[ Pobierz całość w formacie PDF ]

 Została po Kellerach... ta lalka?
 Tak. I całe mnóstwo innych szpargałów.
Poruszył się. Usiadł z nastroszonymi włosami, które nie zdążyły wyschnąć.
 Właśnie o tym musimy porozmawiać. Całkiem możliwe, że wśród tych, jak mó-
wisz, szpargałów znajduje się  Pawie oko .
Uniosła głowę. Z niedowierzaniem otworzyła oczy.
 Bzdura! Skąd by się tam wziął? Co jak co, ale tego pawia by na pewno zabrał ze
sobą! Zresztą... z czasem ciotka Aucja zrobiła porządek na strychu. Nie, to niemożliwe!
Nawet gdyby Kellerowie uciekali w popłochu, to i tak by go zabrali.
Wypił czerwonawy płyn pachnący ogrodem i latem. Potem sięgnął do kryształowej
czarki z konfiturami.
 Zrekapitulujmy to, co każde z nas wie o mieszkaniu przy Heweliusza. Naprzód ja.
Ty uzupełniaj. No więc było tak...
72

 Schneller! Na, los! Mach schon! To żydowski sklep! Wybijać!  Brzęk tłuczonej
szyby zmieszał się z dzikim wrzaskiem komando. %7łołnierze w brunatnych mundurach
walili łomami w szkło zamalowane farbą w znak gwiazdy Dawida. Kryształowa Noc,
która zaczęła się dziewiątego listopada trzydziestego ósmego roku od przemówienia
Adolfa Hitlera, trwała we wzniecanych pożarach i brzęku tłuczonego szkła. Wywlekani
z domów i sklepów %7łydzi osłaniali rękami głowy i twarze. Płynęła krew. Pijani wódką
i szaleństwem młodzi chłopcy z czerwonymi opaskami i czarnym znakiem złamanego
krzyża osiągnęli zwycięstwo. Trupy pomordowanych leżały na ulicach. Ranni i ci, któ-
rzy ocaleli z pogromu, byli pędzeni ulicami pomiędzy olejarnią i szarym murem daw-
nego cmentarza.
 Schnell!
Sklep jubilerski Arona Fischenbauera mieścił się w wąskim zaułku pomiędzy Am
Nussbaum a piwiarnią. Stary Aron od dawna oswajał się z myślą o śmierci. Swoją ro-
dzinę wysłał z Berlina na południe. On jeden wiedział, co się może stać. Z nim... z nimi
wszystkimi. Nie bał się ostateczności. Bał się poniżenia i gwałtu. Swoje papiery, starą
menorę i naszyjnik z pereł, prezent dla żony w dniu ślubu  ukrył w schowku pod
deską w kuchennej podłodze. Zasłonił klapę zniszczonym dywanikiem. To, co dla niego
najcenniejsze  nosił na sercu. Dodawało mu sił. Czekał. Gdy ujrzał namalowany na
szybie sklepu znak-wyrok, poszedł na piętro i połknął truciznę. Nie żył już, gdy wpadli
pijani zwycięstwem i chęcią mordu.
 Stary głupiec!  Horst Kluge kopnął trupa.  Myśli, że nam uciekł! Zabierać
wszystko ze sklepu, szukać za obrazami! Ruszcie się!
Kiedy Otto Keller wkroczył do środka, by sprawdzić, jak też się jego chłopcy sprawu-
ją, po złocie, pierścionkach i cienkich łańcuszkach nie było już śladu. Sejf i gabloty zo-
stały oczyszczone.
 On na pewno najcenniejsze rzeczy schował w mieszkaniu  powiedział do swego
zastępcy, Horsta.  Idz za chłopakami. Ja tu chwilę zostanę.
 Jawohl!  Horst zniknął pomiędzy rozbitymi meblami. Z kredensu Rosy
Fischenbauer sypała się sól zmieszana z kryształkami cukru.
Otto wszedł po skrzypiących, pachnących pastą schodach. Kopnął zwłoki starego
Arona i rozejrzał się uważnie. Nie po raz pierwszy uczestniczył w pogromie. Ale ten
osiągnął nie spotykaną dotąd skalę. Fhrer życzył sobie całkowitej zagłady tych ludzi.
Słowo Fhrera jest świętością. Po nich Polacy! Spotka ich to samo. Nie oszczędzi nawet
głupiego brata, który przynosi mu hańbę. I może zagrozić karierze. Rozejrzał się po
kuchni. Bardzo uważnie. Nic nie uszło jego uwagi. Nawet krzywo położony stary, wy-
tarty chodnik. W dziwnym miejscu jak na kuchenne obyczaje. Odsunął go obcasem ele-
73
ganckiego, lśniącego buta. Deska miała krótszy wymiar. I szerszą szparę. Otto uśmiech-
