[ Pobierz całość w formacie PDF ]

koniec syntetycznego sznura, na który nanizał kilka żelaznych kółek. Chan zignorował
zaproszenie, pozostał na pryczy, oglądając uważnie otartą stopę. Ponury wujek %7łenia z ręką
na temblaku zajął miejsce za Grigorijem.
Zaczyna się... Zaraz coś się zdarzy. Proszę, jak też Mielnikow świdruje nas oczami.
Myśli, że w ten sposób wyodrębni szpiega?
- Mów, tylko krótko. - Skrzywiłem się od zapachu palonego syntetyku.
- Nasze plany uległy pewnym zmianom. - Nikt pewnie nie zwrócił na to uwagi, ale dłoń
Piegowatego nieznacznie powędrowała w stronę rozpiętej kabury. Czyżby się obawiał
ekscesów? - Operację przeprowadzimy nie w Rudnym, ale w pewnym porzuconym osiedlu
niedaleko stąd.
- Jakim znowu osiedlu? - Dymitr nachmurzył się.
- W normalnym - zaśmiał się groznie Mielnikow, sprawdzając, jak reagujemy na
informację.
- Plany się zmieniły? - Napalm z niezmąconym spokojem dopchnął przybitkę i schował
wycior. A może od samego początku miały się zmienić?
- To ma jakieś znaczenie? - spytał Grigorij.
- Kolosalne. - Piromanta postukał lufą w lewą podeszwę. - Skoro zaczęły się takie ruchy,
niczego dobrego nie można się spodziewać.
- Tak miało po prostu być - zełgał Piegowaty. Obawialiśmy się przecieku.
Czego ten czarownik tak smrodzi? Postanowił nas wytruć?
- Gdzie ma być ta operacja? - powtórzył pytanie Dymitr, kiedy blizniacy odeszli od
ogniska.
- Co za różnica? - Grigorij nie zamierzał odpowiadać. - Jak dojdziemy, sam zobaczysz.
- Co znaczy, jaka  różnica ? - rozgniewał się były brat. - Powinniśmy chyba wiedzieć, w
jakich warunkach przyjdzie nam pracować!
- Po CO?
- %7łeby się przygotować.
- Będziesz miał dość czasu na przygotowania.
- Kiedy?
- Jutro. Nie rozumiem, dlaczego jesteś taki niezadowolony?
- Jestem zadowolony.
- No to czego?
- Niczego. - Dymitr odwrócił się i nagle, zwinąwszy się w miejscu, kopnął Jałtina w
głowę.
Czarownik padł na podłogę, a w rękach Dymitra pojawiły się krótkie różdżki  ołowianych
os .
- Ręce! Ręce! - wrzasnął, cofając się tak, żeby mieć wszystkich w polu widzenia.
Na razie mu się to udało. Nikt nie zamierzał nawet drgnąć. Samobójców wśród nas nie
było.
%7łeby posłużyć się powiedzeniem Chana - kurważ mać. Nawet nie pomyślałem, żeby
sięgnąć po karabin. Choćbym nawet zdążył, tego gada nie dosięgnie się zwyczajną kulą - tło
aktywowanych amuletów ochronnych czułem nawet z tej odległości. W dodatku nie
wiadomo, jak by poradził sobie z polem  Anioła Stróża czarodziejski nabój. Dobrze jeszcze,
jeśli tylko zrykoszetuje. A gdyby się rozerwał?
- Wracaj na miejsce - krzyknął Dymitr na Wierę, usiłującą pomóc Siergiejowi
Michajłowiczowi. - Sopel, rzuć to.
Niechętnie rozwarłem palce, nóż z brzękiem upadł na beton. Zauważył jednak, swołocz.
- Napalm, bardzo powoli połóż ten muszkiet na podłodze.
Piromanta chwycił pistolet za lufę, pochylił się, żeby odłożyć broń.
- Chan, dawaj tutaj, ale już!
Ogłuszający huk uderzył w uszy z potworną siłą.
Ciało Dymitra, praktycznie pozbawione głowy, runęło bezwładnie. Napalm rzucił
dymiący pistolet, zaczął masować nadgarstek lewej ręki.
- Co za chujoza - wysyczał Chan, cały obryzgany kroplami krwi.
Wiera podskoczyła do czarownika, odciągnęła go od ognia. Pierwszy i Drugi klepali się
po uszach. Grigorij z %7łenią w milczeniu podeszli do trupa.
- Jak to zrobiłeś? - spytałem Napalma, kręcąc w lewym uchu palcem wskazującym. -
Przecież nie nacisnąłeś spustu, a poza tym kurek nie był odwiedziony. - A po co? - skrzywił
się. Wyciągnął z torby zestaw do ładowania pistoletu. - Sam spowodowałem zapłon. Przydaje
się czasem mój dar.
- Masz prawdziwy talent.
Wiera podsunęła pod nos Jałtinowi watkę nasączoną amoniakiem. Czarownik, po
ocknięciu, namacał palcami uderzoną potylicę, a potem zaczął grzebać w torbie.
Wujek %7łenia zawołał mnie, żebym pod jego nadzorem przejrzał zawartość bagażu
Dymitra. Bronią i różnościami pozostałymi po trupie powinni zająć się sami
kontrwywiadowcy, ale na przykład butla wody im po nic, a mnie by się bardzo przydała.
Więcej nic ciekawego w rzeczach zabitego nie znalazłem. Mielnikow pod koniec rewizji też
cokolwiek pomarkotniał. Powrzucałem cały chłam z powrotem do worka, podałem go %7łeni, a
resztki zapasów byłego brata zaniosłem do ogniska.
- W jaki sposób Bractwo jest z tym powiązane? - spytał Grigorij Mielnikowa.
Starając się nie okazywać zainteresowania rozmową, nadstawiłem pilnie uszu. [ Pobierz całość w formacie PDF ]