[ Pobierz całość w formacie PDF ]

 Jest to niezapomniany widok, trudno wyrazić to słowami  rzekła.
Budowniczy uśmiechnął się i wykonał ręką ruch, jakby wszystko
wokoło siebie zagarniał w posiadanie.
  A wszystko to należy do mnie, tak do Egiptu władcy rzecze... 
zacytował z uśmiechem Schillera.
 Co mi po tym wszystkim?  machnął ręką Harald.
 Niech pan tego nie mówi, panie doktorze. Wielu ludzi na pewno
uważa pana za człowieka godnego zazdrości  rzekł budowniczy.
 A poza tym zamek Rautenfels jest naprawdę cudowny  dodała
Astrid.
Harald spojrzał na nią z dziwną goryczą. Twarz jego sposępniała, w
oczach pojawił się znowu wyraz beznadziejnego smutku. Serce dziew-
czyny ścisnęło się, ogarnęło ją znowu gorące współczucie. Tak, Harald
Rodeck jest młody, przystojny, bogaty, ludzie zazdroszczą, mu jego ma-
jątku, a jednak szczęście omija próg jego domu.
Doktor Rodeck tymczasem mówił:
 Już wczoraj powiedziałem, że chętnie zamieniłbym się z panią.
Wiem, że ludzie zazdroszczą mi mego majątku, nie mają jednak słusz-
ności. Zamek Rautenfels jest piękny, to prawda  ale piękno jego mogli-
by odczuć w całej pełni tylko szczęśliwi ludzie. Niestety, zdarza się nie-
raz, że szczęście omija właśnie najpiękniejsze zakątki na ziemi...
Astrid pochyliła głowę. Nie potrafiła patrzeć spokojnie na jego ból.
 To prawda!  szepnęła.
 I ja się z tym zgadzam  wtrącił budowniczy Salten.  Zresztą, mo-
głaby o tym coś powiedzieć hrabina Rautenfels, która zmarła okrutną
śmiercią w lochu zamkowym.
Harald spojrzał pytająco na pana Saltena, po czym przeniósł wzrok
na Astrid.
116
TL R
 Jak to? Pan architekt opowiedział pani o tym cośmy znalezli w lo-
chu?
Astrid skinęła głową.
 Tak!  odparła.
 Pannie Holm można powierzyć każdą tajemnicę  wtrącił budowni-
czy.  Panna Holm na pewno nie wspomni o tym nikomu.
 Wiem o tym!  rzekł spokojnie Harald.
 Tak, a teraz zejdziemy na dół, panno Holm! Pragnę pani pokazać
odrestaurowane pokoje i sale  upomniał budowniczy Salten.
 Dobrze, proszę pana.
 Pozostałe pokoje pokaże pani przy jakiejś okazji pan Rodeck, skoro
się sam zaofiarował na przewodnika.
 Bardzo chętnie  rzekł Harald.
 A więc załatwiona sprawa! Zresztą, mogłaby pani zwiedzić cały
zamek w niedzielę po południu. Moja rodzina i ja zostaliśmy zaproszeni
na całą niedzielę do sąsiedniego majątku. Czy pan ma czas w niedzielę,
panie doktorze? Czy mógłby pan oprowadzić pannę Holm? Harald skło-
nił się uprzejmie.
 Ma się rozumieć. Mnie dogadza każdy dzień i każda godzina. A jak
pani rozporządzą czasem, panno Holm?
 Wobec tego, że mam wolną niedzielę, więc chętnie skorzystam z
okazji.
 Dobrze, w niedzielę po południu, o trzeciej będę na panią czekał
przy bramie zamku.
 Dziękuję panu!
Budowniczy Salten pokazał Astrid całą basztę zachodnią i wszystkie
pokoje w zachodnim skrzydle, łączące się z tą wieżą. Objaśnił jej, jakich
dokonał zmian i na czym polegała przebudowa.
Astrid słuchała z wielkim zajęciem i podziwiała ogromny kunszt pa-
na Saltena. Część zachodnia została całkowicie zmodernizowana, a mi-
mo to zachowała dawny styl. Widać było, że architekt Salten wykonał
117
TL R
swoją pracę z ogromnym zrozumieniem epoki, a zarazem z wielkim za-
miłowaniem. W każdym szczególe poznawało się oko i ręce artysty.
