[ Pobierz całość w formacie PDF ]

wykluczona, zatem to nie ona faluje. Wiatr
natomiast faluje.
Douglas R. Hofstadter, Godel, Escher, Bach - an Etemal Golden Braid
Az podskoczyla na dzwiek telefonu. Bez pospiechu odjela wacik z rozpuszczalnikiem od fragmentu
obrazu, nad którym pracowala - za mocno nalozonej plamki werniksu na szacie Ferdynanda z
Ostenburga - i wsunela pesete miedzy zeby. Potem spojrzala nieufnie na aparat stojacy na dywanie u jej
stóp, zapytujac sama siebie, czy podnióslszy sluchawke, znów bedzie musiala wsluchiwac sie w kolejna
dluga cisze, tak dobrze jej juz znana od paru tygodni. Na poczatku przyciskala sluchawke do ucha i bez
slowa, niecierpliwie usilowala wylowic jakikolwiek dzwiek, chocby zwykly oddech, lada oznake
obecnosci zywego czlowieka, chocby i przerazajaca. Ale napotykala kompletna pustke, nawet bez
watpliwej pociechy w postaci trzasku przerwanego polaczenia. Za kazdym razem tajemniczy abonent -
wzglednie tajemnicza abonentka - wytrzymywal dluzej. Julia zawsze dawala za wygrana, chocby tkwila
przy aparacie Bóg wie ile. Ten ktos czail sie, cierpliwie i bez obawy, ze zaalarmowana przez Julie policja
moze podlaczyc sie do linii i namierzyc dzwoniacego. Najgorsze, ze nie mógl miec pojecia o wlasnej
bezkarnosci. Julia nie powiedziala o tym nikomu, nawet Cesarowi ani Munozowi. Nie wiedziec czemu
uwazala nocne gluche telefony za cos wstydliwego, upokarzajacego, co wdziera sie w jej sfere domowej
prywatnosci, w cisze nocna, która tak kochala, zanim zaczal sie koszmar. Najbardziej przypominaly
rytualny gwalt, powtarzajacy sie co noc, bez udzialu slów czy gestów.
Odebrala, kiedy telefon zadzwonil szósty raz, i z ulga rozpoznala glos Menchu. Ale ten spokój trwal
tylko chwile. Jej przyjaciólka musiala duzo wypic, moze pochlonela tez, jak domyslala sie Julia, sporo
substancji znacznie mocniejszych niz alkohol. Podnoszac glos, zeby przekrzyczec otaczajacy ja gwar i
muzyke, i wypowiadajac sensowne slowa pól na pól z belkotem, Menchu oznajmila, ze jest w barze
Stephan's, po czym wyrzucila z siebie metna opowiesc, w której wystepowali Max, obraz van Huysa i
Montegrifo. Julia nic z tego nie zrozumiala, ale kiedy poprosila przyjaciólke, zeby jeszcze raz spokojnie
opowiedziala jej, co zaszlo, Menchu wybuchla pijackim, histerycznym smiechem. Rozmowa zostala
przerwana.
Julia wyszla na ulice. Na dworze panowala lepka chlodna wilgoc. Trzesac sie w grubej skórzanej
kurtce, zatrzymala taksówke. Podczas jazdy co chwila odwracala glowe do taksówkarza, z
roztargnieniem reagujac na jego czcza gadanine, a swiatla miasta rzucaly jej na twarz na przemian szybkie
blyski i cienie. Wreszcie polozyla glowe na oparciu i zamknela oczy. Przed wyjsciem z domu wlaczyla
alarm elektroniczny i zamknela drzwi na dwa razy. W bramie jej wzrok przyciagnela krata automatyczna
- mogla w niej tkwic kolejna karteczka. Tej nocy jednak niczego nie znalazla. Niewidzialny gracz dalej
rozmyslal o swoim nastepnym ruchu.
W Stephan's byl tlum. Pierwsza osoba, jaka ujrzala po wejsciu, byl Cesar, który siedzial z Sergiem na
otomanie. Chlopak, z grzywka w smiesznym nieladzie, przytakiwal sluchajac, co antykwariusz szepcze
mu do ucha. Cesar palil, z noga zalozona na noge, dlon z papierosem polozyl na kolanie, druga
gestykulowal blisko ramienia podopiecznego, jednak powstrzymujac sie przed kontaktem fizycznym. Na
widok Julii poderwal sie i poszedl jej na spotkanie. Nie wygladal na zaskoczonego, ze dziewczyna
pojawila sie tu o tej porze, nieumalowana, w skórzanej kurtce i dzinsach.
- Tam jest - powiedzial tylko, pokazujac wnetrze lokalu z mina obojetna, która zle maskowala lekkie
rozbawienie.
- Na którejs z tych sof w glebi.
- Duzo wypila?
- Jak mityczna gabka. Obawiam sie, ze poza tym doslownie sypie sie z niej bialy proszek... Nie mogla
tak czesto latac do damskiej ubikacji za potrzeba. - Spojrzal na zar papierosa i usmiechnal sie jadowicie.
- Dopiero co wywolala skandal, strzelajac w pysk Montegrifa na srodku baru... Masz pojecie,
kochanie? Byl to widok naprawde - smakowal w ustach slowo, nim wypowiedzial je z mina konesera -
rozkoszny.
- A Montegrifo? [ Pobierz całość w formacie PDF ]