[ Pobierz całość w formacie PDF ]

123
TL R
Pani Klaudyna usiadła przy stole. Była dziwnie rozrzewniona, a
pieszczotliwe słowa Bryty działały na nią jak kojący balsam. Na kolanach
jej spoczywała mała książeczka w czarnej oprawie...
Obie panie poprzednio miały zamiar pojechać do miasta po świąteczne
sprawunki. Teraz pani Klaudyna nie była do tego usposobiona. Chciała
się zamknąć w swoim pokoju i w samotności przeczytać pamiętnik
ukochanego.
Bryta pojmowała, co się dzieje w duszy pani Klaudyny, toteż zapro-
ponowała, że sama załatwi wszystkie zakupy. Pani Klaudyna zgodziła się
na to, dała Brycie cały szereg poleceń i wskazówek, po czym tkliwie po-
żegnała dziewczynę.
 Wezmiesz powóz, kochanie moje...
 Wolałabym iść pieszo...
 Ależ jest już bardzo ciemno.
 Ulice są oświetlone, a w mieście panuje wielki ruch. Nieraz już
wychodziłam sama o tej porze.
 Jak chcesz, kochana Bryto.
Bryta odeszła, żeby się przebrać, a pani Klaudyna schroniła się w
swoim pokoju. Zaledwie została sama, gdy otworzyła czarną książeczkę i
zatopiła się w czytaniu.
Chwilami podnosiła oczy znad pamiętnika, nie mogąc czytać dalej,
gdyż oczy jej wilgotniały od łez. Zdawało się, że te łzy obmyły jej duszę z
dawnych cierpień i smutków. Pozostało w niej jedynie ciche, łagodne
uczucie szczęścia i wielkiego spokoju. Czytając, doznawała wrażenia, że
przeżywa po raz wtóry promienne dni młodości, że słowa Henryka Los-
sena przywracają jej dawno zapomniane godziny miłosnych uniesień.
Gdy dobiegła końca i przeczytała ostatnie słowa ukochanego, które
nakreśliła Bryta, wówczas złożyła ręce jakby do modlitwy. Przymknęła
oczy i wydało się jej, że stoi przed nią umiłowany małżonek i z bezgra-
niczną miłością spogląda na nią.
 Henryku  szepnęła  przysłałeś mi twoje dziecko, wiem o tym...
Stanie się ono  naszym dzieckiem... Przyrzekam ci, że odtąd będę miała
jeden tylko cel w życiu: szczęście naszej córki. Wyrządziłam ci ogromną
krzywdę, lecz postaram się okupić błędy młodości. Wynagrodzę Brycie
124
TL R
wszystkie cierpienia, których ty doznałeś przeze mnie... Czyś zadowolo-
ny, najdroższy mój, jedyny?
Trwała wciąż w bezruchu, nie otwierając oczu, aby nie spłoszyć wi-
dzenia. Duch Henryka uśmiechnął się do niej, a wreszcie znikł. Wtedy
dopiero otworzyła zapłakane oczy, ścigając jeszcze przez chwilę obraz
ukochanego, póki nie rozpłynął się w mroku.
XV
Nazajutrz rano zaraz po śniadaniu, pani Klaudyna zatelefonowała po
doktora Frensena, prosząc go, żeby się do niej pofatygował w bardzo
ważnej sprawie. Następnie oświadczyła Brycie, że doktor Frensen od-
wiedzi ją przed południem i że konferencja z nim potrwa zapewne do
obiadu. Powiedziała też, że do tej chwili Bryta może dowolnie rozporzą-
dzać swoim czasem.
 Jeżeli pozwolisz, mateczko, to pójdę do willi  Klaudyna . Pracownia
pociąga mnie ogromnie, a wczoraj nie zdążyłam się w niej porządnie ro-
zejrzeć. Czy mogę tam iść?
Pani Klaudyna uśmiechnęła się.
 Możesz robić, co ci się podoba, kochane dziecko.
Bryta ucałowała ją serdecznie.
 Ja na twoim miejscu nie udzielałabym nikomu nieograniczonej
władzy, zwłaszcza takiej osóbce, jak ja  rzekła filuternie.
 Czynię to może z egoistycznych pobudek. Im więcej swobody ci
zostawię, tym bardziej przywiążesz się do mnie, a na tym mi zależy. A
teraz zawołaj moją poczciwą Stange.
Bryta wypełniła polecenie, a po chwili, pani Stange stanęła na progu
pokoju.
 Powiedz mi, Stange, czy na górze w willi  Klaudyna wszystko jest w
porządku?
Gospodyni spojrzała ze zdumieniem na swoją panią, która nigdy ani
jednym słówkiem nie pytała o willę.
125
TL R
 Naturalnie, proszę pani. Przecież dopiero wczoraj posprzątano we
wszystkich pokojach.
 A w jakim stanie znajdują się piece? Czy można w nich palić?
Pani Stange dziwiła się coraz bardziej.
 Tak, proszę pani. Wczoraj je właśnie wypróbowałam...
 Doskonale! Poślij kogoś na górę, żeby dobrze napalił w pracowni. I
daj klucze pannie Brycie. Chciałaby w spokoju obejrzeć sobie willę.
Gospodyni w milczeniu pokiwała głową i wyszła, myśląc przy tym:
 Trzeba przyznać, że panna Bryta ma szczególne łaski u naszej pani.
Komu innemu odmówiłaby z pewnością...
Staruszka nie zazdrościła jednak Brycie tego wpływu, gdyż od czasu,
jak dziewczyna przebywała w domu, pani Steinbrecht stała się o wiele
spokojniejsza i łagodniejsza.
Po wyjściu gospodyni, Bryta rzuciła się ze śmiechem na szyję pani
Steinbrecht.
 Ach, mateńko, pani Stange wyglądała tak, jakby wierzyła w czary.
Wczoraj nie chciała mnie wpuścić do willi, obawiając się, że byłoby to
wbrew twej woli. A teraz ty sama dajesz jej takie zlecenie...
Pani Klaudyna spojrzała z miłością na dziewczynę.
 Pani Stange nieraz jeszcze będzie się dziwić.
 Cóż powie na to, gdy usłyszy, że nazywam cię matką?
 Wkrótce już wyjaśnię jej wszystko. Ale teraz idz na górę, Bryto.
Jeżeli wcześniej skończę konferencje z panem Frensenem, to przyjdę po
ciebie i posiedzimy jeszcze godzinkę w willi. Przestałam się już obawiać
duchów, które krążyły w tym domu. Wypędziłaś okrutne zmory twymi
jasnymi oczami...
Gdy doktor Frensen nadszedł, Bryta udała się do willi. Pani Klaudyna
przeszła ze starym prawnikiem do swego gabinetu.
 Drogi doktorze  rzekła poważnie i uroczyście  wezwałam pana,
gdyż pragnę z nim omówić coś ważnego. Przede wszystkim zaś muszę
powiedzieć panu, jako memu staremu przyjacielowi i powiernikowi, że
wczoraj nareszcie wyznałam prawdę Brycie Lossen.
Doktor Frensen podniósł na nią oczy.
126
TL R
Pani Klaudyna opowiedziała mu w zwięzłych słowach, jak doszło do
decydującej rozmowy, po czym ciągnęła:
 Bardzo to smutne, drogi przyjacielu, jeżeli ktoś w moim wieku
przychodzi do przekonania, że postępował niesłusznie. Teraz dopiero
pojęłam, że z własnej winy utraciłam ogromne szczęście. Mój mąż pozo-
stawił pamiętnik, który przeczytałam. Zrozumiałam, że ja sama byłam [ Pobierz całość w formacie PDF ]