Astrid kroczyła po tych pokojach, przejęta szczerym zachwytem. Wy-
powiedziała też głośno kilka wyrazów podziwu.
 Pan architekt stworzył naprawdę arcydzieło  rzekła z uznaniem.
Harald Rodeck zapatrzył się na jej cudną twarzyczkę i zapomniał o
całym świecie. Czymże były wszystkie stare zamki, wszystkie skarby z
całego świata wobec promiennych oczu Astrid Holm?
Dopiero jej melodyjny głos wyrwał go z rozmarzenia.
 Tak, to prawda  potwierdził  jest to arcydzieło w swoim rodzaju!
 Ja sam jestem z siebie zadowolony i cieszę się z mego dzieła  po-
wiedział budowniczy Salten.
 Jaka szkoda, panie doktorze, że te wszystkie pokoje są nieza-
mieszkane!  wtrąciła Astrid.
 Ja nie straciłem nadziei, że zamek Rautenfels otworzy jeszcze kie-
dyś swoje gościnne podwoje  rzucił pan Salten.
 Zwątpiłem w to  szepnął z goryczą doktor Rodeck.
 O nie, nie należy wątpić! W życiu może się jeszcze bardzo wiele
zmienić. Zobaczy pan, że nastąpi taki dzień, w którym tłumy wesołych
gości zalegną puste komnaty zamku Rautenfels. I wtedy dopiero zacznie
się pan radować swoją piękną posiadłością i oceni pan w całej pełni jej
wartość  pocieszył go budowniczy.
Twarz Haralda drgnęła boleśnie. Odwrócił wzrok od swoich gości i
zapatrzył się gdzieś w dal. Spojrzenie jego biegło przed siebie, bez celu,
jakby w pustkę.
 Och, gdybyż pan miał słuszność!  rzekł po chwili.  Cóż bym dał
za to, gdy pan miał słuszność! Ale zanim się to stanie, musiałby nastą-
pić pewien cud! A ja przestałem wierzyć w cuda! Nie zdarzają się nig-
dy...
 To nieprawda!  powiedziała Astrid, pragnąc mu dodać otuchy.
 Czy pani mówi z własnego doświadczenia?
118
TL R
 Naturalnie! Gdyby tak na przykład kilka miesięcy temu zjawił się
u mnie ktoś i powiedział: pojedziesz wkrótce do Turyngii, zwiedzisz tam
jeden z najpiękniejszych w świecie zamków, sam właściciel tego zamku
będzie cię oprowadzał po wszystkich pokojach! Cóż bym wtedy powie-
działa? Roześmiałabym się tylko i powiedziała, że najpierw musiałby
chyba nastąpić jakiś cud! A jednak to wszystko się stało i to zupełnie po
prostu...
 A widzi pan!  roześmiał się architekt Salten.
 Tak  dodała Astrid po chwili  takie cuda zdarzają się na pewno
codziennie. Tylko, że w takich razach przestajemy je uważać za cud, pa-
trzymy na nie jak na sprawy proste i zupełnie naturalne. Nie trzeba
nigdy tracić wiary i otuchy.
 Niech się pan uczy ufności i odwagi u tej młodej osoby. Przyda się
panu bardzo taka wiara w cuda, to ogromnie uspokaja i krzepi na du-
chu  powiedział z uśmiechem budowniczy Salten.
Harald Rodeck nie odrywał oczu od Astrid. Jego ponurą twarz rozja-
śnił także uśmiech.
 Och, pragnąłbym bardzo zostać pojętnym uczniem panny Holm 
powiedział, patrząc wciąż na nią.
Czuła na sobie jego uporczywe spojrzenie i zarumieniła się. Spuściła
oczy. Po chwili przystanęła przed wielkim portretem jakiejś kobiety, ma-
lowanej w naturalnej wielkości.
Wszyscy zatrzymali się tutaj.
Portret przedstawiał damę w stroju z epoki Ludwika XIV. Miała na
sobie wspaniałą krynolinę i białą perukę na głowie. Jej piękna, upu-
drowana twarz, upstrzona licznymi muszkami, uśmiechała się tajemni-
czo i zalotnie.
Astrid długo przyglądała się damie z portretu.
 Co to właściwie za obraz?  zapytała po chwili. [ Pobierz całość w formacie PDF ]