[ Pobierz całość w formacie PDF ]

dzi o elegancję i dobre maniery, już jako nastolatek robił wszystko, by trzymać się od
tego jak najdalej, i przynosił rodzinie wstyd na spotkaniach, w których uczestniczył.
Opróżniał barki, plądrował samochody i uwodził młode damy, często tego samego wie-
czoru. Przed ukończeniem szesnastego roku życia został aresztowany. Gdyby nie Char-
lotte...
Odsunął wspomnienia i skupił się na Delli. Gdyby nie Charlotte, nie siedziałby z
nią teraz. Nie tylko dlatego, że brak Charlotte pozwolił mu nawiązać rozmowę z Dellą, i
to nie raz, ale trzy razy. Gdyby nie Charlotte, Marcus siedziałby teraz w Więzieniu ska-
zany za rozboje po ukończeniu lat osiemnastu albo wylądowałby w rynsztoku, wydzie-
dziczony przez rodzinę.
R
L
T
- O czym myślisz?
Pytanie Delli przywróciło go do terazniejszości. Nie chciał na nie odpowiadać,
zwłaszcza że ona nie odpowiedziała na jego pytania.
- Przez chwilę byłeś myślami bardzo daleko.
- Byłem daleko.
- Gdzie?
Wypił łyk kawy i spojrzał jej w oczy.
- Nie powiem.
- Czemu?
- Nie chciałaś mi nic o sobie powiedzieć.
Pomyślał, że Della zmieni zdanie i po to, by usłyszeć jego sekret, zdradzi mu coś
na swój temat. Ona jednak kiwnęła głową i rzekła:
- Tak będzie najlepiej.
Cholera jasna. Odwrócona psychologia.
- Dla mnie czy dla ciebie? - spytał.
- Dla nas.
Ciekawość Marcusa rosła. Kim ona jest, do diabła? Skąd się wzięła? Dokąd się
wybiera? Dlaczego jest taka skryta? I dlaczego on, do cholery, tak bardzo chce wszystko
o niej wiedzieć?
- Dobra, skoro pytasz, to myślałem o pracy - skłamał.
Della w milczeniu wzięła do ręki ciastko.
- Nie interesuje cię, jak zarabiam na życie?
- Nie.
Znów to słowo. Zaczynał je nienawidzić.
- Pracuję w domu maklerskim. - Celowo nie wymienił stanowiska, gdyż wciąż nie
był pewien, ile ujawnić.
Nieprawda, chciał wiele jej o sobie powiedzieć, choć nie z tych powodów co zwy-
kle. Zazwyczaj mówił kobietom rzeczy, które robią na nich wrażenie, by szybciej zacią-
gnąć je do łóżka. Seks z Dellą miał już za sobą, mimo to chciał się przed nią otworzyć.
R
L
T
To dziwne. Jeszcze dziwniejsze było podejrzenie, że zrobi na Delli najlepsze wrażenie,
nie przechwalając się zbytnio. W każdym razie jeszcze nie teraz.
Kiedy wymienił miejsce swojej pracy, Della akurat przełykała kawałek ciastka.
Zakrztusiła się, zaczęła kaszleć. Marcus chciał ją poklepać po plecach - albo posłużyć się
manewrem Heimlicha w razie konieczności - ale ona uniosła rękę, by go powstrzymać, i
sięgnęła po kawę. Przeszło jej po kilku łykach, choć nadal była blada.
- W porządku - powiedziała. - Wpadło mi nie tam, gdzie trzeba.
Marcus skinął głową i podjął:
- Pracuję w...
- Nie mów mi, co robisz ani gdzie pracujesz. Proszę. Zgodziliśmy się, że nie bę-
dziemy podawać nazwisk ani żadnych ważnych informacji. To miała być noc bez zobo-
wiązań. %7ładnej przeszłości, terazniejszości, żadnej przyszłości.
- Zgodziliśmy się też, że to będzie jedna noc, a widać, że będzie inaczej. Jesteśmy
tu uwięzieni co najmniej na kolejne dwadzieścia cztery godziny. Nie ma w tym nic złego,
że poznamy się bliżej. Chyba że podasz mi powód, dla którego nie powinniśmy tego ro-
bić.
Widział z jej miny, że bez trudu podałaby mu co najmniej jeden powód. Może
dwa, a nawet dziesięć. Nigdy nie spotkał kobiety, której twarz byłaby taką otwartą księ-
gą. Nie musiał czytać w jej myślach. Wystarczy, że spojrzał na jej twarz. Teraz widział,
że Della się przed nim nie otworzy. Co nie znaczy, że jemu nie wolno zdradzić czegoś na
swój temat.
- Pracuję w Fallon Brothers - oświadczył, nim go powstrzymała.
Nie dodał, że Fallonowie w nazwie spółki wartej miliardy dolarów to jego prapra-
dziadek i wuj ani że jest czwartym pokoleniem imperium Fallonów i kiedyś będzie kie-
rować firmą razem z kuzynem Jonathanem.
Marcus miał zostać dyrektorem generalnym za rok, gdy jego ojciec przejdzie na
emeryturę. To znaczyło, że będzie miał jeszcze mniej pracy niż obecnie, gdy jest wicedy-
rektorem, i wtedy dopiero zacznie się zabawa. Jeśli teraz Marcus dość często pojawiał się
w tabloidach i na plotkarskich stronach internetowych, zamierzał być ich stałym elemen-
tem, gdy tylko przestanie podlegać ojcu.
R
L
T
- Marcusie, proszę - odezwała się Della z cieniem ostrzeżenia. - Nie mów więcej.
- Mieszkam przy Lakeshore Drive. - Wziął kartkę i pióro z hotelowym logo. - Pro-
szę, zapisałem ci adres. Mam też mieszkania w Londynie, Hongkongu, Tokio i na Aru-
bie. We wszystkich ważnych stolicach finansowych.
Kiedy podniósł wzrok, zapisawszy numer swojego telefonu - podał jej numer do
biura i do mieszkania - patrzyła na niego z konsternacją.
Do diabła, jak jej z tym do twarzy.
- Od kiedy Aruba jest stolicą finansową? - spytała.
- Od chwili, gdy wydałem fortunę, kupując tam dom i wydaję majątek na rum, ile-
kroć tam bywam.
- Rozumiem.
- Mam trzydzieści osiem lat i urodziłem się w Chicago - dodał, rzucając kartkę z
adresem i telefonami na łóżko. Della nawet na nią nie zerknęła. - Zrobiłem licencjat z
biznesu na Uniwersytecie Stanforda i MBA na Harvardzie. Jestem typowym biznesme-
nem, tyle że nigdy nie osiągałem najlepszych wyników w klasie czy na roku. To nie zna-
czy, że nie jestem dobry w tym, co robię - dodał. - To znaczy, że nie osiągam wyników [ Pobierz całość w formacie PDF ]