[ Pobierz całość w formacie PDF ]

Spójrz, jak co chwila się rumieni.
Nikos widział to doskonale.
- Ona nie ma pojęcia, jak się znaleźć w towarzystwie osób takich jak my.
- Czyli jakich? - zapytał zaciekawiony.
- Cóż, chyba już ustaliliśmy, że ja jestem jędzą bez ludzkich uczuć, a ty podłym
łajdakiem i pożeraczem niewieścich serc. Dziś wieczorem w tym bajkowym pałacu roi
się od osób pasujących do obu tych kategorii. Do bólu eleganckie i zblazowane lwy sa-
lonowe. Oraz hieny, sępy, świnie. Odrażająca menażeria - skwitowała gorzko. - Faceci,
którzy swoje ego noszą w portfelach i portkach, oraz kobiety, które sensu swojego życia
szukają w tych dwóch przed chwilą wymienionych miejscach. Twoja kukułeczka patrzy
na nas jak na kosmitów. Nie dziwię jej się. Całe życie spędziła gdzieś na wsi, sadząc ro-
ślinki czy coś w tym rodzaju.
Nikos zauważył, że Diana ma rację. Mia nie wyglądała na osobę, której imponuje
towarzystwo sławnych i bogatych. Sprawiała raczej wrażenie, że jest nieco zażenowana
faktem, że wszyscy traktują ją ulgowo, jako dziecko Oscara Balfoura.
- Zrób coś dla mnie, Diano - odezwał się półgłosem. - Swoje szpony trzymaj z dala
od Mii.
- W zamian za co? - odparła natychmiast.
Nikos nachylił się ku niej i musnął ustami jej gładki policzek.
- Mój szacunek - mruknął i odszedł.
Mia odebrała ten gest jako pocałunek. Przełknęła z trudem. Zastanawiała się, jak
ma na imię ta blondynka. On ma ich na pęczki! - pomyślała z gniewem. Ubiegłej nocy
Lois Mansell, dziś ta zielonooka piękność...
Ktoś chwycił ją raptem za rękę. Przez ułamek sekundy myślała, że to Nikos.
Chciała mu posłać wrogie spojrzenie i powiedzieć, że jeszcze nie minęło trzydzieści mi-
nut. Kiedy jednak ujrzała za plecami Antona Brunela, świdrującego ją zimnymi, srebr-
nymi oczami, serce podskoczyło jej do gardła.
- Muszę z tobą porozmawiać - oświadczył, a raczej zażądał.
- Nie mam na to ochoty. - Próbowała mu się wyszarpnąć, lecz on zacieśnił uścisk;
zabolała ją ręka. - Proszę mnie puścić!
- Dopiero wtedy, gdy odpowiesz na moje pytania. - Odciągnął ją od drzwi i zapro-
wadził w kąt sali, pod olbrzymią palmę. - Jesteś mi winna wyjaśnienie. Co to, do cholery,
za gierki? Dlaczego opowiadasz Theakisowi kłamstwa na mój temat?
- To nie są kłamstwa. - Tak mocno zacisnął dłoń na jej nadgarstku, że Mia aż jęk-
nęła z bólu.
- Podczas lunchu cały czas robiłaś do mnie maślane oczy, a potem powiedziałaś
Nikosowi, że to ja się do ciebie dostawiałem?!
- Signor, żyje pan w krainie iluzji, skoro pan uważa, że się do pana wdzięczyłam -
syknęła Mia, nadal usiłując wyszarpnąć mu swoją rękę.
Rozejrzała się, by sprawdzić, czy nikt ich nie zauważył. Może ktoś zainterweniuje?
Nagle uleciała z niej cała nadzieja. Brunel z premedytacją wybrał akurat to miejsce:
wielka palma zasłaniała ich tak dokładnie, że byli niemal niewidoczni dla reszty gości.
Napierał na nią całym ciałem, przyciskając do ściany.
- Posłuchaj mnie - zachrypiał. - Chcę, żebyś powiedziała prawdę temu zazdrosne-
mu bydlakowi. Powiedz mu, że to ty się do mnie zalecałaś. To ty podczas tamtego lun-
chu ze mną flirtowałaś, a ja jedynie połknąłem przynętę, bo nie jestem z drewna, jestem
zdrowym facetem. Niby czemu mam płacić za twoje zachowanie, co? Nie chcę stracić
najlepszego interesu, jaki mi się od lat trafił, tylko dlatego, że lubisz nadzianych gości.
Mia wyczuła w jego oddechu intensywną woń alkoholu.
- Jesteś odrażającym typem! - odparła zdegustowana. - Jeśli mnie nie puścisz, za-
cznę krzyczeć!
- Nawet nie piśniesz, kotku - zaśmiał się. - Jesteś z rodzinki Balfourów, boisz się
zrobić scenę. To by się nie spodobało Theakisowi. Ani twojemu ojczulkowi.
- To nie ja robię scenę, tylko ty. Puszczaj mnie!
Udało jej się wyszarpnąć mu swój nadgarstek.
Brunel spróbował znowu ją złapać, lecz Mia odepchnęła go na tyle mocno, że mo-
gła wreszcie uciec.
Była roztrzęsiona, brakło jej tchu. Wybiegła na taras przy basenie. Bała się, że
Brunel mógł za nią pobiec, więc dołączyła do pierwszej lepszej grupki ludzi stojących
przy basenie. Przywołała na usta uprzejmy uśmiech i włączyła się do rozmowy.
Czy naprawdę zrobiła to wszystko, o co obwinia ją Anton Brunel? O Boże, może
robię takie rzeczy nieświadomie? - pomyślała ze zgrozą. Przecież ubiegłej nocy Nikos
oskarżył ją o to, że flirtowała z kelnerem.
Rozmasowała bolący nadgarstek. Ktoś zaproponował jej kieliszek szampana. Po- [ Pobierz całość w formacie PDF ]