[ Pobierz całość w formacie PDF ]

nanem, to muszę coś takiego wymyślić., żeby was wzięło. Pomogła mi przypad
kiem pani Tułaj owa. Kiedyś opowiedziała mi historię starego domu i pokazała
zagadkowy list pana Mauera. List ten znalazła przypadkowo wśród szpargałów na
korytarzu.
" Więc tajemniczy list Mauera był prawdziwy?  westchnął Julek.
" List był prawdziwy i wystarczająco tajemniczy, żeby wam zabić porządne
go ćwieka. Sens jego jest właściwie prosty. Stary człowiek, który doznał w życiu
wielu zawodów, rozgoryczony, rozczarowany, postanowił swój dom oddać komuś,
komu sprawiłby on radość.
 A skarb?  wyrwał się Cygan.
Szymek wzruszył ramionami.
" Nie wiem, o jaki skarb chodziło zdziwaczałemu staruszkowi. Może wła
śnie o taki, jaki znalezliśmy w tym domu: wspólny dach nad głową, koleżeństwo,
przyjazń.
" Metafora  wtrąciła Karioka, uśmiechając się przekornie.  Przenośnia
poetycka.
" Co ty wygadujesz, Karioka  odezwał się nagle Filipek.  %7ładna metafo
ra, tylko po prostu czarowanie. Piękna bajeczka o puszce zakopanej pod samotną
gruszą w zapomnianym ogrodzie. Dałaś się nabrać jak i my. Do tej pory czuję
w krzyżach to kopanie.
Karioka spojrzała na swe delikatne dłonie.
" Jak te moje ręce jeszcze dziś wyglądają.
" Manicure, pedicure  zażartował Cygan.  Nic ci nie będzie. Przynaj
mniej raz fedrowałaś uczciwie.
" Nie gniewajcie się  podjął Szymek.  Pomysł z działką podsunęła mi
pani Tułaj owa. Jej znajomy, niejaki pan Eustachiewicz, od dwóch lat leżał chory
i nie mógł pracować w swoim ogrodzie.
161
" Dziękuję pięknie  droczyła się żartobliwie Karioka.  A wielkie pranie
i generalne porządki u pani Kokoszyńskiej?
" To zamiast porannej gimnastyki  zakpił Julek Seratowicz.  Nic nam
się nie stało, a pani Kokoszyńska była wniebowzięta.
" Jezusie, jakie tam były brudy!  zawołał Cygan.
" Można powiedzieć: przedpotopowe  dodał mały Filipek.  Ar-che-o-
-lo-gi-czne.  Naraz zwrócił się do Szymka:  Ciekawe, co byś dla nas po tym
wszystkim wykombinował?
Szymek rozłożył szeroko ręce.
 Nie martw się, miałem już cały plan dokładnie ułożony. Szukając skar
bu Mauera nauczylibyście się niejednego. Stało się jednak inaczej. Nastąpił ten
wypadek z Cegiełką. Chciałem wam jeszcze raz podziękować. Okazaliście się
dobrymi kolegami...
Julek Seratowicz zatarł dłonie.
 Pokazaliśmy, że nie można tak bezkarnie...  zająknął się, a potem do
dał:  Ale się Cegiełka ucieszy.
Karioka zadreptała w miejscu, jakby chciała zatańczyć.
" Robota była koronkowa, najlepsi detektywi nie wykonaliby jej lepiej.
" A wszystko dzięki pani Teci  wtrącił Julek.  Gdyby nie ona, długo
byśmy szukali.
" O, właśnie!  zaperzył się Filipek.  A ja to się nie liczę? A kto odnalazł
skradzionego volkswagena?
" Myśmy już wcześniej byli na tropie!  zawołała Karioka.  Przecież ja
o mały figiel dałabym wyrwać sobie zdrowy ząb.
" Muka  Filipek łypnął ponuro okrąglutkimi oczkami.  Beze mnie nie
nakrylibyśmy tego gagatka.
" Czy to takie ważne?  zapytał Szymek.  Grunt, że dopięliśmy swego,
a pan Ryszard Szamajski odpowie za dwa przestępstwa.  Naraz zsunął się ze
stołu i stanął między nimi.  A teraz, wiara, idziemy wszyscy do szpitala, do
Cegiełki.
ZAKOCCZENIE
Minął miesiąc.
