[ Pobierz całość w formacie PDF ]

przyglądał się Caitlin. Nie mógł się doczekać, gdy znajdą się sam na sam.
Jeżeli będą cały czas zajęci, dwa tygodnie jakoś miną, a potem James
93
R
L
T
wróci do znanej rutyny: praca, praca, praca, sen. Na razie zastanawiał się
nad darmowymi albo bardzo tanimi rozrywkami w Nowym Jorku.
Wreszcie spektakl dobiegł końca. Ruszyli przez park do domu.
Powietrze było dość ciepłe. Szli w milczeniu. James był zbyt podminowany,
by coś mówić. Wsłuchiwał się w płytki oddech Caitlin.
W windzie stanęli naprzeciw siebie  każde z nich oparte o ścianę,
jakby za wspólną zgodą chcieli zachować dystans. Gdyby James jej dotknął,
przestałby nad sobą panować.
Wiedziała o tym  jej oczy błyszczały. Zciskała materiał sukni. Gdy
uniosła ją nad kolana, James głośno wciągnął powietrze. Caitlin lekko
rozstawiła nogi, podnosiła suknię coraz wyżej.
 Pragnę cię  powiedziała.
James przeklął, chwycił ją za nadgarstki i gdy tylko drzwi windy się
otworzyły, pociągnął za sobą. Otworzył drzwi apartamentu, wepchnął
Caitlin do środka, wziął w objęcia i całował jak szalony. W pośpiechu
rozpiął spodnie i wsunął język do jej ust.
Chciał ją posiąść całą.
Pchnął ją na ścianę i uklęknął, wdzięczny, że miała na sobie sukienkę.
Wdzięczny, że natychmiast rozchyliła nogi i go wpuściła.
Niecierpliwie przesuwał dłonie po wewnętrznej stronie jej ud. Jej
szybki oddech, jej gotowość, jej wilgoć coraz bardziej go rozpalały. Odsunął
figi i przywarł do niej wargami. Uwielbiał, że tak szybko reagowała na jego
pieszczoty. Musiał ją przytrzymać, bo tak gwałtownie się poruszała. Rozdarł
figi, by dostać się głębiej, palcami i językiem. Chciał jej dać więcej
rozkoszy, aż pochyliła się, chwyciła go za włosy i krzyknęła, wołając o
litość. A potem krzyknęła z rozkoszy. Wtedy położył ją na podłodze, by dać
jej całego siebie.
94
R
L
T
Jej mina, gdy w nią wchodził... Niewyobrażalna rozkosz bycia razem...
Zawładnął nim jakiś pierwotny instynkt, który kazał mu ją posiąść. Była
jego kobietą. Ich dała tak znakomicie do siebie pasowały. Nigdy nie będzie
miał dość jej zmysłowych westchnień. Zacisnął zęby, doprowadzając ich do
nieświadomości.
Minęło parę minut, nim odzyskał wzrok i znów mógł oddychać. Sturlał
się z Caitlin ze smutnym uśmiechem, niezgrabnie ściągając spodnie. Potem
wziął ją w objęcia  uwielbiał, jak do niego przywierała i patrzyła
zamglonym wzrokiem.
Nic dziwnego, że ludzie mają bzika na punkcie seksu. Ale czy
naprawdę jest tak płytki, że do szczęścia potrzebny mu tylko udany seks?
Jednak to było co innego niż dawniej, gdy każdego tygodnia miał inną
kobietę.
Tak, nie chodziło wyłącznie o seks, ale przede wszystkim o Caitlin.
Była wyjątkowa. Zaniósł ją do łóżka i podziwiał, jak się ku niemu wygina,
gdy położył ją na materacu. Była ładna, inteligentna i pełna życia. Odważna.
I smutna. Zobaczył to w jej oczach, kiedy myślała, że na nią nie patrzy.
Chwilę wcześniej, nim jego dotyk pozwolił jej o wszystkim zapomnieć.
Zanim zażartował i doprowadził ją do śmiechu. Lubił, kiedy się śmiała.
