[ Pobierz całość w formacie PDF ]

stałe i przez jakiś przedziwny zbieg okoliczności ona znalazła się tutaj w tym samym
czasie. Czy to nie było nadzwyczajne? Rozdzieleni w młodości, teraz znowu mogli być
razem. Owszem, zmienili się przez ten czas, ale przecież wiele rzeczy pozostało nie
zmienionych. Wciąż jeszcze była szansa, że nadal mogło im się udać.
Teraz, jadąc z nim, czując bliskość jego ciała, uświadomiła sobie, jak bardzo go
kocha. Nie miało dla niej znaczenia, czy on czuł to samo. Nawet obecność Jennifer
Eastwood w Hardath zdawała się nie liczyć. Jeżeli James o niej nie wspomni, ona także
nie będzie o tym mówiła. Przecież to ją wybrał, to z nią chciał spędzić to popołudnie, to
Jennifer musiała siedzieć teraz sama w domu, podczas gdy ona mknęła z nim w jego
sportowym wozie. Gemma nie miała przecież żadnych dowodów na to, że wieczorem
James miał spotkać się z panną Eastwood. Ta kolacja z nią mogła być równie
dobrze wytworem jej fantazji.
48
S
R
Dzień był tak piękny, że chyba nie mogłaby wymarzyć sobie wspanialszego. James
był szarmancki i czarujący, pod jego spojrzeniem Gemma rozkwitła jak kwiat. Pogoda
sprzyjała im, było ciepło, słonecznie i bezchmurnie jak w lecie.
Po odwiedzeniu przełęczy Kirkstone i podziwianiu tam wspaniałej panoramy
okolicy, udali się na lunch do Glenridding. Gemma była zaskoczona, kiedy okazało się, że
stolik dla nich w restauracji został wcześniej zamówiony. Najwyrazniej James był pewny,
że zdecyduje się towarzyszyć mu tego dnia. To jednak nie miało znaczenia. Wprost
przeciwnie, ta świadomość wzmogła jeszcze jej miłość do niego.
Posiłek był skromny, ale wykwintny: omlet z grzybami, frytki, surówka z
pomidorów, świeże, wiejskie pieczywo, a na deser brzoskwinie w kremie. Gemma
zauważyła, że James nie tknął ani mięsa, ani ryb. W czasie Lunchu nie rozmawiali ze sobą
o niczym poważnym, tak po prostu, swobodnie i niezobowiązująco.
Po posiłku poszli na krótki spacer główną ulicą wioski. Kiedy James wziął ją za
rękę, nie sprzeciwiała się.
Wracając do samochodu, zaszli na mały rynek. Gemma chciała koniecznie rozejrzeć
się po małych straganach ze starociami. James uparł się, aby kupić jej stary czajnik w
biało-czarną kratę ze zgrabną rączką, bez pokrywki. Nie zapłacił za niego dużo, ale dla
Gemmy ten bibelot był bezcenny. Bardzo jej się spodobał, a poza tym dostała go przecież
od niego. Póznym popołudniem zajechali do małej, przytulnej kafejki w Haekshead, gdzie
zjedli babeczki z dżemem, wypili herbatę, po czym zwiedzili małą, wiejską szkółkę, do
której uczęszczał podobno kiedyś słynny poeta - Wordsworth. Było im cudownie ze sobą,
Gemma czuła, jakby jakaś niewidzialna siła przyciągała ich do siebie. I nie było dla niej
zaskoczeniem, kiedy w drodze powrotnej do Bowness James zatrzymał nagle samochód i
przyciągnąwszy ją do siebie, zaczął całować. Nie wiedziała, jak długo to trwało, nie
wiedziała nawet, czy to on, czy ona bardziej tego pragnęła. W końcu zabrakło im tchu -
odsunęli się od siebie i zaczęli się śmiać.
- Czekałem na to cały dzień - powiedział potem, a jego szare oczy wypełniły się
czułością. - Gemmo, chciałem cię przeprosić za moje wcześniejsze zachowanie. Wiem, że
byłem bardzo oschły wtedy w Hardath, ale wiesz, byłem zaskoczony, że nie wiedziałem,
co mam robić. Nie miałem pojęcia, że wróciłaś do Anglii, choć powinienem się chyba
49
S
R
domyśleć - musiałaś przecież wrócić na pogrzeb ojca.
Dziewczyna uśmiechnęła się czule i nachyliła się do niego; tym razem to ona
pierwsza go pocałowała. Kiedy potem wtulił głowę w jej ramiona, chciała mu powiedzieć,
jak bardzo go kocha. Pomyślała jednak, że było na to jeszcze za wcześnie.
- Nie było mnie tutaj, kiedy twój ojciec zaczął mieć kłopoty. Musisz w to uwierzyć.
- Wierzę - uśmiechnęła się znowu. Chciała mu opowiedzieć o rozmowie z panią
Wilson, ale szybko zrezygnowała; mógł przecież pomyśleć, że go szpiegowała. Nie
powinna mówić nic, co mogłoby zepsuć tę wspaniałą atmosferę.
- Czy masz coś przeciwko temu, że Hardath należy teraz do mnie? - zapytał tuląc ją
w ramionach. Jego głos był bardzo poważny.
- Nie, wolę, abyś to był ty, niż ktoś obcy.
- W zasadzie to i tak nie ma znaczenia, bo chcę, abyś zamieszkała tam ze mną -
uśmiechnął się. Jego słowa zaskoczyły ją zupełnie. Czyżby to była propozycja? Poczuła,
że się czerwieni i lekko odwróciła głowę. James jednak zauważył to, pogładził ją
delikatnie po policzku.
- Moja maleńka Gemma - powiedział czule. - Zawsze podążałaś za mną jak cień,
wierzyłaś w każde moje słowo. Nie powinienem był tak cię od siebie uzależniać.
- To nieprawda - sprzeciwiła się. A więc jednak zdecydowali się rozmawiać o
przeszłości.
James zapalił silnik i ruszyli znowu. Zaczęli ze śmiechem wspominać dawne czasy,
on wyśmiewając się z tego, jak kiedyś wyglądała, ona przypominając mu jego zwariowaną
fryzurę. James śmiał się głośno, ona także była w doskonałym humorze. Jednak
przemknęła jej przez głowę myśl, że może nie powinni żartować z przeszłości, bo to w
jakiś dziwny sposób rzucało cień na wspomnienie ich ostatniego spotkania. Być może
James zapomniał już, jak desperacko dobijał się wtedy, aby ją zobaczyć i jak bardzo
zraniła go podstawa Duncana. Ona jednak nie mogła tego zapomnieć. Ta refleksja
sprawiła, że spoważniała trochę.
Tymczasem dotarli do Bowness. James podjechał pod jej dom i zaparkowawszy
samochód odwrócił się do niej.
- Dziękuję ci za wspaniały dzień - powiedział. - Bardzo żałuję, że nie możemy go
50
S
R
zakończyć wspólną kolacją.
Gemma spuściła głowę i przymknęła oczy.
- Czy spotkasz się wieczorem z Jennifer? - zapytała cicho.
- Oczywiście, że nie. Mówiłem ci już, to tylko znajoma. Mam umówione spotkanie
w Keswick w interesach. Pewien bisnessman ma tam dom i nie przyjeżdża tutaj często. To
spotkanie zostało zaplanowane już dawno. Nie mogę go odwołać w żaden sposób. [ Pobierz całość w formacie PDF ]