[ Pobierz całość w formacie PDF ]

dokument, łatwiej by mogło na nas paść podejrzenie.
 Słusznie, Naprawdę jesteś genialna, Leno. Zwietnie to
wszystko obmyśliłaś, i to w rekordowo krótkim czasie.
Uśmiechnęła się zarozumiale.
 Mam głowę nie tylko od parady.
 Jesteś pewna, że ta Alving nam nie przeszkodzi?
 Już ci mówiłam, że ma coś załatwić zaraz po obiedzie.
Słyszałam,
jak rozmawiała o tym z Henrykiem, na pytanie, czy wezmie
samochód,
odpowiedziała, że pojedzie kolejką. Zdążyliśmy, jak widać,
wybić jej trochę
z głowy te wielkopariskie maniery. No i na szczęście nie jada z
nami.
 A Henryk? Co z nim zrobimy?
Lena machnęła pogardliwie ręką.
92
 Ach, to śpioch! Wiesz przecież, że zaraz po obiedzie
zaszyje się gdzieś w kącie i zacznie chrapać.
 No, musimy się go pozbyć, gdy tylko obejmiemy
spadek. Dziś wszakże jego lenistwo jest nam na rękę.
 Mam nadzieję, że wszystko dobrze pójdzie. Kiedy
wrócisz do pokoju, aby wyjąć portfel, ja będę stać na
czatach, aby cię ubezpieczać. A teraz cicho sza, bo
właśnie ktoś wychodzi z domu. Wszystko jasne? Pytam na
wszelki wypadek, gdybyśmy już nie mieli okazji
porozmawiać na osobności.
 Tak, Leno.
 Zwietnie! A teraz popatrz na te jodły. To taki niewinny
temat.
Pięknie wyrosły, prawda? doskonale nadawałyby się na
bożonarodzeniowe
choinki.
 W samej rzeczy. Są bez zarzutu.
 A pan jak uważa, panie Herfurt  zwróciła się do
nadchodzącego
właśnie Gerta.
 O co pani pytała?
 Moim zdaniem z tych jodeł byłyby doskonałe świąteczne
choinki.
 Bez wątpienia, prezentują się wspaniale.
 Nie zapomniał pan, że Niemcy Boże Narodzenie
obchodzą przy choince? Mieszkał pan przecież w Anglii.
 O, nie zawsze. Od dziesiątego do dwudziestego
pierwszego roku życia mieszkałem z ojcem w Hanowerze,
tam też uczęszczałem do gimnazjum. Dopiero potem
wróciliśmy do Anglii.
 A podczas pańskiego pobytu w Niemczech nigdy pan
nie próbował zbliżyć się do dziadka?  spytał Kurt.
 Już państwu mówiłem, że ojciec dopiero na krótko
przed śmiercią mi wyjawił, że mój dziadek Rochus Berndt
jeszcze żyje.
 Dziwne, naprawdę dziwne! Nie zamierzam podawać
pańskich słów w wątpliwość, ale doprawdy nie rozumiem
pańskiego ojca. Dlaczego tak długo trzymał pana w
niewiedzy, z daleka od dziadka?
 Miał po temu powody.
 Zatem nasz stryj chyba nawet nie wiedział, że ma wnuka.
 Dowiedział się o tym w dniu swej śmierci.
Tu Gert opowiedział, jak to Ruth znalazła w walizce jego
matki list i co z tego wynikło.
93
Twarze rodzeństwa wyraznie zdradzały, co ich właściciele
o tym myślą. Kiedy Gert skończył, Lena rzuciła drwiąco:
 A więc to panna Alving maczała w tym palce! Nasz
stryjeczny
dziadek żyłby może jeszcze, gdyby go tak nie wzburzyła
swoim odkryciem.
Wiem, wiem, nie wolno na tę damę nic mówić, jest przecież
pod pańską
opieką. A więc nie przyszło jej nawet do głowy, że pańskie
pojawienie się
przekreśli jej widoki na spadek? Gdyby się zorientowała,
przemilczałaby tę
sprawę.
Oczy Gerta przybrały grozny wyraz.
 Państwo sugerujecie, że panna Alving postąpiła
niesłusznie. Ona nie myślała o tym, aby urabiać dziadka
dla własnych korzyści, jest na to za szlachetna, dlatego
nalegam, łaskawa pani, aby nie mówiła pani takich rzeczy.
 Dobrze już, dobrze, przecież nic takiego nie
powiedziałam. Niechże pan zachowa swoje dobre
mniemanie o pannie Alving, a ja wiem swoje i pozostanę
przy tym. To nie powinno być powodem niezgody między
nami. A więc, jak rozumiem, zna pan tutejsze zwyczaje
bożonarodzeniowe.
 Nawet w Anglii obchodziliśmy te święta według
ojczystego zwyczaju, ojciec i ja.
Jeszcze chwilę prowadzili na pozór uprzejmą rozmowę, po
czym wrócili do domu, gdzie już czekał na nich Henryk z
wieścią, że za chwilę wniosą zupę. Menu było wyszukane, a
Kurt kazał podać do stołu drogie wino, zupełnie jakby był już
panem domu.
Kiedy siedzieli przy obiedzie, Lena dojrzała przez okno
zmierzającą do bramy Ruth. Uspokojona dała oczami znak
bratu, a ten odpowiedział skinieniem głowy.
Oboje byli teraz pewni, że Ruth Alving nie pokrzyżuje ich
planów.
XIII
Lena poleciła Henrykowi podać poobiednią kawę w %7łółtym
Salonie, który przytykał do jadalni, po czym odesłała go pod
pretekstem, że już niczego więcej nie będą sobie od niego
życzyli. Tak więc brat i siostra pozostali z Gertem sami, nie
niepokojeni przez nikogo. Przez chwilę gawędzili o tym i
owym, a wreszcie Lena spojrzała znacząco na brata. Na ten
sygnał Kurt sięgnął po papierośnicę, którą wcześniej napełnił
spreparowanymi papierosami.
 Wypalmy teraz fajkę pokoju, panie Herfurt, abyśmy
doszli w przy
szłości do porozumienia. Proszę się poczęstować  rzekł
podając mu
papierośnicę.
Gert zwrócił się do Leny:
 Pozwoli pani, że zapalę?
 Ależ proszę bardzo!  roześmiała się przebiegle. 
Sama od czasu [ Pobierz całość w formacie PDF ]