Przesunął palcami wzdłuż dekoltu sukienki, a potem rozebrał Caitlin.
Przycisnął wargi do jej ust, by znowu usłyszeć jej westchnienia i ujrzeć
uśmiech, od którego się uzależnił.
Nie znał większej rozkoszy niż jej szczytowanie, gdy jej krzyk
wypełniał mu uszy. Rzucała się w ogień, który ich pochłaniał. Czasami
liczył się pośpiech, czasami potrzebowali niespiesznych pieszczot.
Zawsze była to czysta ekstaza.
95
R
L
T
ROZDZIAA SMY
Uczucie zaspokojenia nigdy nie trwało długo. James nigdy nigdzie
długo nie zagrzał miejsca. Także w łóżku.
 Nigdy nie siadasz na ławce w parku? Nie kładziesz się na trawie? 
Caitlin drażniła się z nim, gdy szli przez Riverside Park po wizycie w
Guggenheim Museum.
 Nie, lubię być zajęty.
 Nie umiesz się relaksować?
 Nie lubię się nudzić.  Jeśli nie był zajęty, pamięć podsuwała mu
rzeczy, o których wolał zapomnieć.
 Złym ludziom nic się nie należy od życia?
 No właśnie  odparł z powagą.
Przez kilka kolejnych dni trzymali się planu: galeria, park, jakieś
ciekawe miejsce i żadnego obściskiwania w miejscach publicznych. W
Bryant Park obejrzeli film na powietrzu, przepłynęli promem obok Statui
Wolności, spacerowali Wall Street, byli w kilku niezależnych galeriach w
Chelsea. Odwiedzili pomniki i muzea, słuchali koncertów w parku, poszli na
przedstawienie na Broadway, zjedli lunch w Little Italy i Chinatown.
Kupowali jedzenie w ulicznych budkach. Buszowali w sklepach  od Apple
przez Lego do Tiffany'ego  i butikach w Meatpacking District i Tribece.
Jamesowi podobało się to bardziej, niż oczekiwał. Widzieli mnóstwo rzeczy,
bez przerwy rozmawiali, często się śmiali.
Czwartego dnia Caitlin się zbuntowała.
 Nogi mnie bolą.  Podeszła do budki i kupiła lody.
 Chcesz?
96
R
L
T
James pokręcił głową.
 Chodzmy.
 Nie.  Był piękny słoneczny dzień. Chciała odpocząć i popatrzeć na
ludzi. Weszła na trawnik.  Możesz posiedzieć dziesięć minut. To nie takie
trudne.
James przewrócił oczami.
 Dziesięć!
 Może dwadzieścia. Tyle minie, zanim zjem lody.
James burknął coś pod nosem i usiadł obok niej na trawie. Caitlin go
ignorowała. Czuła na sobie jego wzrok. Dziesięć minut błogiego lenistwa.
Czy to takie trudne?
Cieszyła się słońcem, smakiem lodów i ludzmi w parku. Tyle rzeczy
do obejrzenia. I taki fascynujący mężczyzna, który jej towarzyszył.
Zerknęła na niego i ze zdumieniem zobaczyła, że zamknął oczy.
Oddychał głęboko i spokojnie. Tak, zasnął. Poczuła, jak zalewa ją ciepło, ale
nie takie, jakie kazało jej się na niego rzucić. Pokruszyła wafel gołębiom.
Wakacyjny romans, Caitlin. Nic więcej.
Pamiętała o tym, oczywiście. I znów spojrzała na zrelaksowanego i
trochę samotnego Jamesa. Obudził w niej instynkt opiekuńczy. Wiedziała,
że jest zmęczony, a jednak nie chciał się zatrzymać. Czemu nie pozwolił
sobie na dzień leniuchowania? Wyraznie tego potrzebował. Może nawet by
mu się spodobało.
Nagle dobiegł ją krzyk dziecka. Caitlin podniosła wzrok i skrzywiła
się. Mała dziewczynka upuściła lody. Caitlin miała nadzieję, że szloch nie [ Pobierz całość w formacie PDF ]