[ Pobierz całość w formacie PDF ]

już kocha i kochana?  czy ty rozumiesz tę chwilę? A kobietę taką czy
widziałeś?  kobietę piękną, silną w namiętności, świętą w duchu swo-
im. Na jej czole taka myśli potęga, że by mogła losami Aten kierować
 a na jej ustach taka rozkosz  a w jej spojrzeniu taka wabność gorąca
i przenikliwa... Czy ty śniłeś o niej? Ej! daj mi pokój z całą powszed-
nich małżeństw uroczystością  co mi po tej dziewicy, która skromnie
oczy spuści, jakby drzemać chciała, ustek niewinnie przysznuruje i nic
nie da w życiu prócz praw kodeksem zawarowanych. Oh! jak innym
piorun od świecy, tak inną moja piękna od tej ze zwyczajowych przepi-
sów uklejonej duszyczki. Tobie także, Beniaminie, inna zupełnie się
śniła. Jej oczy, jeśli spuszczone, to promień tylko nadziei lub wspo-
mnień zbyt jaskrawy, więc przesłonięty; jej rumienie to krew, to życie,
co z przepełnionej organizacji gwałtownie na zewnątrz bije... a jej mi-
łość!... ty nie znałeś własnej potęgi, nie rozumiałeś świata, nie czułeś
Boga, póki cię ona nie ukochała;  piękność  szczęście  cud  to mi-
łość jest jej... Wierz mi, bracie! takie kobiety są  i możesz spotkać któ-
rą, i możesz kiedyś zapragnąć umrzeć w jej objęciach, żeby już potem
nie być, choćby nawet szczęśliwym inaczej. A nie nazywaj szczęścia
podobnego zmysłowością, rozkoszy twojej rozpustą  zmysłowość bę-
dzie ledwie formą najorganiczniejszego wzniesienia się ludzkiej natury
w pełność bóstwa z duchem i ciałem  rozkosz sama w świadectwo
przeciw rozpuście stanie. Zmysłowiec tak nie czuje, rozpustnik tak nie
NASK IFP UG
Ze zbiorów  Wirtualnej Biblioteki Literatury Polskiej Instytutu Filologii Polskiej UG
55
używa, jak ty czuć będziesz wszystkimi władzami duszy twojej, jak ty
użyjesz całą męskością twej siły młodzieńczej. Gdybyś nie miał każdo-
chwilowego uznania swej godności, gdyby ona nie była ową Medeą, co
żywiołom rozkazuje, ale Medeą, która nigdy zbrodni nie popełni, bo
wiecznie kochaną będzie; gdybyś ty po jej miękkich wezgłowiach har-
towniej wśród spartańskich niewygód zasnąć potem nie umiał, gdyby
ona z swych ust rozpieszczonych krwawym na torturach nie splunęła w
potrzebie językiem, gdybyście oboje nie mieli tej wyobrazni, co wam w
poezję każdy całunek ozłoci, tej śmiałej myśli, co z każdej chwili rado-
śniej chwilę siły wyciągnie, co zawsze nową prawdę wykryje lub nowy
sposób na szczęście utworzy, gdybyście nie byli tak właśnie duchem
potężni, inteligencją wzniesieni, przyznaniem szlachetni, to byście i tak
szczęśliwi nie byli  bo szczęście  słuchaj, niech ci się chociaż śni o
tym, Beniaminie  szczęście zupełne jest dane tylko temu, kto umie
najpokomiej dla dobra bliznich cierpieć i najnamiętniej kochankę do
drżącej piersi przycisnąć.
Ucichł znowu Cyprian  ja go słuchałem jeszcze, dziwy mi się po
głowie roiły, wszystkimi jego słowami niby krew w żyłach wzbierała,
jednak czułem potrzebę odparcia tych wrażeń.
 Kusicielu!  rzekłem z cicha.
Brat się nachylił pocałował mię w czoło  ale nagle świeca, którą
trzymał, zadrżała, upadła z lichtarzem na ziemię i zgasła. Schwyciłem
Cypriana za rękę, ręka była zimna jak lód. Krzyknąłem. Karol się obu-
dził, wstał prędko, świecę znów zapalił i przy jej świetle ujrzeliśmy
Cypriana bez przytomności, na krawędzi łóżka przewieszonego... krew
mu się kawałami z ust waliła... był przerażającej, żółtej jakiejś blado-
ści... myślałem, że już umarł. W tej chwili dzwonić w kościółku na
mszę pasterską zaczęto...
