma drgnę-
ła, gdy spojrzała na prędkościomierz; wskazówka
pokazywała sto czterdzieści kilometrów. Zdjęła
nogę z gazu, ale nie była w stanie opanować
drżenia dłoni na kierownicy.
Czy Mike pojechał za nią? Dlaczego go właś-
ciwie oskarżyła?
Opuściła szybę w oknie i chłodny wiatr wzbu-
300 Blizniaczki [ Pobierz całość w formacie PDF ]