[ Pobierz całość w formacie PDF ]

Gospodyni: Rada jestem, że takie pańskie zdanie.
Pan: Albowiem wino pani jest wyśmienite.
Gospodyni: Ach, wino miał pan na myśli? Ano, znowu masz słuszność. Pamiętacie, panowie,
na czymśmy stanęli?
Pan: Owszem; na konkluzji arcyprzewrotnego zwierzenia.
Gospodyni: Margrabia des Arcis i pani de La Pommeraye uścisnęli się zachwyceni sobą
wzajem i tak się rozstali. Im lepiej dama ta panowała nad sobą wobec kochanka, tym
gwałtowniejszy był jej ból po jego odejściu.  Więc to prawda  wykrzyknęła  nie kocha
mnie już!...  Nie będę opisywała szczegółowo wszystkich szaleństw, jakie chwytają się
porzuconej
kobiety; nazbyt wbilibyście się w pychę. Powiedziałam, że to osoba dumna, ale
bardziej jeszcze mściwa. Skoro uspokoiła pierwszą ciekawość i nasyciła się oburzeniem,
postanowiła się zemścić, ale zemścić w sposób okrutny, godny, aby się stał postrachem dla
każdego, kto by w przyszłości zechciał uwieść i oszukać uczciwą kobietę. Zemściła się,
zemściła strasznie; zemsta jej okazała się w całym blasku i nie poprawiła nikogo; codziennie
jak i wprzódy mężczyzni oszukują nas haniebnie i zwodzą.
Kubuś: Może inne, ale panią!...
Gospodyni: Niestety! mnie pierwszą. Och, jakież my głupie! Gdybyż jeszcze ci paskudnicy
zyskiwali na zamianie! Ale dajmy pokój. Co uczyni margrabina? Jeszcze nie wie; pomyśli
nad tym; już myśli...
Kubuś: Gdybyśmy tak, podczas gdy ona myśli...
Gospodyni: Zwięte słowa. Ale obie butelki już próżne... (Janie!  Proszę pani?  Dwie
butelki z tych, co to w samej głębi, za wiązkami drzewa.  Rozumiem.) Myśli tedy wytrwale
i oto co jej przychodzi do głowy. Pani de La Pommeraye spotykała swego czasu damę
z prowincji, która mając proces przybyła do Paryża wraz z córką, młodą, piękną i dobrze
ułożoną. Dowiedziała się, że ta kobieta, zrujnowana przegraną, stoczyła się w położenie
więcej niż podejrzane. Mieszkanie jej stało otworem; grano, wieczerzano wesoło, ten i
ów z biesiadników zostawał na noc u pani lub panny domu, do wyboru. Margrabina wyprawiła
zaufanego człowieka na poszukiwanie tych istot. Wygrzebał je kędyś i zaprosił, w
myśl rozkazu, aby zechciały odwiedzić panią de La Pommeraye, którą ledwie że sobie
przypominały. Osoby te, żyjące pod przybranym mianem d Aisnon, nie dały na siebie czekać;
zaraz nazajutrz matka zjawiła się u pani de La Pommeraye. Po pierwszych uprzejmościach
margrabina spytała panią d Aisnon, co się z nią dzieje i co porabia od czasu przegranej.
 Jeśli mam rzec szczerze  odparła d Aisnon  uprawiam rzemiosło niebezpieczne, bezecne,
mało intratne, które ze szczętem mi obmierzło; ale cóż?  mus jest najwyższym prawem.
Byłam już gotowa umieścić córkę w Operze, ale ma za mały głosik, dobry zaledwie
w salonie, a tancerką była zawsze dość mierną. Oprowadzałam ją w czasie procesu i pózniej
po sędziach, wielkich panach, prałatach, bankierach; każdy pobawił się dłużej lub krócej i
na tym się kończyło. Nie dla braku urody: piękna jest jak anioł; toż samo nie zbywa jej
dowcipu i wdzięku; ale nic zmysłu zepsucia, nic z talentów zdolnych pobudzić smak ludzi
przeżytych. A co nam najwięcej zaszkodziło, to iż nabiła sobie głowę młodym labusiem,
bezbożnym, libertynem, rozpustnym hipokrytą, antyfilozofem, którego pani nie nazwę;
60
dość że jest to najgorszy typ spomiędzy tych, którzy w pogoni za pastorałem obrali drogę
najpewniejszą i najmniej żądającą talentu. Nie wiem, co on zadał córce, której przychodził
co rano czytać swoje łajdactwa, odmieniając na wszystkie tony:  Będę biskupem, czy nie
będę? Szczęściem pokłócili się z sobą. Córka pytała go pewnego dnia, czy zna tych, przeciw
którym pisze; księżyk odpowiedział, że nie; czy sam ma inne przekonania niż te, które
zohydza, a gdy również odpowiedział przecząco, uniosła się i wykazała mu, że postępowanie
jego jest szczytem fałszu i niegodziwości.