nął się. Sięgnął po pogrzebacz Frau Fischenbauer. Już nigdy jej nie będzie potrzebny.
Zakrzywione ostrze podważyło deskę. Schylił się i wyjął paczkę owiniętą czarną satyną.
Menora zalśniła siedmioma złotymi ramionami.
 Piękne dzieło sztuki!  westchnął. Znał się na tym. Kolekcjonował obrazy i starą
porcelanę. Poruszył jeszcze pogrzebaczem i wyłuskał zawiniątko. Za chwilę w jego
dłoni spoczywał aksamitny woreczek, a w nim naszyjnik z mlecznych pereł. Jedna
w jedną równe i okrągłe.
 No, Gretchen, kochanie, będzie dla ciebie pod choinkę!
Stanął w oknie, obserwując ulicę. Wrzaski i krzyki oddaliły się, chłopcy z żelaznymi
prętami szaleli już za Ephraim-Palais. Wychodząc, rzucił okiem na nieboszczyka, trzy-
mającego coś w zaciśniętej dłoni. Otto Keller zaśmiał się.
 Zabaweczka! Będzie i dla Horsta. Na gwiazdkę.
Przez całą noc na wyspie w okolicach Fischerstrasse szalały pożary wzniecane przez
żądny mordu tłum umundurowanej młodzieży. Przez całą długą noc pękały szyby skle-
pów i domów. Nieliczni mieszkający tam Niemcy dla bezpieczeństwa wywieszali fa-
szystowskie flagi. Do opuszczonych kamienic wdzierali się pod osłoną nocy, by rabo-
wać. Grss Gott!  wołali mijając się w drzwiach, potykając się o rozbite meble i roz-
prute poduszki, z których pierze wirowało w powietrzu. Upychali w workach i ten gęsi
śnieg, i garnki pełne gęsiego smalcu. Wszystko może się przydać gospodarnej Niemce.
Nieważne, że koszerne! Grss Gott!
Następnego ranka zmęczony, lecz zadowolony Otto Keller zdawał relację w biurze
partii przy Opernplatz.
 Zadanie wykonane, Herr Sturmbahnfhrer Mller. %7łydzi wymordowani. Sklepy
spalone.
 Jawohl  spojrzenie spod opuchniętych powiek było ostre, przenikliwe.  Mam
nadzieję, że wykurzyliście ogniem i żelazem ten brud oblepiający przez wieki nasz
naród. Heil Hitler!
 Heil!
Po południu, siedząc przy okrągłym stole w szarej, ciepłej bonżurce po dziadku, po-
wiedział ciepło do Grety:
 Wyjeżdżamy z Berlina, kochanie.
Zastygła z łyżką wazową w dłoni. Pod jasnym kręgiem lampy jej warkocz, oplata-
jący głowę lśnił niczym szczere złoto. Odłożyła łyżkę do wazy i przytuliła do piersi jasną
głowę syna.
 Dokąd, Otto?
 Do Gdańska. Taki dostałem rozkaz.
74
 Polska?  przeraziła się. Znała historię rodziny Kellerów, ich polskich przodków,
szwagra Zygmunta i tę czarnowłosą Zofię o jaśniepańskich manierach.  Nie chcę do
Polski!
Uśmiechał się pojednawczo.
 Nie martw się, Gretchen. Już niedługo Gdańsk będzie nasz, Grss Gott!
Westchnęła. Jak każda dobra i pobożna Niemka wyznawała zasadę: Kinder, Kche
und Kirche. Ale czy interesowała się polityką?
 Gdzie będziemy tam mieszkać, Otto? Z twoją rodziną?
Obruszył się. Ostatnia łyżka rosołu rozchlapała swą zawartość na obrus w zieloną
kratkę.
 Bzdura! Już za miesiąc, za dwa niemieckie wojska zajmą Polskę. Gdańsk będzie
w całości nur fr Deutsche. Na razie dostaniemy tam mieszkanie. Pózniej własny dom
nad morzem. Gwiazdkę spędzimy już w nowych Niemczech, Greto. A prezenty będą
takie... jakich się nigdy nie spodziewałaś!

JFK wyciągnął nogi. Słońce znikało za dachami kamienic. Na balkonie zrobiło się
chłodno.
 Twój dziadek, Zygmunt, zginął w trzydziestym dziewiątym, broniąc Poczty
Polskiej. To wiem.  Agata narzuciła sweter.
Wstał z trzcinowego fotela. Podszedł do balustrady i wychylił się.
 Nie uwierzysz. Ale przy furtce Kellerów stoi BMW ze szwajcarską rejestracją.
 Jeremy?
 Tak.
Zeszli szybko na parter, a potem na wąską uliczkę, przecznicę Ahornallee. Teraz, nie
będąc widziani, mogli wygodnie obserwować willę. Zakurzone BMW miało istotnie
znajomą rejestrację. Nie mogło być żadnej pomyłki. [ Pobierz całość w formacie PDF ]