[ Pobierz całość w formacie PDF ]

- Nie jestem śpiący - protestował chłopczyk, choć
oczy same mu się zamykały.
- Kiedy się obudzisz, do Gwiazdki zostanie już
tylko pięć dni.
- I wtedy dostanę prezent?
Brody się uśmiechnął. Sześciolatek, nawet nieprzy
tomny ze zmęczenia, wciąż dopominał się o coraz to
nowe atrakcje.
Zatrzymali się na chwilę przy choince. Brody koły
sał usypiającego synka jak kiedyś, kiedy Jack był
jeszcze bardzo mały i nie mógł w nocy spać.
Ich choinka była śliczna. Różnobarwne ozdoby po
krywały każde wolne miejsce, bombki lśniły odbijają
cym się w nich blaskiem kolorowych lampek.
Na szczycie choinki pysznił się uśmiechnięty Mi
kołaj, Jack wciąż jeszcze wierzył w Mikołaja.
Ciekawe, czy za rok o tej porze też jeszcze będzie
w niego wierzył, pomyślał Brody.
Zaniósł śpiącego syna do sypialni i położył go do
łóżka. Potem zszedł do kuchni i zaparzył cały dzba
nek kawy.
Patrzył w okno, sącząc powoli mocny czarny napój.
Kiedy Jack spał, dom zdawał się nienaturalnie cichy.
Kiedyś Jack strasznie hałasował, wprowadzał nieopisany
zamęt. Brody'emu zdawało się, że już nigdy nie zazna
spokoju. Teraz, gdy w domu panowała idealna cisza,
bardzo brakowało mu tamtego hałasu.
PASJA %7łYCIA 55
Wychowywanie dziecka to mozolna praca, pomy
ślał.
Teraz miał nowy problem: niepokój. Nie pamiętał,
od jak dawna nie odczuwał takiego niepokoju. Wy
chowywał dziecko, prowadził firmę, zdobywał dla
niej zamówienia, a potem je wykonywał. Nic dziwne
go, że na nic więcej nie miał czasu.
Nadal nie mam czasu, pomyślał. Wypił jeszcze
jeden łyk kawy, szybko przeszedł przez kuchnię.
W samym tylko domu jest tyle pracy, że nie zabraknie
mi zajęcia do końca życia, myślał. Trzeba było kupić
mniejszy dom, i nie tak bardzo zaniedbany. Coś bar
dziej praktycznego.
Te same rady słyszał od swego ojca, nim jeszcze
wpłacił zadatek. Ale Brody nie chciał słuchać rad.
Zakochał się w tym starym domu od pierwszego wej
rzenia, Jack zresztą też.
No i jakoś sobie poradziłem, przypomniał sobie,
rozglądając się po pięknej kuchni. Sam własnoręcznie
zrobił drewniane szafki z oszklonymi drzwiczkami,
sam układał marmurowe blaty. Naprawdę miał powód
do dumy.
Jednak najważniejsza jest praca zarobkowa, dlate
go pokoje muszą cierpliwie czekać na swoją kolej.
Oprócz sypialni Jacka, oczywiście. Ta już od dawna
była całkowicie wykończona.
Do Gwiazdki musi uporać się z jednym zleceniem.
Na szczęście wszystko szło według planu i Brody był
pewien, że nie zawali terminu. Najgorsze, że razem
z Gwiazdką wielkimi krokami zbliżają się ferie. Wła-
56 PASJA %7łYCIA
ściwie Brody już powinien się umówić z jakąś opie
kunką, ale Jack tak bardzo nie lubił tych opiekunek...
Beth Skully chętnie wezmie go do siebie. Przynaj
mniej na większą część ferii, myślał Brody. Nie, to
będzie nadużywanie uprzejmości. W wyjątkowych
sytuacjach, to co innego. Ale ferie nie są przecież
niczym wyjątkowym.
W ostateczności mógłby poprosić matkę o opiekę
nad Jackiem, ale tego wolał nie robić. Za każdym
razem, kiedy musiał korzystać z jej pomocy, czuł się
tak, jakby poniósł sromotną klęskę.
Jakoś sobie poradzę, postanowił. Będę zabierał Ja
cka ze sobą do pracy, a od czasu do czasu pozwolę mu
spędzić dzień z Rodem. A jeśli już naprawdę nie będę
miał co z nim zrobić, wtedy poślę go na parę godzin
do babci.
Zorganizowanie opieki nad Jackiem było w tej
chwili najważniejszym problemem, lecz to nie ten
problem uwierał Brody'ego jak ziarnko piasku w bu
cie, nie on nie pozwalał mu spokojnie myśleć. Proble
mem tym była Kate Kimball.
Nie miał dla niej czasu i wcale jej nie potrzebował.
Bzdura, skarcił się w myślach. Mam dla niej czas
i bardzo jej potrzebuję, tylko nie chcę się do tego
przyznać. Nawet przed sobą, a to już czysta głupota.
Nie pamiętał, żeby kiedyś pragnął kobiety aż tak
bardzo. Wszystko przez to, że dawno nie zadawał się
z kobietami. I jeszcze przez to, że Kate Kimball tak [ Pobierz całość w formacie PDF ]