Nad Saską Kępą zapadał zmierzch. Ulica Dąbrówki tonęła w głębokim cieniu.
Tylko szczyty topoli żarzyły się jak dogasające świece, a okna połyskiwały w
refleksach zachodu.
Julek Seratowicz wbiegł zdyszany do kuchni.
" Pani Teciu, jest mama?
" Nie  odparła gosposia.  Pani dzwoniła, że wróci pózno, bo ma brydża
u pani doktor Sekocińskiej.  Przyjrzała mu się uważniej.  A gdzieś ty był,
Julek?
Chłopiec wydął lekko wargi.
162
 Przecież mówiłem pani Teci, że mam dyżur na rogu Nowego Zwiatu i Alej.
Pełnimy teraz służbę pomocniczą w Komendzie Ruchu. Pani Teciu, żeby pani
wiedziała, jaki kierowcy mają przede mną respekt! Zapisałem dwóch za nieprawi
dłowe mijanie i trzech za to, że wjechali na skrzyżowanie przy czerwonych świa
tłach. Jutro będę stał na Pradze, przy Ząbkowskiej. Przepisy znam już na pamięć.
Może pani powiedzieć, jaki jest dwudziesty trzeci paragraf Kodeksu Drogowego?
Gosposia machnęła ręką.
" A dajże mi spokój, przecież ja się na tym nie znam. Dawniej nie było
żadnego kodeksu, a ludzie nie ginęli pod samochodami.
" Bo był mniejszy ruch  stwierdził fachowo.  W ogóle w sprawach mo
toryzacji jestem teraz pierwszorzędnym specem. Mogę zagiąć nawet Krzyśka Se-
kocińskiego, który wszystko wie.
Gosposia uniosła oczy do sufitu.
 Nie poznaję cię, Julek. Co się z tobą stało? Jesz za dziesięciu, wstajesz
o świcie, nie grymasisz i nigdy się nie nudzisz.
Chłopiec chwycił ją za ręce i zakręcił dokoła siebie.
" Jestem głodny! I nie nudzę się!
" I nie musisz iść do psychiatry  dodała z przekąsem.  Chwała Bogu,
zaoszczędziliśmy pięćset złotych. No jedz, na co czekasz?
Julek porwał z półmiska plaster cielęciny.
" Pierwszorzędne żarcie!  Naraz przypomniał sobie coś.  Pani Teciu, był
może Cegiełka?
" Nie. Nie było go. A co, wyszedł już ze szpitala?
" To pani nie wie? Wczoraj go zwolnili.
" Biedaczysko, co się nacierpiał, to się nacierpiał. I za czyje winy?
" Zapomniałem pani powiedzieć, że pojutrze jest śledztwo w sprawie Sza-
majskiego. Dostaliśmy wezwanie na świadków.
" W imię Ojca  przeżegnała się gosposia.  To ty się będziesz włóczył po
sądach?
" Nie tylko ja. Karioka i Filipek też dostali zawiadomienia.
" Ciekawa jestem, ile ten gagatek dostanie?
" Niech pani Tecia będzie spokojna, porządnie beknie. A najciekawsze, że
ta córka dentysty, panna Danka, też odpowiada, ale z wolnej stopy. Podobno po
magała mu w kradzieży volkswagena, wyniosła mu kluczyki od tego samochodu.
" Pomagała w kradzieży samochodu gościa, który przyjechał do nich na ka
wę? Zwiat się kończy! To przecież nie do wiary.
" Nie do wiary, a jednak tak właśnie było. Gość popijał kawę, a ona wycią
gnęła mu kluczyki z kieszeni płaszcza i zaniosła je temu Szamajskiemu. Podobno
mieli opylić samochód i prysnąć z Warszawy. Jak w kinie, pani Teciu.
Gosposi wyrwało się żałosne westchnienie:
163
" Do czego to wszystko doprowadzi?
" Nie mam pojęcia. Dowiemy się pojutrze na rozprawie.
W tym momencie za oknem rozległ się znajomy gwizd.
Julek rzucił się do drzwi.
" Cegiełka! Cegiełka!  zawołał radośnie.
Za ogrodzeniem stał Cegiełka. Wspierał się na kulach i nogę miał jeszcze w
gipsie. Wysunął ją lekko do przodu opierając piętą o płytę chodnika.
 Cześć, Julek! Chodz na chwilę!  zawołał przez sztachety. [ Pobierz całość w formacie PDF ]