[ Pobierz całość w formacie PDF ]

 Nie przywykłem do takiego tempa.  Przeciąg-
nął się i jęknął.  Przydałaby się mocna kawa.
 Jeszcze tylko ten jeden pacjent i zrobimy sobie
chwilę przerwy  obiecał Richard.  Ofiarę przywie-
ziono z jednej z bardziej oddalonych wysp. Pilny
przypadek.
 Młody chłopak  wtrąciła Elena.  Porwała go
potężna fala, gałąz drzewa wbiła mu się w żołądek,
a oprócz tego, wskutek uderzenia o skały, ma zmiaż-
dżone kolano.
 Ja zajmęsięraną brzucha, ale do kolana musimy
wezwać ortopedę  odezwał się Richard i zwracając
się do Eleny, spytał:  Skończyli już na jedynce?
 Sprawdzę.
 Macie na miejscu ortopedę?  spytał Kevin.
 Bardzo wygodnie  dodał.
 Mamy, i na dodatek nie byle jakiego. Facet jest
arcymistrzem. Pacjenci są gotowi przejechać pół
świata, żeby zapisać się do niego. O ile wiem, spec-
jalizuje się w chirurgii dziecięcej.
 Wybitny specjalista prowadzi prywatną prak-
tykę na Fidżi?  zdziwił się Kevin.
Nie tylko on, Sara również.
 Nie  zaprzeczył Richard.  Z tego, co słysza-
łem, to wyjątkowy facet. Pracuje gdzieś w świecie
jako ortopeda, ale trzy miesiące w roku spędza na
Fidżi. Tu też zajmuje się ortopedią, ale jak trzeba,
zamienia się w omnibusa. Potrafi nawet zastąpić
lekarza ogólnego.
Sara podstawiła ręce pod kran, opłukując je od
czubków palców po łokieć i z powrotem. To jednak
nie temperatura wody wywołała gęsią skórkę, jaką
pokryły się jej ramiona.
 Skąd pochodzi?
 Chyba z Londynu.
Sięgając po ręcznik, wstrzymała oddech.
 Jak się nazywa?
 Ben Dawson. Do usług.
Ten głos rozpoznałaby na końcu świata. Obróciła
się gwałtownie i stanęła twarzą w twarz z Benem,
zaskoczona jego bliskością. Wysokiej klasy specjalis-
ta? Chirurg ortopeda? A ona sądziła, że porzucił
praktykę lekarską dla wygodnego życia!
 Cześć. Obawiam się, że jeszcze nie jesteśmy
gotowi  uprzedził Richard.
Sara na pewno nie była gotowa na takie spotkanie.
Niczym ryba otwierała i zamykała usta, nie wiedząc,
co powiedzieć. W głowie pobrzmiewało jej echo
własnych słów, że Tori musi być przetransportowana
do Nowej Zelandii, ponieważ poziom opieki medycz-
nej na wyspach Pacyfiku nie jest zadowalający. Pró-
bowała się uśmiechnąć, lecz wargi miała jak zdrew-
niałe. Nieruchome, tak samo jak oczy wpatrzone
w oczy Bena.
 To jest Sara  rzekł Richard.  Przyjechała
z Nowej Zelandii. Rzut beretem ode mnie. Dzieli nas
tylko Morze Tasmana.
 Aha.  Ben zmarszczył czoło.  Wiedziałaś,
w co się pakujesz?
Potrząsnęła głową, wciąż niezdolna wykrztusić
słowa. Zdołała tylko oderwać wzrok od twarzy Bena.
Skąd mogła przewidzieć, że tak zareaguje na spot-
kanie z nim? Każda komórka jej ciała obudziła się
nagle do życia z energią, jakiej jeszcze minutęwcześ-
niej w sobie nie miała. Nie, nie minutę, nigdy. Jakże
to spotkanie różni się od tamtego pierwszego na
plaży! Tyle razy powtarzała w pamięci każde wypo-
wiedziane wówczas słowo, wspominała każde spoj-
rzenie, każdy gest, że wydawało jej się, że bardzo
dobrze zna tego człowieka.
Tori miała rację. To było coś znacznie więcej niż
pożądanie. Kiedy w kącikach jego oczu spostrzegła
zmarszczki, wyrazny dowód przemęczenia, zaprag-
nęła ich dotknąć. Wygładzić. Zapragnęła dzielić
z nim wszelkie trudy, wspólnie z nim dzwigać ten
ciężar, który doprowadził go do takiego znużenia
i smutku. Jej własne zmęczenie przestało mieć jakie-
kolwiek znaczenie.
I to nie miało nic wspólnego z pożądaniem. Czy to
byłaby więc prawdziwa miłość?
 Przepraszam, ale chciałbym podejść do umywal-
ki. Mogę? Chyba już wytarłaś ręce  rzucił oschłym
tonem.
 Oczywiście. Proszę.
Odsunęła się, robiąc mu miejsce. Młoda pielęg-
niarka podała jej kitel. Sara wsunęła ręce w rękawy
i odwróciła się, by dziewczyna mogła zawiązać pa-
sek. Tymczasem Richard i Kevin już przeszli do sali
operacyjnej.
 Jak się ma Victoria?
Sara nie odrywała wzroku od dłoni Bena pokry-
tych pianą antyseptycznego mydła i wykonujących
okrężne ruchy.
 Dobrze. Nosi ortezę i dlatego nie mogła wziąć
udziału w akcji ratunkowej. Była bardzo zawiedziona.
 Nie wątpię.  W jego głosie brzmiało mniej
więcej tyle samo współczucia, co kiedy informował
siostry Mitchell, że ich wakacje się skończyły. Może
i jemu też przypomniała się tamta rozmowa? Kiedy
podniosła głowę, lekko uniósł brwi.  Tym razem nie
przyjechałaś na wypoczynek, wiesz?
Sara, zajęta naciąganiem sterylnych rękawiczek,
milczała. Aha, sądził, że mnie interesują tylko przyje-
mności, że podzielam jego opinię, iż to, co nie jest
przyjemnością, nie jest warte zawracania sobie
głowy.
Nadarza się więc okazja udowodnić mu, że się
pomylił. Cóż, i to dobre. Podniosła ręce, odwróciła
dłońmi do siebie i plecami pchnęła drzwi obrotowe.
Poczekaj, pomyślała, jeszcze oniemiejesz z wrażenia, [ Pobierz całość w formacie PDF ]