[ Pobierz całość w formacie PDF ]

- Chyba tak - odparła Jo.
- Szkoda było stracić taką okazję - uśmiechnęła się do nich Tammy.
W miejscu, gdzie tkwił przed chwilą haczyk, połyskiwała teraz mała agrafka. Dziewczyna
pożegnała się ze wszystkimi i ruszyła z Paddym do wyjścia.
- Czego te dzieciaki nie wymyślą - rzekł wędkarz, kręcąc głową. - Pójdę już do domu.
Opowiem żonie, co złapałem dziś na kolację.
Ed roześmiał się i pomachał mu na pożegnanie, po czym zwrócił się do Jo:
- Dzięki za pomoc. Możemy wracać. Odwiózł ją do domu, zatrzymał jednak samochód
niedaleko swojej furtki.
- Pewnie nie chcesz, żebym zapraszał cię do siebie?
- Lepiej nie. Może Laura już wróciła.
- No dobrze - westchnął. - Kocham cię, Jo.
- Ja ciebie też, Ed. Przykro mi przez to wszystko.
- Nic się nie martw. Wymyślimy coś.
Patrząc, jak Jo odchodzi, zastanawiał się, czy tylko mu się wydaje, czy też rzeczywiście ma u
niej szansę. Była tak blisko, a jednocześnie tak daleko...
ROZDZIAA DZIEWITY
- Mamo, czy mogę zostać u Lucy na sobotę i niedzielę? Jej brat wyjeżdża i chciałaby
mnie zaprosić.
- Pewnie, że możesz - odparła Jo.
Całe dwa dni, pomyślała uradowana. A ona i Ed nie mają w ten weekend dyżuru! Miała
ochotę natychmiast pobiec do Eda i podzielić się z nim tą nowiną. Przez ostatnie dziesięć dni
widywali się tylko przelotnie. Jo martwiła się o Laurę, próbowała też przekonać matkę, by
jednak wyszła za Maurice'a i przestała czuć się z tego powodu winna. A teraz nadarza się
okazja do spędzenia weekendu we dwoje!
Powiedziała o tym Edowi następnego ranka. Był w radosnym nastroju przez resztę dnia.
Ona zresztą też. Nuciła pod nosem i uśmiechała się do wszystkich. Dopiero teraz uświadomiła
sobie, jak bardzo bywała kiedyś ponura.
Niestety, matka Lucy nagle zachorowała na anginę i plany w ostatniej chwili się zmieniły.
- Czy ona mogłaby przyjść tutaj? - zapytała Laura w piątek wieczorem.
Jo odparła, że się zastanowi, i zadzwoniła do Eda.
- Przykro mi, ale wszystko odwołane. Matka Lucy jest chora i Lucy prawdopodobnie
przyjdzie do nas.
- W takim razie zróbmy tak, jak kiedyś proponowałaś. Przyjdę do was, przyniosę trochę
jedzenia i coś dla nas ugotuję. Dziewczynki mogą zjeść pizzę i obejrzeć telewizję, a my
posiedzimy sobie w kuchni i porozmawiamy. No tak, ale to nie to samo, co planowaliśmy.
- Masz rację, ale wolę być z tobą i z dziewczynkami niż całkiem sam.
- Naprawdę?
- Oczywiście, że tak. Wiem dobrze, co to znaczy wychowywać dziecko w tym wieku.
Moja starsza siostra ma troje. Przyjdę niedługo. Może około wpół do siódmej, dobrze?
Spędzimy wspaniały wieczór.
- Pewnie. Dzięki ci, Ed, to miło z twojej strony.
- Po prostu cię kocham, Jo. Do zobaczenia.
W zamyśleniu odłożyła słuchawkę. Uświadomiła sobie, że Ed rzeczywiście darzy ją
głębokim uczuciem. Dowodzi tego na każdym kroku. Jest taki cierpliwy.
Weszła do pokoju, gdzie Laura leżała na dywanie przed telewizorem, jedząc chipsy.
- Zadzwoń do Lucy i zaproś ją. Powiedz, że mogę ją przywiezć, kiedy tylko będzie
gotowa.
- Naprawdę? Hura! Mamo, jesteś kochana! - Laura poderwała się z podłogi uszczęśliwiona,
cmoknęła matkę w policzek i pobiegła do telefonu.
- To było pyszne. Jesteś doskonałym kucharzem.
- Zrobię kawę. - Ed nastawił ekspres, a w tym czasie Jo wstawiła brudne naczynia do
zlewu. Następnie jak magik, który wyciąga królika z kapelusza, wyjął z torby pudełko
czekoladek.
- To dla nas?! - zawołała Laura, która akurat weszła do kuchni razem z koleżanką.
- Tak, dla ciebie i Lucy, dla nas wszystkich. Otwórzcie i poczęstujcie się - zachęcił Ed.
Laura bez wahania wyciągnęła rękę w stronę bombonierki. Ed puścił oko do Jo ponad
głowami dziewczynek. Grzebały w pudełku, wybierając czekoladki o ulubionych smakach,
a potem z powrotem zniknęły w pokoju.
- Założę się, że wzięły te, które najbardziej lubię - zażartował dobrodusznie Ed, zaglądając
do bombonierki.
- Ja uwielbiam kokosowe.
Gdy pili kawę, zapytał:
- Może wpadłabyś do mnie na chwilę? One bawią się w najlepsze, a w razie czego
twoja matka jest u siebie. Wypijemy jeszcze kawę i posiedzimy razem.
- Zwietny pomysł - odparła Jo, po czym wyszła z kuchni i zajrzała do pokoju. - Hej,
dziewczynki, pomogę Edowi odnieść naczynia i zostanę na kawę. Wrócę za pół
godziny.Gdybyście czegoś potrzebowały, babcia jest u siebie.
- Dobrze - odrzekła Laura, nie odwracając głowy.
Wzięli naczynia, które przyniósł Ed, oraz resztę czekoladek i poszli do domku. Ed
zauważył jednak, że Jo mimo wszystko gnębią wyrzuty sumienia.
- Przestań się dręczyć - powiedział łagodnie.  Masz prawo do własnego życia.
Odniósł naczynia do kuchni i włączył elektryczny czajnik, a potem rozpalił ogień w
kominku. Włączył płytę, tym razem z nastrojową muzyką klasyczną, i usiadł na kanapie obok
Jo.
- Nareszcie sami - powiedział teatralnym tonem i oboje wybuchnęli śmiechem. Objęli się
i przytulili mocno do siebie. Siedzieli przez chwilę w milczeniu, słuchając muzyki i
napawając się ciepłem swoich ciał.
- Chciałabym, żeby to trwało wiecznie - rzekła cicho Jo.
- Ja też. - Dotknął ustami jej włosów. - Tak bardzo za tobą tęskniłem. Wiem, że to
niemądre, spotykaliśmy się przecież codziennie, ale to nie to samo...
- Myślisz tylko o jednym - zażartowała. Może i masz rację, ale to nie tylko to, lecz dużo
więcej.
Wciąż będę na ciebie czekał.
- Niestety, muszę już iść - odparta, uwalniając się z jego objęć. [ Pobierz całość w formacie PDF ]