[ Pobierz całość w formacie PDF ]

oraz magiczna różdżka, które dostałam pod choinkę, gdy miałam pięć lat, nie
zdołały przemienić kostki mydła w czekoladę.
- Czy kiedykolwiek się z nim spotkam? -jęknęłam. - On wygląda mnie każdego
ranka,
jestem tego pewna.
- Być może nie widzi cię z przystanku zbyt wyraznie. Może nawet nie wie, jak
naprawdę wyglądasz.
- Wielkie dzięki, Lizzie!
- Oczywiście, że cię widzi i jego zdaniem wyglądasz świeK nie! - krzyknęła Star
i położyła mi dłoń na ramieniu. - To dlatego nawiązał z tobą kontakt. Zaszło
jakieś nieporozumienie. W końcu Craig to całkiem popularne imię. Craigów jest
jak psów.
Wreszcie pojawiła się wielka szklanka koktajlu. Najwyższy czas. Wypiłam go przez
słomkę aż do samiuteńkiego dna Jak ci pracownicy miejscy, którzy przedmuchują
jesienią liście w parkach. Odrobinę się uspokoiłam. Byłam już nieco mniej
przygnębiona.
- Star - zaczęłam ostrożnie - a ty? U ciebie wszystko dobrze?
I
- Wszystko gra - odparła, patrząc mi prosto w oczy. Dziś rzeczywiście wyglądała
trochę lepiej.
Wyssałam resztkę piany z dna. Ssałam ze wszystkich sił. Proszę! Nawet Bazyl nie
wydusiłby z tego więcej.
- Dodo i Cath zachowali się wczoraj bardzo głupio - powiedziałam. - Coś się
ostatnio dzieje z Dodem, zrobił się trochę dziwny.
- Och - westchnęła Star i uśmiechnęła się półgębkiem. -Ja też pewnie jestem
dziwna. Kontakty z ludzmi to nie jest moja
68
mocna strona. Wy dwie tak dobrze sobie radzicie. Lizzie, ty się nikogo nie boisz.
Lizzie o lwim sercu! Em, ty też jesteś bardzo odważna. Jono w kółko ci dokucza,
a ty się niczym nie przejmujesz. Wszystko spływa po tobie jak woda po kaczce.
Obie jesteście takie... ukorzenione. Wiecie, niczym piękne drzewa, które gną się
na wietrze, ale nic im nie grozi. Aja mam wrażenie, jakbym nie miała korzeni.
Czy to brzmi głupio?
- Brzmi... eee... inaczej, Star, ale myślę, że rozumiem, co masz na myśli -
powiedziałam, choć w jej ustach brzmiało to tak, jakbym była w kwestii Okropnego
wyluzowana, a przecież wcale nie jestem. - Star, przecież masz mamę i tatę...
- Tak... Rzecz w tym, że nie wiem, gdzie jest moje miejsce. Wszyscy myśleli, że
z tatą i w nowej rodzinie rozkwitnę, aja czuję się jakoś niewyraznie. Jakbym
była zdana tylko na siebie. - Wzruszyła ramionami. - To chyba głupie.
- Nie, wcale nie. Przecież każdyjest zdany na siebie, a ty... ty to ty.
Tak naprawdę nie bardzo wiedziałam, co powiedzieć. Można być zdanym na siebie i
zdanym na siebie. Otoczyłam ją więc ramieniem i powiedziałam:
- Różnisz się od większości ludzi, Star. I to bardzo dobrze!
- Błagam, różnijmy się wszystkie od Cath Ratcliffe! -jęknęła Lizzie i złapała
się za głowę.
- Będzie dobrze. Szósta klasa jest super! Zobaczysz, że ci się spodoba! -Aaaaj!
Gadam zupełnie jak moja matka. -Wiesz już, jakie przedmioty wybierzesz?
Wahała się na tyle długo, że to spostrzegłam. A potem odpowiedziała na moje
pytanie:
- Historię, angielski, hiszpański, może psychologię. Być może prawo. A ty, Em?
- Nie mam zielonego pojęcia! Nie wiem, w czym jestem dobra. Wybiorę to, z czego
mogę mieć dobre stopnie. A może nie wrócę już do szkoły, jeśli egzaminy pójdą mi
kiepsko. Och,
69
Star, ty to przynajmniej wiesz, że pójdziesz na uniwersytet i będziesz strasznie
mądra! Znasz swoją przyszłość! Szczęściara. z ciebie!
Star wzruszyła tylko ramionami. Pózniej tego lata miałam sobie przypomnieć te
słowa i poczuć się jak zdrajca.
Wszystkie ładne dziewczyny lubią cytrynowe ciastka
- Będę miała pracę! - krzyknęła Lizzie, która tak naprawdę nie uczestniczyła w
naszej rozmowie. - Pracę tutaj!
Wpatrywała się w kartkę, na której było napisane: Potrzebna pomoc na weekendy.
- Pomyślcie tylko... Najmłodszy Przystojny od rana do wieczora! -jęknęła. - Hej,
wszystkie mogłybyśmy tu pracować! Byłoby super, nie?
- Lizzie, oni nie potrzebują trzech osób. Szukają jednej -
zauważyłam.
,
- A ja pracuję w co drugą sobotę w herbaciarni - dodała Star. - Lepiej sobie
radzę ze starszymi paniami i babeczkami. Chyba bym nie przywykła do takiej
ilości facetów i śpiewania. Zresztą miło jest mieć czasem wolną sobotę i umówić
się z wami na wspólne nocowanie.
- Tak, zdecydowanie zbyt rzadko to robimy - wtrąciłam. -Wiecie co? U mnie.
Dzisiaj. Nocne Ciasto Czekoladowe?
- Będę - zapewniła Lizzie.
- Za nic w świecie nie przepuściłabym takiej okazji - wykrzyknęła Star.
Nadciągał kolejny Przystojny i uśmiechnął się zwalającym z nóg uśmiechem,
zdolnym zmiękczyć każde serce, nawet z kamienia. Nawet moje prawie stopniało, a
ja przecież wolę blondynów! Na środku naszego stolika, koło pojedynczego różo-
70
wego gozdzika w falistym, srebrnym niby-świeczniku, postawił mały koszyczek z
ciastkami. Ciastka były mikroskopijne, nasączone syropem cytrynowym.
- Wszystkie ładne dziewczyny lubią cytrynowe ciastka -wymamrotał.
To zdanie powinno się wyhaftować i powiesić na ścianie. Mądrości Przystojnych.
Te trzy w każdym razie lubią. *
Rozejrzałyśmy się po sklepach, żeby sprawdzić, czy pojawiło się coś nowego i
fajnego. Przymierzyłam rewelacyjną czarną marynarkę, którą oglądam co tydzień.
(I na oglądaniu się skończy. Mama nie chce mi jej kupić. Ale z niej skąpiradło.
Mówi, że sto funtów to za dużo, jakby pieniądze miały jakieś znaczenie! Ludzie z
jej pokolenia to tatcy materialiści).
- Hej, jak myślicie, wyglądałabym w tym dobrze? - zapytała szeptem Star. - Mam [ Pobierz całość w formacie PDF ]