Przepraszam państwa... muszę odpocząć trochę  kiedy sobie ten
obraz przypomnę, jest mi okropniej, niż wtedy było nawet.
NASK IFP UG
Ze zbiorów  Wirtualnej Biblioteki Literatury Polskiej Instytutu Filologii Polskiej UG
56
3.
A cała ta okropność, czy też się domyślacie, skąd przyczynę wzię-
ła; gdzie cel obrała sobie?... Cyprian do wykończenia jakiegoś obrazu
potrzebował moich rysów i układał je sobie w zamierzonych wrażeń
odbicie; artystą, wielkim artystą był mój brat, Cyprian.
Ja wam powiem tylko  gdybym dzisiaj miał starych patriarchów
zwyczajem błogosławić najukochańsze dziecko moje i gdybym był
wierzył w nieomylność mego błogosławieństwa, jak w czarosilne za-
klęcie talizmanowej formułki, to nad głową schylonego u kolan moich
wzniósłszy oczy do nieba, z głębi duszy bym wołał:   Niech z drogi
twego życia Bóg artystów usunie . Ha! gotowiście się rozgniewać na
mnie, wy wszyscy zakochani w piękności i sztuce, a ja przecież nie o
was mówię  sztuka i piękność do życia wzięte użyciem, przynależą się
każdemu  mnie, tobie, wam i im. Lecz być artystą wszakże to co inne-
go, jak być używającym. Być artystą znaczy tylko: być obdarzonym
pewną ilością mózgu, który w pewnym miejscu czaszki tworzy pewną
wypukłość  nic więcej, wierzcie mi. Używający musi mieć serce do
ukochania tego, co używa  ukochanie samo w sobie nie zamknie się
nigdy. Ukochanie prześwieci w nieskończoność dobrą podnietą i czy-
nem szlachetnym; ale artysta tworzy, nie kocha  dzieło po dziele od-
pada od niego, chwila po chwili zstępuje w przestrzeń, ogranicza się
kształtami i póty jest prochem, póty Salomonową świata próżnością,
póki jej obce nie przejmie uczucie, póki jej obcy rozbudzony entuzjazm
w nieskończoność życia nie pchnie. Artysta tworzy tylko, tworzy zaś,
bo ma zdolność i musi tworzyć, bo tego wymaga organizm całej jego
istoty, bo pszczoła także musi miód wydawać, kwiat musi pachnieć,
woda rzeki musi płynąć  ale jak tworzy? na co tworzy? to jest w nim
odrębnością, to już artystycznej nie stanowi natury.  Czasem tworzy
okropnymi sposobami. %7łeby odmalował konającą twarz Chrystusa,
przybija da krzyża żywego człowieka i bok mu włócznią śmiertelnie
rani. %7łeby wyśpiewał piosenkę miłości, kładzie spokojne ucho na
wzburzonej piersi, nastraja do gry krwawe żyły cudzego serca i prze-
NASK IFP UG
Ze zbiorów  Wirtualnej Biblioteki Literatury Polskiej Instytutu Filologii Polskiej UG
57
biera po nich marmurowymi palcami dopóty, dopóki mu artystycznego
nie wydadzą dzwięku  a jak wydadzą, to choćby też wszystkie struny
pęknąć i splątać się miały, oddziera od nich pałce, przenosi je co prę-
dzej na kościane klawisze fortepianu, może na smyczka włosienie, i co
podsłuchał, odgrywa dokładnie, i czym pamięć naciągnął, tym echo
dętych instrumentów wypełnia. Czasem też artysta sam z siebie wymy-
śli wrażenie jakiego dzwięku, sam sobie wyrysuje nigdzie nie widziany
obrazek! O! to jeszcze niebezpieczniej  bo wiecie przecież, że on
uczuciem i miłością znieśmiertelnić tego nie może, on musi w kształty [ Pobierz całość w formacie PDF ]