Pani de La Pommeraye spytała, czy obie z córką bardzo są znane.
 O wiele za bardzo, niestety.
 Widzę, że nie upierałaby się pani przy swym rzemiośle?
 Zgoła nie; córka zaś zaklina się co dzień, iż wolałaby największą nędzę niż obecne życie;
grzęznie w melancholii, która tym bardziej odstręcza ludzi...
 Gdyby mi przyszła ochota zapewnić wam los co się zowie świetny, zgodziłybyście
się?
 Nawet na znacznie mniej.
 Ale czy możecie przyrzec, iż zastosujecie się najściślej do moich wskazówek?
 Może pani na to liczyć bezwarunkowo.
 I będziecie na moje rozkazy, kiedy tego zażądam?
 Będziemy ich oczekiwały z niecierpliwością.
 To wystarcza; chciej pani wrócić do domu, a niebawem je otrzymasz. Tymczasem pozbądzcie
się mebli, sprzedajcie wszystko, nie chowajcie nawet sukien, jeśli są nieco jaskrawe:
to by nie odpowiadało moim widokom.
Kubuś, który zaczynał być zaciekawiony, rzekł do gospodyni:  A gdybyśmy tak wypili
zdrowie pani de La Pommeraye?
Gospodyni: Chętnie.
Kubuś: A pani d Aisnon?
Gospodyni: Jazda!
Kubuś: Nie odmówi mi pani i zdrowia panny d Aisnon, która ma ładny głosik do salonu,
mało talentu do tańca i melancholię wtrącającą ją w smutną konieczność przygarniania co
wieczór nowego kochanka.
Gospodyni: Nie śmiej się pan; to rzecz najokrutniejsza,
jaka być może. Gdybyś wiedział, co to za męczarnia, kiedy się nie kocha!...
Kubuś: Więc zdrowie panny d Aisnon za jej męczarnie.
Gospodyni: Zdrowie.
Kubuś: Pani gosposiu, czy pani kocha swego małżonka?
Gospodyni: Umiarkowanie.
Kubuś: Jesteś tedy wielce godną współczucia, bo wydaje mi się, że on się cieszy nader
kwitnącym zdrowiem.
Gospodyni: Nie wszystko złoto, co się świeci.
Kubuś: Zatem zdrowie zdrowia naszego gospodarza.
Gospodyni: Pij pan sam.
Pan: Kubusiu, Kubusiu, serce, ty się coś strasznie spieszysz.
Gospodyni: Niech się pan nie boi; wino szczere jak bursztyn; do jutra nie będzie śladu.
Kubuś: Skoro do jutra nie będzie śladu, a na dziś wieczór nie troszczę się zbytnio o mój
rozsądek, tedy, łaskawy panie i piękna gosposiu, jeszcze jedno zdrowie, zdrowie, które bardzo
mi leży na sercu, a mianowicie zdrowie labusia panny d Aisnon.
Gospodyni: A pfe, panie Jakubie! obłudnik, pyszałek, nieuk, potwarca, człowiek bez tolerancji;
tak bowiem zowią, o ile mi się zdaje, tych, co to zamordowaliby chętnie każdego,
kto nie myśli jak oni.
61
Pan: Ale bo pani nie wiadomo, pani gosposiu, że Kubuś jest filozofem w swoim rodzaju
i wysoko szacuje owych rycerzy spod ciemnej gwiazdy, którzy ściągają hańbę i na siebie, i
na sprawę, której bronią tak licho. Powiada, iż jego kapitan nazywał ich odtrutką na Huetów,
Nicole'ów, Bossuetów15. Nie rozumiał z tego ani słowa, jak i pani zresztą... Pani mąż
już w łóżku?
Gospodyni: Odkąd!
Pan: I on pozwala się pani tak zabawiać?
Gospodyni: Mój mąż ma dobrą szkołę... Pani de La Pommeraye siada do karety, objeżdża
przedmieścia najdalsze od dzielnicy, gdzie mieszkały obie d'Aisnon, wynajmuje małe
mieszkanko w uczciwym domu, w sąsiedztwie parafii, każe umeblować je najskromniej,
zaprasza d'Aisnonkę wraz z córką na obiad i instaluje je tego samego dnia czy w kilka dni [ Pobierz całość w formacie PDF ]